12.11.2024, 23:05 ✶
Na razie wszystko szło po ich myśli.
Brenna wychyliła się z krzaków już po kilku sekundach nawoływania — z pudełkami zabawek i wyraźną nadzieją, błyskającą w oku. Tessa, jednak, nie chciała doszukiwać się strachu, którym przekonanie o powodzeniu ich misji na pewno zostało podszyte. Grubą, czerwoną nicią.
Pieniądze nadal przodowały, trzymając dłoń na pulsie, bijącym u każdego, dobrego człowieka i pokaźny czek, wciśnięty w dłoń handlarza przez samego Morpheusa najwyraźniej również miał wiele do powiedzenia. Przyjęła papierosa z nieukrywaną chęcią, jak zawsze i przejechała śródręczem powoli po czole. Czuła zmarszczki, które powróciły tuż po tym, jak tylko teleportowali się z powrotem do Azylu.
Pora była zatem na ostateczny rozrachunek — czy koci rytuał pomoże Tessie przetrwać kolejne trzy dni? Czy może jednak kompania mruczków rozmyśli się tuż po przejrzeniu darów i uzna, że nie są one odpowiednie dla ich gustu, że nie spełniają oczekiwań. I pani Longbottom zostanie zmuszona trwać w nieustannym stresie, czekając na nieuniknione. Nie, może nie stresie. Złości.
Ciekawe jak wyglądałaby jej śmierć?
Zawsze powtarzała, że chciałaby odejść we śnie, spokojnie, nie martwiąc nikogo. Nie tyle, co z wyrazem błogości, a zwyczajnej neutralności, jakby zrobiła już na świecie wszystko to, co tylko mogła. Najbardziej bała się utonięcia i tego, że mogłaby utknąć w płonącym domu. I tego, że nie zdołałaby przez te trzy dni zrobić tych rzeczy, na które ostatnio brakowało jej czasu.
Longbottomowie przekroczyli próg Azylu razem (no, może bardziej po kolei, bo raczej nie zmieściliby się w trójkę w progu) tak samo, jak poprzednio. Ponownie trzeba było patrzeć pod nogi — uważać na wszystkie ogony, łapy i łebki, które momentalnie ocierały się o łydki, nie pozwalając przejść w spokoju nawet trzech czy czterech kroków.
— Wróciliśmy — zaanonsowała zdecydowanie pewniej niż wcześniej. Odwinęła figurkę Bastet z papieru i postawiła ją na podłodze, zaraz po tym, jak Brenna zaprezentowała swoje fanty. — Ryb jest sporo, dokładnie tak, jak się umówiliśmy. Zostaną jeszcze dostarczane co tydzień przez najbliższy miesiąc. Oto zabawki — nakręcane myszy i nakręcane nakręcacze. Także posążek Bastet. Spełniliśmy wszystkie warunki i to powinno wystarczyć.
Nie powinno. Musiało.
Brenna wychyliła się z krzaków już po kilku sekundach nawoływania — z pudełkami zabawek i wyraźną nadzieją, błyskającą w oku. Tessa, jednak, nie chciała doszukiwać się strachu, którym przekonanie o powodzeniu ich misji na pewno zostało podszyte. Grubą, czerwoną nicią.
Pieniądze nadal przodowały, trzymając dłoń na pulsie, bijącym u każdego, dobrego człowieka i pokaźny czek, wciśnięty w dłoń handlarza przez samego Morpheusa najwyraźniej również miał wiele do powiedzenia. Przyjęła papierosa z nieukrywaną chęcią, jak zawsze i przejechała śródręczem powoli po czole. Czuła zmarszczki, które powróciły tuż po tym, jak tylko teleportowali się z powrotem do Azylu.
Pora była zatem na ostateczny rozrachunek — czy koci rytuał pomoże Tessie przetrwać kolejne trzy dni? Czy może jednak kompania mruczków rozmyśli się tuż po przejrzeniu darów i uzna, że nie są one odpowiednie dla ich gustu, że nie spełniają oczekiwań. I pani Longbottom zostanie zmuszona trwać w nieustannym stresie, czekając na nieuniknione. Nie, może nie stresie. Złości.
Ciekawe jak wyglądałaby jej śmierć?
Zawsze powtarzała, że chciałaby odejść we śnie, spokojnie, nie martwiąc nikogo. Nie tyle, co z wyrazem błogości, a zwyczajnej neutralności, jakby zrobiła już na świecie wszystko to, co tylko mogła. Najbardziej bała się utonięcia i tego, że mogłaby utknąć w płonącym domu. I tego, że nie zdołałaby przez te trzy dni zrobić tych rzeczy, na które ostatnio brakowało jej czasu.
Longbottomowie przekroczyli próg Azylu razem (no, może bardziej po kolei, bo raczej nie zmieściliby się w trójkę w progu) tak samo, jak poprzednio. Ponownie trzeba było patrzeć pod nogi — uważać na wszystkie ogony, łapy i łebki, które momentalnie ocierały się o łydki, nie pozwalając przejść w spokoju nawet trzech czy czterech kroków.
— Wróciliśmy — zaanonsowała zdecydowanie pewniej niż wcześniej. Odwinęła figurkę Bastet z papieru i postawiła ją na podłodze, zaraz po tym, jak Brenna zaprezentowała swoje fanty. — Ryb jest sporo, dokładnie tak, jak się umówiliśmy. Zostaną jeszcze dostarczane co tydzień przez najbliższy miesiąc. Oto zabawki — nakręcane myszy i nakręcane nakręcacze. Także posążek Bastet. Spełniliśmy wszystkie warunki i to powinno wystarczyć.
Nie powinno. Musiało.
!Miauuu
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you