12.11.2024, 16:49 ✶
Problemy na razie nie wydawały się się być skore do zniknięcia, najlepiej w jak najszybszym tempie, ale nikt z nikim się jeszcze nie pobił, nikt niczego nie podpali i wszyscy jako tako żyli, albo przynajmniej byli bardziej żywi, niż martwi, więc może i dobrze nie było, ale uznawał, że do całkowitej tragedii jeszcze trochę im brakowało. Jeszcze. Trzeba było zobaczyć co będzie dalej.
No i przynajmniej przez ostatnie dni, prawdopodobnie wiedziona poczuciem winy, Electra pomagała mu w kuchni i wychodziło na to, że wcale nie jest aż tak beznadziejna w gotowaniu, więc starszy Prewett na pewno zamierzał to prędzej, czy później jakoś wykorzystać.
Co zaś tyczyło się Icarusa to... Basilius westchnął cicho i przewrócił stronę opracowania magimedycznego, dotyczącego magii rozpraszania, nad którym właśnie się pochylał i robił notatki ołówkiem. Ostatnimi czasy, no dobrze może tak od dwóch lat, miał wrażenie, że wcale nie wiedział tak dużo o tej dziedzinie magii, jak wcześniej myślał, a kolejne ćwiczenia, ale i też teoretyczne czytania, jedynie sprawiały, że z każdym miesiącem, chociaż wiedział więcej, miał wrażenie, że wiedział jeszcze mniej. W każdym razie nie zamierzał tak łatwo tych nauk zaprzestawać.
Ktoś zapukał do drzwi.
No tak. Electra. Najwyraźniej teraz przyszedł czas na podszkolenie się z innego rodzaju magii, zwłaszcza że najwyraźniej im obu na tym zależało.
Wstał od biurka, ruszył do drzwi, jednocześnie rozmasowując sobie obolałą szyję, od zbyt długiego siedzenia nad pracą i otworzył siostrze.
– O, świetnie. Nadadzą się idealnie – powiedział, biorąc od czarownicy stertę ubrań, tak aby ostrożnie położyć ją na biurku. Gabinet Basiliusa, ku zaskoczeniu nawet jego samego, był miejscem jasnym, o białych ścianach i ciemniejszych drewnianych meblach ułożonych jednak w na tyle praktyczny sposób, aby nie zagracały pomieszczenia, a w ramach dekoracji, poza oczywiście równo ustawionymi za szklanymi drzwiczkami regałów książkami, Prewett ustawił na parapecie dwie małe paprotki i wyrzeźbioną w jasnym drewnie figurkę konia, którą dostał kiedyś od jakiejś ciotki z Prewettów.
Jasne ściany raczej nie były charakterystyczne dla tej konkretnej kamienicy, ale gdy Basilius zajął ten pokój miał w głowie głównie to, aby nie był on podobny, ani do gabinetu ojca, ani do tego, jak tę przestrzen udekorowała wcześniej matka.
No i przynajmniej przez ostatnie dni, prawdopodobnie wiedziona poczuciem winy, Electra pomagała mu w kuchni i wychodziło na to, że wcale nie jest aż tak beznadziejna w gotowaniu, więc starszy Prewett na pewno zamierzał to prędzej, czy później jakoś wykorzystać.
Co zaś tyczyło się Icarusa to... Basilius westchnął cicho i przewrócił stronę opracowania magimedycznego, dotyczącego magii rozpraszania, nad którym właśnie się pochylał i robił notatki ołówkiem. Ostatnimi czasy, no dobrze może tak od dwóch lat, miał wrażenie, że wcale nie wiedział tak dużo o tej dziedzinie magii, jak wcześniej myślał, a kolejne ćwiczenia, ale i też teoretyczne czytania, jedynie sprawiały, że z każdym miesiącem, chociaż wiedział więcej, miał wrażenie, że wiedział jeszcze mniej. W każdym razie nie zamierzał tak łatwo tych nauk zaprzestawać.
Ktoś zapukał do drzwi.
No tak. Electra. Najwyraźniej teraz przyszedł czas na podszkolenie się z innego rodzaju magii, zwłaszcza że najwyraźniej im obu na tym zależało.
Wstał od biurka, ruszył do drzwi, jednocześnie rozmasowując sobie obolałą szyję, od zbyt długiego siedzenia nad pracą i otworzył siostrze.
– O, świetnie. Nadadzą się idealnie – powiedział, biorąc od czarownicy stertę ubrań, tak aby ostrożnie położyć ją na biurku. Gabinet Basiliusa, ku zaskoczeniu nawet jego samego, był miejscem jasnym, o białych ścianach i ciemniejszych drewnianych meblach ułożonych jednak w na tyle praktyczny sposób, aby nie zagracały pomieszczenia, a w ramach dekoracji, poza oczywiście równo ustawionymi za szklanymi drzwiczkami regałów książkami, Prewett ustawił na parapecie dwie małe paprotki i wyrzeźbioną w jasnym drewnie figurkę konia, którą dostał kiedyś od jakiejś ciotki z Prewettów.
Jasne ściany raczej nie były charakterystyczne dla tej konkretnej kamienicy, ale gdy Basilius zajął ten pokój miał w głowie głównie to, aby nie był on podobny, ani do gabinetu ojca, ani do tego, jak tę przestrzen udekorowała wcześniej matka.