13.11.2024, 23:45 ✶
Nasi drodzy Niewymowni muszą sobie nie radzić z obecną sytuacją, rozmyślał Sebastian, z lekkim niesmakiem przypominając sobie o szczegółach swojej ostatniej konfrontacji z tą grupą czarodziejów. Mówiło się, że pracownicy Departamentu Tajemnic mieli języki zawiązane na supeł, żeby przypadkiem nie zdradzić nikomu za dużo. Magia? A może przekonanie, że szczegóły pewnych operacji nigdy nie powinny przekroczyć progu wyjścia z Ministerstwa? W każdym razie, coś musiało wstrząsnąć Caroline, skoro tak się zachowywała.
Na czole Sebastiana zatańczyła niewyraźna zmarszczka mimiczna, gdy Laurent zdecydował się zagrać kartą swojego pochodzenia przed Niewymowną. Czy protekcja Prewettów faktycznie znaczyła na tyle dużo w gmachu Ministerstwa Magii, aby ochronić Caroline przed potencjalnymi konsekwencjami wyniesienia sekretów Departamentu Tajemnic poza jego czarne jak smoła trzewia?
Nie potrafił tego jednoznacznie ocenić, jednak w duchu modlił się o to, aby towarzyszący mu dziś mężczyzna nie próbował manipulować czarownicą w potrzebie. Kto wie, co zrobi, jeśli obietnice Laurenta będą jednym wielkim kłamstwem lub okażą się niewystarczające w starciu z wymiarem sprawiedliwości Niewymownych? Matko, strzeż nas przed gniewem rządu, skomentował w myślach, kończąc nieme modły.
— Nie jesteście jedyną grupą z Ministerstwa, która tam operuje — dodał od siebie, skupiając się na informacjach, które posiadał z pierwszej ręki. — Działania Laurenta, nadzór Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów... Wszyscy jesteśmy częścią tych zdarzeń. To wielce... niesprawiedliwe... że niektórzy muszą nieść tak ciężkie brzemię ze względu na tajność, gdy poprzez współpracę można osiągnąć o wiele więcej.
Wydaje się mówić z sensem, rozmyślał Sebastian, wsłuchując się w kolejne słowa Prewetta. Ich rodzinna fortuna nie wzięła się znikąd, a przy prowadzeniu tak wielu interesów na przestrzeni lat z pewnością musieli z uwagą szafować tajemnicami, jakie trafiały w ich ręce w taki sposób, aby jak najmniej sobie zaszkodzić. Jeśli Caroline miała komuś zaufać, to chyba powinna być świadoma tego, że lepiej opowiedzieć swoją historię komuś, kto nie doprowadzi od razu do jej opadku, prawda?
Na czole Sebastiana zatańczyła niewyraźna zmarszczka mimiczna, gdy Laurent zdecydował się zagrać kartą swojego pochodzenia przed Niewymowną. Czy protekcja Prewettów faktycznie znaczyła na tyle dużo w gmachu Ministerstwa Magii, aby ochronić Caroline przed potencjalnymi konsekwencjami wyniesienia sekretów Departamentu Tajemnic poza jego czarne jak smoła trzewia?
Nie potrafił tego jednoznacznie ocenić, jednak w duchu modlił się o to, aby towarzyszący mu dziś mężczyzna nie próbował manipulować czarownicą w potrzebie. Kto wie, co zrobi, jeśli obietnice Laurenta będą jednym wielkim kłamstwem lub okażą się niewystarczające w starciu z wymiarem sprawiedliwości Niewymownych? Matko, strzeż nas przed gniewem rządu, skomentował w myślach, kończąc nieme modły.
— Nie jesteście jedyną grupą z Ministerstwa, która tam operuje — dodał od siebie, skupiając się na informacjach, które posiadał z pierwszej ręki. — Działania Laurenta, nadzór Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów... Wszyscy jesteśmy częścią tych zdarzeń. To wielce... niesprawiedliwe... że niektórzy muszą nieść tak ciężkie brzemię ze względu na tajność, gdy poprzez współpracę można osiągnąć o wiele więcej.
Wydaje się mówić z sensem, rozmyślał Sebastian, wsłuchując się w kolejne słowa Prewetta. Ich rodzinna fortuna nie wzięła się znikąd, a przy prowadzeniu tak wielu interesów na przestrzeni lat z pewnością musieli z uwagą szafować tajemnicami, jakie trafiały w ich ręce w taki sposób, aby jak najmniej sobie zaszkodzić. Jeśli Caroline miała komuś zaufać, to chyba powinna być świadoma tego, że lepiej opowiedzieć swoją historię komuś, kto nie doprowadzi od razu do jej opadku, prawda?