Czy rzeczywiście byłby to sztorm? Niszczycielski żywioł, burza na morzu tak wielka, że mogłaby zatopić statek i wszystkich ludzi, jakich ze sobą niósł? Że mogłoby to zatopić ich? Czy raczej ten wiatr, który by się zerwał, dąłby w żagle i pozwolił łódce w ogóle płynąć do przodu, a nie po prostu dryfować na środku morza. Fakt, może to przyspieszenie byłoby tak nieoczekiwane i zawrotne, że łatwo byłoby się przewrócić i chwilę zajęłoby, nim przywykliby do tego, w jaki sposób poruszać się po szalejącej po wodzie łajbie, ale… czy to naprawdę było tak straszne? Pozwolić sobie poczuć, dopuścić to do siebie te wszystkie uczucia względem drugiej osoby? Przecież ilekroć spędzali ze sobą czas, to było przyjemnie; nawet wtedy, gdy poniekąd przymuszał ich do tego rytualny czar, to przecież szukali tego kontaktu ze sobą, choćby przez chwilę. Dobrze się razem bawili na Lammas, na weselu, tańcząc do rana, na wielkiej wyprawie poprzez chaszcze i las do opuszczonego zamczyska… I te kilka dni temu, gdy Sauriel wyszedł na pełne słońce, a potem złożył na jej zimnych ustach pocałunek. Królewna Śnieżka nie wróciła jednak do życia, ale – było przyjemnie, miło. Zgoda: było w sercu burzliwie i próbowało się wyrwać z klatki piersiowej, nie zawsze było też idealnie, oboje mieli gorsze dni, ale… razem jakoś było… lżej? A makijaż, by ukryć to wszystko, co złe, co odbijało się w twarzy był po to, by wścibscy ludzie nie widzieli zbyt wiele. Przed Saurielem mogła się nie malować, bo on był do jej życia i tak mocno dopuszczony. Widział ją w jej najgorszych momentach i dniach, i wcale nie chciała tej strony siebie przed nim ukrywać. Tego, że wcale nie jest taka idealna.
Oczywiście, że myślał innymi kategoriami. Często było tak, że on myślał o czymś, co jej nie przeszło przez myśl, i vice versa. Ale w ten sposób się uzupełniali, mogli dostrzec szerszy obrazek tam, gdzie jedno było ślepe, póki się tego nie wskazało.
– Nokturn chyba nigdy nie jest w pełni bezpieczny – odezwała się po chwili, kiedy Sauriel zechciał podzielić się swoją myślą. Nie był bezpieczny nawet dla stałych bywalców. – Znaczy… Tak mi się wydaje – nie, żeby miała pod tym względem wielkie doświadczenie, a już zwłaszcza jeśli chodziło o Podziemne Ścieżki. – Noo… Na pewno też nie będzie tak śmierdzieć – i… poza-Nokturnem łatwiej było do siebie zaprosić dziewczynę, gdyby się taką miało. Nie to, że tak myślała o sobie – w zasadzie, to nie miała pojęcia, jak o tym myśleć w kontekście siebie. – To się rozejrzyj, może ci się spodoba bardziej niż z początku myślałeś? – milo było mieć swój kąt zrobiony wedle własnego gustu, gdzie widać było tę rękę osoby, która tam mieszkała, otaczając się ważnymi dla siebie rzeczami.
– To stwarza paradoks z buntem przeciwko buntowi – stwierdziła prosto. – Wszędzie trzeba mieć umiar, ale wyobrażałam sobie, że byś go tak pozaczepiał dla zasady – i żeby sobie nie myślał, że młody Rookwood całkiem wyrósł ze swoich humorków. – Och – zarumieniła się, czego Sauriel nie miał za bardzo jak zobaczyć. Zabawne, że ich myśli krążyły wokół podobnego tematu. – I to takim, którego trudno się pozbyć – bo była uparta… Równie uparta co on, choć nie w tak oczywisty sposób. Poczuła zresztą, jak serce jej przyspieszyło, zupełnie niegotowe na tak jawny ze strony Sauriela flirt w jej kierunku. Chyba pierwszy świadomy, skierowany właśnie do niej, a nie do żadnej innej kobiety w zasięgu wzroku. – A jak sobie radzisz z Kłopotami? – postanowiła to pociągnąć odrobinkę bardziej.