14.11.2024, 04:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 11:08 przez Thomas Figg.)
Zaśmiał się i pokiwał głową na znak zgody. Niby to były żarty, ale czy też nie dobrze było dla nich przygotować się na taką ewentualność? Wiedzieć takie drobne rzeczy, w razie gdyby w przyszłości potrzebowali rozróżnić czy ktoś nie jest jedynie jakimś przebierańcem?
- Dobrze, zapamiętam, że jeśli nie będzie to Aragorn syn Arathorna to, żeby nie dawać żadnego ciasta, bo to jakiś podrabianiec i szkoda marnować na niego ciasta - rzucił żartobliwie. Pierwszy wybór był zdecydowanie mniej popularny wśród czarodziei, którzy raczej niechętnie sięgali po mugolskie książki. Dlatego też zamierzał trzymać się tej odpowiedzi, jeśli kiedykolwiek zwątpi, że Brenna to naprawdę Brenna, choć tak naprawdę to miał nadzieję, ze nigdy do tego nie dojdzie.
- Poklepać po plecach? - zapytał z wymuszonym uśmiechem, bo jednak zdecydowanie nie udało mu się uniknąć skojarzenia. Cóż, sam był sobie winien, bardzo niefortunnie dobrał słowa i samo to poszło.
PArsknął na jej pytanie, bo zdecydowanie nie widział się w tego rodzaju branży i nijak nie widział, że byłoby to jakkolwiek popularne w magicznym świecie. Tak samo nieświadom, ze za kilkanaście dni na kiermaszu z okazji Lammas największą furorę zrobią świeczki w kształcie penisów. Ot ironia losu. Ale nie zamierzał zajmować się produkcją tego rodzaju mechanizmów, raczej...
- A co, mówisz, że jest zapotrzebowanie? Czy czegoś szukasz? - zapytał pokazując jej język, jak na trzydziestolatka przystało. I dobrze, że dopiero przysuwał kubek z kawą do swoich ust, na szczęście nie zdążył się jeszcze napić. Popatrzył z otwartymi ustami na Longbottomównę. - Oczywiście, myślisz, ze to był mój pomysł? - zapytał utrzymując poważną minę przez sekundę, nim parsknął. Upił niewielki łyk kawy, aby nie ryzykować zakrztuszenia jak ona wcześniej. - Nie chce sobie wyobrażać co by mi zrobiła, gdybym się tym zajmował tu w tym domu. Przecież Mabel mogłaby się na to natknąć jakby szukała Kapitana w moim pokoju - oj zdecydowanie nie chciałby być we własnej skórze, gdyby Nora się wściekła na niego, wtedy chyba tylko uratowałoby go wyjechanie na Antarktydę. Popatrzył na to jak dojada okruszki ze swojego talerza, a potem na swój, gdzie zniknął ledwie niewielki kęs.
- Widzę, że ci bardzo smakuje, masz więcej - dodał przesuwając ku niej swój talerz z ciastem i podnosząc się od stołu. - Ja zaraz wrócę - dodał jeszcze przez ramię nim zniknął z kuchni, musiał coś wziąć ze swojego pokoju. Co prawda mógł to spróbować przywołać, ale wolał nie narobić uszkodzić przedmiotu, który spoczywał w jego kufrze. Od jakiegoś czasu już eksperymentował z różnego rodzaju przydatnymi przedmiotami, które mogą ratować skórę jego bliskim.
Przez chwilę grzebał w kufrze nie mogą znaleźć przedmiotu o którym mówił, aż w końcu go wyłowił. Niewielki wisiorek w wykonany ze srebra z przeźroczystymi kamieniami, nie znał się na tym, diamenty? Chyba tak. Przez moment patrzył z nostalgią na biżuterię rozmyślając nad wydarzeniami z przeszłości, jak i dniem dzisiejszym. Otrząsnął się dopiero po chwili, nie miał pojęcia jak długiej, ale na pewno minęło owieje niż ledwie kilka sekund. Dlatego pospiesznie zamknął wieko kufra i nawet niezbyt zdziwiony tym, że Pazura nie ma w pokoju, bo zapewne włóczył się gdzieś z innymi kotami mieszkającymi tutaj, albo spał w Kawiarnii.
- Już jestem, jestem - powiedział wracając do pomieszczenia, gdzie była Brenna. - Nie zdążyłem go zapakować, ale proszę, to dla ciebie - dodał wyciągając ku niej dłoń, na której spoczywało nic innego niż najwierniejsza kopia Gwiazdy Wieczornej jaką zdołał wykonać dla niego mugolski jubiler. Przez myśl mu przeszło, ze teraz będzie musiał dla niej poszukać nowego prezentu bożonarodzeniowego, no ale trudno.
- Dobrze, zapamiętam, że jeśli nie będzie to Aragorn syn Arathorna to, żeby nie dawać żadnego ciasta, bo to jakiś podrabianiec i szkoda marnować na niego ciasta - rzucił żartobliwie. Pierwszy wybór był zdecydowanie mniej popularny wśród czarodziei, którzy raczej niechętnie sięgali po mugolskie książki. Dlatego też zamierzał trzymać się tej odpowiedzi, jeśli kiedykolwiek zwątpi, że Brenna to naprawdę Brenna, choć tak naprawdę to miał nadzieję, ze nigdy do tego nie dojdzie.
- Poklepać po plecach? - zapytał z wymuszonym uśmiechem, bo jednak zdecydowanie nie udało mu się uniknąć skojarzenia. Cóż, sam był sobie winien, bardzo niefortunnie dobrał słowa i samo to poszło.
PArsknął na jej pytanie, bo zdecydowanie nie widział się w tego rodzaju branży i nijak nie widział, że byłoby to jakkolwiek popularne w magicznym świecie. Tak samo nieświadom, ze za kilkanaście dni na kiermaszu z okazji Lammas największą furorę zrobią świeczki w kształcie penisów. Ot ironia losu. Ale nie zamierzał zajmować się produkcją tego rodzaju mechanizmów, raczej...
- A co, mówisz, że jest zapotrzebowanie? Czy czegoś szukasz? - zapytał pokazując jej język, jak na trzydziestolatka przystało. I dobrze, że dopiero przysuwał kubek z kawą do swoich ust, na szczęście nie zdążył się jeszcze napić. Popatrzył z otwartymi ustami na Longbottomównę. - Oczywiście, myślisz, ze to był mój pomysł? - zapytał utrzymując poważną minę przez sekundę, nim parsknął. Upił niewielki łyk kawy, aby nie ryzykować zakrztuszenia jak ona wcześniej. - Nie chce sobie wyobrażać co by mi zrobiła, gdybym się tym zajmował tu w tym domu. Przecież Mabel mogłaby się na to natknąć jakby szukała Kapitana w moim pokoju - oj zdecydowanie nie chciałby być we własnej skórze, gdyby Nora się wściekła na niego, wtedy chyba tylko uratowałoby go wyjechanie na Antarktydę. Popatrzył na to jak dojada okruszki ze swojego talerza, a potem na swój, gdzie zniknął ledwie niewielki kęs.
- Widzę, że ci bardzo smakuje, masz więcej - dodał przesuwając ku niej swój talerz z ciastem i podnosząc się od stołu. - Ja zaraz wrócę - dodał jeszcze przez ramię nim zniknął z kuchni, musiał coś wziąć ze swojego pokoju. Co prawda mógł to spróbować przywołać, ale wolał nie narobić uszkodzić przedmiotu, który spoczywał w jego kufrze. Od jakiegoś czasu już eksperymentował z różnego rodzaju przydatnymi przedmiotami, które mogą ratować skórę jego bliskim.
Przez chwilę grzebał w kufrze nie mogą znaleźć przedmiotu o którym mówił, aż w końcu go wyłowił. Niewielki wisiorek w wykonany ze srebra z przeźroczystymi kamieniami, nie znał się na tym, diamenty? Chyba tak. Przez moment patrzył z nostalgią na biżuterię rozmyślając nad wydarzeniami z przeszłości, jak i dniem dzisiejszym. Otrząsnął się dopiero po chwili, nie miał pojęcia jak długiej, ale na pewno minęło owieje niż ledwie kilka sekund. Dlatego pospiesznie zamknął wieko kufra i nawet niezbyt zdziwiony tym, że Pazura nie ma w pokoju, bo zapewne włóczył się gdzieś z innymi kotami mieszkającymi tutaj, albo spał w Kawiarnii.
- Już jestem, jestem - powiedział wracając do pomieszczenia, gdzie była Brenna. - Nie zdążyłem go zapakować, ale proszę, to dla ciebie - dodał wyciągając ku niej dłoń, na której spoczywało nic innego niż najwierniejsza kopia Gwiazdy Wieczornej jaką zdołał wykonać dla niego mugolski jubiler. Przez myśl mu przeszło, ze teraz będzie musiał dla niej poszukać nowego prezentu bożonarodzeniowego, no ale trudno.