12.11.2024, 20:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 20:25 przez Basilius Prewett.)
Dowodem na to, że Basilius naprawdę troszczył się o swoją rodzinę (zanim zacznie opieprzać Vincenta, że zezłośił dobrą miotłe) zdecydowaniem było to, że gdy drugi Prewett spadł na drzewo i z drzewa, Basilius miał wrażenie, że zaraz naprawdę dostanie zawału.
Zanim jednak uzdrowiciel rzucił się, aby pomóc swojemu krewniakowi, szybko wycelował w szalejącą miotłę kolejną porcją zaklęć, tym razem z innej dziedziny zaklęć.
Transmutacja (II)
I tym razem na szczęście wszystko zadziałało tak jak miało zadziałać, a miotła, trafiona zaklęciami, zaczęła się kurczeć, blednąć i już po chwili była piórkiem, które powoli upadało w dół, niezdolne do dalszego, szaleńczego lotu.
No dobrze. Jeden problem z głowy. Teraz należało tylko połatać tego bardziej problematycznego Prewetta i to jak najszybciej.
– No chyba sobie żartujesz – rzucił do Vincenta, gdy tylko dopadł do poturbowanego czarodzieja. I to się właśnie nazywało uzależnienie! Jego wuj spadł wlaśnie z miotły i zdecydowanie mocno obił, ale najwyraźniej papierosy były najważniejsze. – Zgaś to, albo przysięgam, transmutuje tego papierosa w drugą miotłę, wsadzę cię na nią i zrzucę.
Albo to, albo zacznie szaleńczo kaszleć, próbując wzbudzić w nim wyrzuty sumienia, że dym papierosowy niszczył już I tak naruszone zdrowie jego bratanka. Chociaż prawdę mówiąc wyrzuty sumienia to najbardziej obecnie czuł on sam.
– Przysięgam nie wiem, jak to zrobiłeś, że doprowadziłeś tę miotłę do szaleństwa. Gdzie cię boli? Nie ruszaj się. Masz coś na ból u siebie?– Mówiąc to oczywiście już z bardzo dokładną uwagą, przyglądał się Vincentowie w poszukiwaniu obrażeń, a potem rzucił na niego kilka zaklęć, mających powiedzieć mu co dokładnie zostało uszkodzone i złamane pewnie poza głową lata temu.
Zanim jednak uzdrowiciel rzucił się, aby pomóc swojemu krewniakowi, szybko wycelował w szalejącą miotłę kolejną porcją zaklęć, tym razem z innej dziedziny zaklęć.
Transmutacja (II)
Rzut N 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!
I tym razem na szczęście wszystko zadziałało tak jak miało zadziałać, a miotła, trafiona zaklęciami, zaczęła się kurczeć, blednąć i już po chwili była piórkiem, które powoli upadało w dół, niezdolne do dalszego, szaleńczego lotu.
No dobrze. Jeden problem z głowy. Teraz należało tylko połatać tego bardziej problematycznego Prewetta i to jak najszybciej.
– No chyba sobie żartujesz – rzucił do Vincenta, gdy tylko dopadł do poturbowanego czarodzieja. I to się właśnie nazywało uzależnienie! Jego wuj spadł wlaśnie z miotły i zdecydowanie mocno obił, ale najwyraźniej papierosy były najważniejsze. – Zgaś to, albo przysięgam, transmutuje tego papierosa w drugą miotłę, wsadzę cię na nią i zrzucę.
Albo to, albo zacznie szaleńczo kaszleć, próbując wzbudzić w nim wyrzuty sumienia, że dym papierosowy niszczył już I tak naruszone zdrowie jego bratanka. Chociaż prawdę mówiąc wyrzuty sumienia to najbardziej obecnie czuł on sam.
– Przysięgam nie wiem, jak to zrobiłeś, że doprowadziłeś tę miotłę do szaleństwa. Gdzie cię boli? Nie ruszaj się. Masz coś na ból u siebie?– Mówiąc to oczywiście już z bardzo dokładną uwagą, przyglądał się Vincentowie w poszukiwaniu obrażeń, a potem rzucił na niego kilka zaklęć, mających powiedzieć mu co dokładnie zostało uszkodzone i złamane pewnie poza głową lata temu.