12.11.2024, 17:15 ✶
Słuchając odpowiedzi ze strony siostry, opuścił ręce swobodnie wzdłuż ciała, wsuwając dłonie do kieszeni spodni i co jakiś czas bardzo nieznacznie kiwając głową. Instynktownie bardziej nachylił się ku tubie z mandragorą, ale po chwili powrócił wzrokiem do Roselyn. Nieznacznie zmarszczył czoło, po czym kiwnął głową.
- A więc wracamy do punktu wyjścia - stwierdził bez większego nacechowania emocjonalnego, po prostu przyjmując ten fakt, choć słysząc o piasku, odruchowo przeniósł wzrok na słoik, gdzie ten powinien się znajdować, żeby spróbować stwierdzić czy był on podobny (lub wręcz ten sam) do tego, który badali z Norą w mieszance. Miał podobny kolor? Konsystencję? Sypkość? Cokolwiek?
Potem niemal od razu przeniósł spojrzenie na Victorię i odpowiadającą jej Norę.
Nie był w stanie odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie ze strony Figgówny, nie posiadał tej informacji. Tak właściwie to cała jego wiedza zamykała się w kilku krótkich zdaniach, między którymi nie kryło się żadne dotyczące przemiany mandragory pustynnej w piasek, choć byłoby to całkiem logiczne.
- Właśnie tak. Natomiast, jeśli chodzi o wodę i nawozy, nie ma tam nic szczególnego - dopowiedział, kiwając głową. - Co sprawia, że aktualny stan mandragory jest tym bardziej interesujący, bo skoro nie ma czym karmić się z ziemi i nie dostaje bardziej skondensowanych składników to powinna zacząć schnąć i przymierać. No, rzecz jasna, kiedy zużyje zmagazynowane zasoby - a to może trochę potrwać, to mówiąc przesunął spojrzeniem po reszcie osób, wyciągając różdżkę i robiąc kilka kroków, aby dołączyć do Abbott.
Co zaś tyczy się jego propozycji...
Słuchając słów Victorii, oparł ręce na biodrach, po czym bardzo nieznacznie wzruszył ramionami. Nie uważał, aby to, co robił było rządzeniem się. Jedynie przejmowaniem inicjatywy i próbą kontrolowania sytuacji, która mogła w łatwy sposób wymknąć się z rąk Abbott czy Urquart, w których Roise po prostu nie wierzył. Nikt wcześniej nie postanowił się odezwać, toteż jako normalny, pełnoprawny członek Towarzystwa postanowił zasugerować jakieś rozwiązanie.
Co zaś tyczyło się panny Lestrange, odmowa z jej strony nie była dla niego czymś szczególnie godzącym w ego Ambroisa. Wręcz przeciwnie, uśmiechnął się lekko, jakby zrozumiał jej decyzję, ale nie przywiązał zbyt dużej wagi do odmowy.
Tym bardziej, że kobieta poniekąd po prostu przekierowała odpowiedzialność na innego, równie profesjonalnego człowieka, który sam postanowił się zaoferować. Sytuacja została rozwiązana. Zadania przydzielone. Trudno byłoby nie być zadowolonym z takiego obrotu sprawy.
Nawet jeśli Greengrass zdecydowanie wolałby być częścią grupy aktywnie pobierającej próbkę z rośliny, wbrew pozorom miał całkiem rozwinięte poczucie odpowiedzialności. Co prawda wyłącznie w kierunku tych nielicznych osób, które były mu bliskie, natomiast w tym konkretnym przypadku chodziło przynajmniej o dwie, więc mógł przez chwilę nie myśleć o swoim nosie.
Bądź co bądź żenująco niedziałającym, bo Roise nadal nie wyczuwał większości zapachów, ale cóż poradzić. Mógł odstąpić szansę na wkłucie się Roselyn i Norze, a teraz również Victorii, samemu pilnując, żeby nic ich w między czasie nie zeżarło, wbijając im haczykowate nitki od strony, w którą nie patrzyły. Selwyna mimowolnie uważał za będącego w stanie sobie poradzić, choć bez wątpienia pomógłby mu w razie potrzeby.
Prawdę mówiąc, dopiero teraz przypomniał sobie tamtą sytuację z samego początku spotkania i wzrok, jaki Urquart kierował w stronę Victorii. Więc może dobrze wyszło, że kobieta nie miała bezpośrednio współpracować z tym śliskim typem.
- Ależ oczywiście - przytaknął całkiem grzecznie, kulturalnie, w dalszym ciągu z małym uśmieszkiem na twarzy, po czym obrócił głowę do Jonathana. - Ładna koszula. Prowansalska bawełna? - Spytał niezobowiązująco, choć ze względu na jego raczej bliską znajomość z Selwynem, Jonathan zdecydowanie mógł zrozumieć przekaz niewerbalny: nie upierdol jej ziemią, eleganciku, psia jego mać. Poza tym podrzuć namiary na krawca. Sam sprowadza materiały?
Cóż, wyraz twarzy Greengrassa pozostał neutralny, ale mężczyzna zdecydowanie odnotował, aby poruszyć ten temat z kuzynem, gdy tylko znajdą się w lepszych warunkach do prowadzenia rozmów. Sam wyjątkowo starannie dbał o odpowiednią prezencję i tak - swojej koszuli również wolałby nie spisać na straty.
Co prawda była ciemna, prawie czarna, ale piach miał tendencję do wcierania się głęboko w strukturę włókien zaś krew to już w ogóle kurewsko źle spierała się z tego rodzaju materiałów. Zaklęcia czyszczące przesadnie je osłabiały i ubrania w dalszym ciągu nadawały się do kosza. Z tym, że może po jednym razie założenia więcej.
No cóż. To nie byłby pierwszy raz, gdy ryzykował poświęceniem drogich ubrań dla dobra nauki (i nie tylko) a pewnie także nie ostatni, znając życie. Przygotował się do zajęcia dogodnej pozycji i nasunięcia nauszników w pierwszej chwili, kiedy padnie decyzja o rozpoczęciu prac. W ręce trzymał różdżkę.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- A więc wracamy do punktu wyjścia - stwierdził bez większego nacechowania emocjonalnego, po prostu przyjmując ten fakt, choć słysząc o piasku, odruchowo przeniósł wzrok na słoik, gdzie ten powinien się znajdować, żeby spróbować stwierdzić czy był on podobny (lub wręcz ten sam) do tego, który badali z Norą w mieszance. Miał podobny kolor? Konsystencję? Sypkość? Cokolwiek?
Potem niemal od razu przeniósł spojrzenie na Victorię i odpowiadającą jej Norę.
Nie był w stanie odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie ze strony Figgówny, nie posiadał tej informacji. Tak właściwie to cała jego wiedza zamykała się w kilku krótkich zdaniach, między którymi nie kryło się żadne dotyczące przemiany mandragory pustynnej w piasek, choć byłoby to całkiem logiczne.
- Właśnie tak. Natomiast, jeśli chodzi o wodę i nawozy, nie ma tam nic szczególnego - dopowiedział, kiwając głową. - Co sprawia, że aktualny stan mandragory jest tym bardziej interesujący, bo skoro nie ma czym karmić się z ziemi i nie dostaje bardziej skondensowanych składników to powinna zacząć schnąć i przymierać. No, rzecz jasna, kiedy zużyje zmagazynowane zasoby - a to może trochę potrwać, to mówiąc przesunął spojrzeniem po reszcie osób, wyciągając różdżkę i robiąc kilka kroków, aby dołączyć do Abbott.
Co zaś tyczy się jego propozycji...
Słuchając słów Victorii, oparł ręce na biodrach, po czym bardzo nieznacznie wzruszył ramionami. Nie uważał, aby to, co robił było rządzeniem się. Jedynie przejmowaniem inicjatywy i próbą kontrolowania sytuacji, która mogła w łatwy sposób wymknąć się z rąk Abbott czy Urquart, w których Roise po prostu nie wierzył. Nikt wcześniej nie postanowił się odezwać, toteż jako normalny, pełnoprawny członek Towarzystwa postanowił zasugerować jakieś rozwiązanie.
Co zaś tyczyło się panny Lestrange, odmowa z jej strony nie była dla niego czymś szczególnie godzącym w ego Ambroisa. Wręcz przeciwnie, uśmiechnął się lekko, jakby zrozumiał jej decyzję, ale nie przywiązał zbyt dużej wagi do odmowy.
Tym bardziej, że kobieta poniekąd po prostu przekierowała odpowiedzialność na innego, równie profesjonalnego człowieka, który sam postanowił się zaoferować. Sytuacja została rozwiązana. Zadania przydzielone. Trudno byłoby nie być zadowolonym z takiego obrotu sprawy.
Nawet jeśli Greengrass zdecydowanie wolałby być częścią grupy aktywnie pobierającej próbkę z rośliny, wbrew pozorom miał całkiem rozwinięte poczucie odpowiedzialności. Co prawda wyłącznie w kierunku tych nielicznych osób, które były mu bliskie, natomiast w tym konkretnym przypadku chodziło przynajmniej o dwie, więc mógł przez chwilę nie myśleć o swoim nosie.
Bądź co bądź żenująco niedziałającym, bo Roise nadal nie wyczuwał większości zapachów, ale cóż poradzić. Mógł odstąpić szansę na wkłucie się Roselyn i Norze, a teraz również Victorii, samemu pilnując, żeby nic ich w między czasie nie zeżarło, wbijając im haczykowate nitki od strony, w którą nie patrzyły. Selwyna mimowolnie uważał za będącego w stanie sobie poradzić, choć bez wątpienia pomógłby mu w razie potrzeby.
Prawdę mówiąc, dopiero teraz przypomniał sobie tamtą sytuację z samego początku spotkania i wzrok, jaki Urquart kierował w stronę Victorii. Więc może dobrze wyszło, że kobieta nie miała bezpośrednio współpracować z tym śliskim typem.
- Ależ oczywiście - przytaknął całkiem grzecznie, kulturalnie, w dalszym ciągu z małym uśmieszkiem na twarzy, po czym obrócił głowę do Jonathana. - Ładna koszula. Prowansalska bawełna? - Spytał niezobowiązująco, choć ze względu na jego raczej bliską znajomość z Selwynem, Jonathan zdecydowanie mógł zrozumieć przekaz niewerbalny: nie upierdol jej ziemią, eleganciku, psia jego mać. Poza tym podrzuć namiary na krawca. Sam sprowadza materiały?
Cóż, wyraz twarzy Greengrassa pozostał neutralny, ale mężczyzna zdecydowanie odnotował, aby poruszyć ten temat z kuzynem, gdy tylko znajdą się w lepszych warunkach do prowadzenia rozmów. Sam wyjątkowo starannie dbał o odpowiednią prezencję i tak - swojej koszuli również wolałby nie spisać na straty.
Co prawda była ciemna, prawie czarna, ale piach miał tendencję do wcierania się głęboko w strukturę włókien zaś krew to już w ogóle kurewsko źle spierała się z tego rodzaju materiałów. Zaklęcia czyszczące przesadnie je osłabiały i ubrania w dalszym ciągu nadawały się do kosza. Z tym, że może po jednym razie założenia więcej.
No cóż. To nie byłby pierwszy raz, gdy ryzykował poświęceniem drogich ubrań dla dobra nauki (i nie tylko) a pewnie także nie ostatni, znając życie. Przygotował się do zajęcia dogodnej pozycji i nasunięcia nauszników w pierwszej chwili, kiedy padnie decyzja o rozpoczęciu prac. W ręce trzymał różdżkę.
Profilaktycznie na ten nieszczęsny piach z witki w słoiku.
Czy jestem w stanie cokolwiek dostrzec, wizualnie porównując go z tym, który wcześniej badałem? Coś ciekawego? Jakieś odstępstwa, różnice? Poblask, sypkość, ilość kwarcu etc.
Percepcja (••)
Jeśli tak, to czy coś mi to może powiedzieć?
+ Wiedza o przyrodzie (••••)
Czy jestem w stanie cokolwiek dostrzec, wizualnie porównując go z tym, który wcześniej badałem? Coś ciekawego? Jakieś odstępstwa, różnice? Poblask, sypkość, ilość kwarcu etc.
Percepcja (••)
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Rzut N 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Jeśli tak, to czy coś mi to może powiedzieć?
+ Wiedza o przyrodzie (••••)
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down