Z nich wszystkich, poza kotami Figgów, które bardzo dobrze zdawały się orientować w sytuacji, chyba tylko Morpheus nie był zdziwiony. Koty rozstępujące się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem nie leżały na liście pierwszych dziesięciu prawdopodobnych zdarzeń w jego życiu, ale on już zauważył, że odkąd podpisał umowę związaną ze zmianą Departamentu i przeniesieniem do okrytych wieczną żałobą, zaczynał raczej od końca listy rzeczy normalnych, prawdopodobnych i zwykłych. Dlatego to, co działo się w catio, chociaż należało do niezwykłych, nie uniosło mu nawet brewki. Jeszcze w czerwcu odnalazł starożytną komnatę pod Stonehange i był pierwszą osobą, która postawiła w niej nogę od stuleci, w lipcu wpadł w dziurę w czasoprzestrzeni i oślepł, a w sierpniu pokonali z Brenną starożytne ostrze nasycone ciemnością, które karmiło się strachem i koszmarami. Koci rytuał? Zwykły piątek. Albo poniedziałek. Morpheus nie wiedział, jaki jest dzień tygodnia. Ostatnimi czasy rzadko wiedział.
Jakby uprzedzając pytanie Brenny lub Quintessy, z westchnieniem zacytował samego siebie:
— Ucieczka nic nie da.
W dziwnie jesiennym powietrzu zabrzmiało to głucho, na granicy przepowiedni, ale nie całkiem, tutaj dotyk trującego słowa bogów, przeniesionego na toksycznej ślinie skradzionego gardła jeszcze nie nadszedł.
— Znam bezpieczne miejsce dla Quintessy i umówię się z Basiliusem — pokiwał głową, na zgodę. Zdecydowanie powinien obejrzeć to klątwołamacz. Wcześniej jednak, zanim znikną z Azylu, chciał dowiedzieć się kilku rzeczy, bo koty nie wyjaśniały absolutnie niczego, jak to koty. Irytowało to go niezmiernie, dlatego że był człowiekiem dociekliwym, który nienawidził gdy zagadka pozostawała nierozwiązana. Każdy związek przyczynowo-skutkowy musiał zostać odnaleziony, nitka pociągnięta i wyprostowana. Zanim jednak otworzył usta, aby wypytywać kocich czarowników, przyjrzał się Tessie. Chociaż nie spodziewał się złych intencji po futrzakach, to jednak wolał spojrzeć w przyszłość siostry, aby upewnić się, że jej najbliższa przyszłość nie jest skąpana w krwi, ogniu i połamanych gałązkach Kniei.
Sukces!