12.11.2024, 23:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2024, 10:00 przez Ambrosia McKinnon.)
Uśmiechnęła się do niego. Grzecznym uniesieniem kącikiem ust, ale było widać że była przynajmniej odrobinę rozdrażniona. Nigdy nie podobały jej się uszczypliwe uwagi na temat Kościanego Zamtuza. Rozumiała, oczywiście, dlaczego niektórzy ludzie mogli mieć do tego miejsca swoje zastrzeżenia i uprzedzenia, ale ona w tym miejscu wychowywała się od maleńkości i znała każdy zakamarek budynku. To nie było miejsce dla dziecka, ale to co działo się na piętrach zawsze interesowało ją o wiele mniej niż tajemnice kryjące się w piwnicy - o ile tak w ogóle można było nazwać poziom budynku, który i tak cały znajdował się powierzchnią ziemi.
- Masz bardzo dużo uwag jak na kogoś, kto wygląda jakby połknął kij od szczotki - westchnęła, czując jak podpierana palcami głowa osuwa się nieco na dłoni, nadając jej tylko bardziej udręczonego wyrazu.
Powinien być wdzięczny, bo równie dobrze mogła ich zgubić w licznych korytarzach, które rozkładały się w podlondyńskiej sieci Podziemnych Ścieżek. Czy byłoby to rozsądne? Nie, ale Rosie nie miała problemów z robieniem rzeczy, które podziałałyby Louvainowi na nerwy, nawet jeśli miało ją to potem wiele kosztować.
W końcu czekanie się skończyło, kiedy rozległo się energiczne pukanie do drzwi, zawiasy skrzypnęły i w pokoju z nimi stanęła niewysoka szatynka, bystrym spojrzeniem obskakując najpierw McKinnon, a potem Louvaina.
- Violetta - Ambrosia uśmiechnęła się do niej wesoło, kiedy dziewczyna zbliżyła się, zatrzymując w swobodnej pozie między zajmowanymi przez nich fotelami.
- Słyszałam że potrzeba ci do czegoś pomocy? Nie sądziłam, że interesują cię ten rodzaj rozrywki - dziewczyna rzuciła melodyjnym tonem, blondynce poświęcając jednak niewiele uwagi. Zaledwie przelotne spojrzenie, bo zaraz wróciła do lustrowania spojrzeniem Lestrange'a.
- Może innym razem. Potrzebujemy dzisiaj od ciebie czegoś innego. I raczej też nie zajmiemy ci zbyt dużo czasu - zerknęła na Lou w znaczący sposób. To była jego zabawa. Jego energia i jego eksperyment. Jak się chciał do tego konkretnie zabrać to była już jego sprawa.
- Masz bardzo dużo uwag jak na kogoś, kto wygląda jakby połknął kij od szczotki - westchnęła, czując jak podpierana palcami głowa osuwa się nieco na dłoni, nadając jej tylko bardziej udręczonego wyrazu.
Powinien być wdzięczny, bo równie dobrze mogła ich zgubić w licznych korytarzach, które rozkładały się w podlondyńskiej sieci Podziemnych Ścieżek. Czy byłoby to rozsądne? Nie, ale Rosie nie miała problemów z robieniem rzeczy, które podziałałyby Louvainowi na nerwy, nawet jeśli miało ją to potem wiele kosztować.
W końcu czekanie się skończyło, kiedy rozległo się energiczne pukanie do drzwi, zawiasy skrzypnęły i w pokoju z nimi stanęła niewysoka szatynka, bystrym spojrzeniem obskakując najpierw McKinnon, a potem Louvaina.
- Violetta - Ambrosia uśmiechnęła się do niej wesoło, kiedy dziewczyna zbliżyła się, zatrzymując w swobodnej pozie między zajmowanymi przez nich fotelami.
- Słyszałam że potrzeba ci do czegoś pomocy? Nie sądziłam, że interesują cię ten rodzaj rozrywki - dziewczyna rzuciła melodyjnym tonem, blondynce poświęcając jednak niewiele uwagi. Zaledwie przelotne spojrzenie, bo zaraz wróciła do lustrowania spojrzeniem Lestrange'a.
- Może innym razem. Potrzebujemy dzisiaj od ciebie czegoś innego. I raczej też nie zajmiemy ci zbyt dużo czasu - zerknęła na Lou w znaczący sposób. To była jego zabawa. Jego energia i jego eksperyment. Jak się chciał do tego konkretnie zabrać to była już jego sprawa.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror