12.11.2024, 18:23 ✶
Słysząc potwierdzenie plotek, które musiały już roznieść się chyba po całej szkole, a także oschłe stwierdzenie Shafiqa, ze z Morpheusem nie było wszystko w porządku, Jonathan nieco spochmurniał. Możliwe, że znajdowanie ciał w szkole było fascynujące jedynie w dramatach, a nie prawdziwym życiu.
A potem zrobilo mu się strasznie głupio, bo on fantazjował o morderstwie w Hogwarcie od jakiegoś czasu wiedziony jedynie poczuciem nudy, a tymczasem jego przyjaciel znalazł ciało, a Marta nie żyła. I chyba to to poczucie wstydu sprawiło, że nie zapytał się o potwierdzenie innych plotek na przykład takich, że Martę zabiło... No. Było naprawdę dużo teorii, a każda z nich mniej prawdziwa. Niektóre też oczywiście brały Morpheusa za sprawcę, co już w ogóle było głupie.
– On naprawdę chce zamknąć szkołę? – spytał i chyba nie udało mu się ukryć pewnego zaniepokojenia w głosie. – Ale... Przecież to bez sensu. – Śmierć Marty śmiercią świata czarodziejów, takiego jaki znali. Było w tym coś poetyckiego. I bardzo tragicznego. Koniec Hogwartu oznaczał tak naprawdę koniec wielu przyjaźni. Koniec pewnej niezależności, którą dawał mu pobyt daleko od rodziny nawet jeśli ich kochał. – Równie dobrze moglibyśmy zostać zabici gdziekolwiek indziej, jeśli ktoś chciałby nas zabijać. – Wizja zamknięcia szkoły sprawiła, że do głowy Gryfona nagle zapukało bardzo dużo pytań natury społecznej, nad którymi nigdy wcześniej nie musiał się zastanawiać. Co z tymi, których nie było stać na dobrych korepetytorów? Co z mugolakami? Czy to wszystko nie sprawi, że sytuacja w magicznym społeczeństwie stanie się napięta? Teraz, gdy i tak mugolska wojna siała niepokój? I co? Mugolacy po prostu nie będą się uczyć? Czy to nie naraziłoby ich wszystkich na ujawnienie magii? No i... No i chociaż on takich problemów nie miał, to co z tymi wszystkimi uczniami, które nie chcieli być w domu z powodów poważniejszych, niż okazjonalnie irytujący rodzice? Lottie na pewnie nie chciałaby przebywać tak długo ze swoją matką, a Tony... W sumie to nie wiedział, ale obawiał się, że ten wiktoriański smutek był dziedziczny i Hogwart Tony'emu bardziej by służył. – Trzeba coś zrobić. Trzeba... – Powinni protestować? Sami wezwać aurorów? Rzucać się z wieży w formie protestu? O! Mogliby w sumie nakłonić kogoś, aby udał, że skacze z wieży, bo nie chce aby zamknęli Hogwart. To było dobre. I jeszcze... W oczach Jonathana pojawił się ten charakterystyczny błysk, sugerujący, że ma genialny plan i ich wszystkich zaraz uratuje. – Dobra, słuchajcie. Wiem, jak opanować sytuację. Zaraz to wszystko naprawię, a wy po prostu znajdzie kogoś kto prawie skoczy z wieży, w ramach zapasowego planu. – I z tymi słowami, poklepał ich oboje po ramieniu i ruszył przed siebie, bardzo zdecydowanym, choć ostrożnym, krokiem. Oczywiście w stronę miejsca zbrodni. Jeśli Marta była duchem na pewno mogła powiedzieć coś pomocnego. Jeśli nie byoa, to on na pewno znajdzie tam coś co przybliży ich do sprawcy, a wtedy on rozwiąże sprawę i uratuje wszystkich!
A potem zrobilo mu się strasznie głupio, bo on fantazjował o morderstwie w Hogwarcie od jakiegoś czasu wiedziony jedynie poczuciem nudy, a tymczasem jego przyjaciel znalazł ciało, a Marta nie żyła. I chyba to to poczucie wstydu sprawiło, że nie zapytał się o potwierdzenie innych plotek na przykład takich, że Martę zabiło... No. Było naprawdę dużo teorii, a każda z nich mniej prawdziwa. Niektóre też oczywiście brały Morpheusa za sprawcę, co już w ogóle było głupie.
– On naprawdę chce zamknąć szkołę? – spytał i chyba nie udało mu się ukryć pewnego zaniepokojenia w głosie. – Ale... Przecież to bez sensu. – Śmierć Marty śmiercią świata czarodziejów, takiego jaki znali. Było w tym coś poetyckiego. I bardzo tragicznego. Koniec Hogwartu oznaczał tak naprawdę koniec wielu przyjaźni. Koniec pewnej niezależności, którą dawał mu pobyt daleko od rodziny nawet jeśli ich kochał. – Równie dobrze moglibyśmy zostać zabici gdziekolwiek indziej, jeśli ktoś chciałby nas zabijać. – Wizja zamknięcia szkoły sprawiła, że do głowy Gryfona nagle zapukało bardzo dużo pytań natury społecznej, nad którymi nigdy wcześniej nie musiał się zastanawiać. Co z tymi, których nie było stać na dobrych korepetytorów? Co z mugolakami? Czy to wszystko nie sprawi, że sytuacja w magicznym społeczeństwie stanie się napięta? Teraz, gdy i tak mugolska wojna siała niepokój? I co? Mugolacy po prostu nie będą się uczyć? Czy to nie naraziłoby ich wszystkich na ujawnienie magii? No i... No i chociaż on takich problemów nie miał, to co z tymi wszystkimi uczniami, które nie chcieli być w domu z powodów poważniejszych, niż okazjonalnie irytujący rodzice? Lottie na pewnie nie chciałaby przebywać tak długo ze swoją matką, a Tony... W sumie to nie wiedział, ale obawiał się, że ten wiktoriański smutek był dziedziczny i Hogwart Tony'emu bardziej by służył. – Trzeba coś zrobić. Trzeba... – Powinni protestować? Sami wezwać aurorów? Rzucać się z wieży w formie protestu? O! Mogliby w sumie nakłonić kogoś, aby udał, że skacze z wieży, bo nie chce aby zamknęli Hogwart. To było dobre. I jeszcze... W oczach Jonathana pojawił się ten charakterystyczny błysk, sugerujący, że ma genialny plan i ich wszystkich zaraz uratuje. – Dobra, słuchajcie. Wiem, jak opanować sytuację. Zaraz to wszystko naprawię, a wy po prostu znajdzie kogoś kto prawie skoczy z wieży, w ramach zapasowego planu. – I z tymi słowami, poklepał ich oboje po ramieniu i ruszył przed siebie, bardzo zdecydowanym, choć ostrożnym, krokiem. Oczywiście w stronę miejsca zbrodni. Jeśli Marta była duchem na pewno mogła powiedzieć coś pomocnego. Jeśli nie byoa, to on na pewno znajdzie tam coś co przybliży ich do sprawcy, a wtedy on rozwiąże sprawę i uratuje wszystkich!