14.11.2024, 19:41 ✶
Uśmiechnęła się nieco zadziornie, a błysk w jej oku jasno powiedział Shafiqowi, że mimo iż Faye nie była ze środowiska politycznego, to doskonale potrafiła powiedzieć, gdy ktoś w zawoalowany sposób mówi jej, że przyspieszy pewne rzeczy lub też coś nie jest problemem.
- Tak pan mówi? Ze wystarczą tylko dobra wola i głód przygody? Czy może znajomość z kimś, kto ma lepsze znajomości? - zapytała słodko, z rozbawieniem, bez cienia pretensji w głosie. Nie oceniała go, przecież tak dokładnie działał ten świat: był nierówny i ci, którzy mieli koneksje, z reguły dostawali to, co chcieli. Nawet ona wiedziała, że nie warto z tym walczyć, a po prostu przekuwać na swoją korzyść. - Pomyślę nad tym. W sumie czemu nie, co prawda nie wiem jakie mogliby mieć uprzedzenia do Anglików, ale wystarczy mi, że Anglicy mają je do Szkotów. Proszę mi uwierzyć, że gdy tylko nie tak zaciągnę jakąś głoskę, to od razu zaczynają się docinki na temat spódnic w kratę czy włosów, które - proszę się przyjrzeć! - wcale nie są rude. Ale zdają się rudzieć, gdy tylko ktoś powiąże mnie ze Szkocją.
Wzruszyła ramionami. Jej włosy faktycznie nie były płomiennie rude, lecz kasztanowe. W odpowiednim świetle pewnie ktoś mógłby się pomylić i nazwać ją rudą, lecz skoro już poruszyła ten temat, to Anthony musiałby być niespełna rozumu, by teraz zacząć ją wyzywać od rudzielców.
Jedzenie kobiety oraz herbata dla Shafiqa pojawiły się dość szybko. Zapewne stek, który zamówiła, był odgrzewany, ale nie wyglądało na to, by zamierzała z tego powodu narzekać. Podziękowała kobiecie, a potem zabrała się do jedzenia. Pomna tego, że ma przed sobą kogoś o lepszych manierach niż ona sama, nawet poprawnie chwyciła widelec oraz nóż. O czym oni...
- To bardzo miłe! Też tęsknię za naszymi przypadkowymi spotkaniami, wie pan? Ostatnio rzadziej bywam w Ministerstwie, bo są strasznie uparci. Pan Rowle ma sporo na głowie, ale za to pan Johns... Zna go pan, prawda? Jest zwykłym pracownikiem, nie kimś ważnym, ale mam wrażenie, że mnie nie lubi. Wiedzą, że jestem... No, mam problem - ściszyła nieco głos, rozglądając się przezornie na boki. Wpakowała pierwszy, duży kawałek mięsa do ust. Przeżuła go - dzięki bogom - zanim zaczęła mówić dalej. - Niektórzy wciąż myślą, że nie powinni korzystać z mojej pomocy, bo jestem "niebezpieczna".
Na te słowa odłożyła na chwilę sztućce i zrobiła palcami znak cudzysłowu, prychając przy tym ostentacyjnie. Gdy zauważyła, że Anthony się odwraca, przekrzywiła głowę.
- Tu jest bezpiecznie, panie Shafiq. To jakiś odruch z pańskich podróży? Też takie mam, dlatego siedzę zawsze przodem do drzwi. Niektórych rzeczy nie da się wyplenić - rzekła nieco przemądrzałym tonem, kompletnie błędnie interpretując zachowanie mężczyzny. Dla niego pewnie i lepiej, sama włożyła mu dobrą wymówkę do ust. - Pewnie pana nie zdziwi fakt, że śpię z różdżką pod poduszką. I mam buty przy łóżku, zamiast przy drzwiach.
Znowu wpakowała kęs steka do ust, ale tym razem sięgnęła jeszcze po wodę, którą dostała.
- To... Ten Związek Radziecki. Po co w sumie tam jechać? Jest tam coś ciekawego poza zimnem i pajacami w śmiesznych czapkach? Jak one się nazywają... - pstryknęła palcami kilkukrotnie, marszcząc brwi. Ewidentnie nie mogła przypomnieć sobie nazwy tej śmiesznej czapajki.
- Tak pan mówi? Ze wystarczą tylko dobra wola i głód przygody? Czy może znajomość z kimś, kto ma lepsze znajomości? - zapytała słodko, z rozbawieniem, bez cienia pretensji w głosie. Nie oceniała go, przecież tak dokładnie działał ten świat: był nierówny i ci, którzy mieli koneksje, z reguły dostawali to, co chcieli. Nawet ona wiedziała, że nie warto z tym walczyć, a po prostu przekuwać na swoją korzyść. - Pomyślę nad tym. W sumie czemu nie, co prawda nie wiem jakie mogliby mieć uprzedzenia do Anglików, ale wystarczy mi, że Anglicy mają je do Szkotów. Proszę mi uwierzyć, że gdy tylko nie tak zaciągnę jakąś głoskę, to od razu zaczynają się docinki na temat spódnic w kratę czy włosów, które - proszę się przyjrzeć! - wcale nie są rude. Ale zdają się rudzieć, gdy tylko ktoś powiąże mnie ze Szkocją.
Wzruszyła ramionami. Jej włosy faktycznie nie były płomiennie rude, lecz kasztanowe. W odpowiednim świetle pewnie ktoś mógłby się pomylić i nazwać ją rudą, lecz skoro już poruszyła ten temat, to Anthony musiałby być niespełna rozumu, by teraz zacząć ją wyzywać od rudzielców.
Jedzenie kobiety oraz herbata dla Shafiqa pojawiły się dość szybko. Zapewne stek, który zamówiła, był odgrzewany, ale nie wyglądało na to, by zamierzała z tego powodu narzekać. Podziękowała kobiecie, a potem zabrała się do jedzenia. Pomna tego, że ma przed sobą kogoś o lepszych manierach niż ona sama, nawet poprawnie chwyciła widelec oraz nóż. O czym oni...
- To bardzo miłe! Też tęsknię za naszymi przypadkowymi spotkaniami, wie pan? Ostatnio rzadziej bywam w Ministerstwie, bo są strasznie uparci. Pan Rowle ma sporo na głowie, ale za to pan Johns... Zna go pan, prawda? Jest zwykłym pracownikiem, nie kimś ważnym, ale mam wrażenie, że mnie nie lubi. Wiedzą, że jestem... No, mam problem - ściszyła nieco głos, rozglądając się przezornie na boki. Wpakowała pierwszy, duży kawałek mięsa do ust. Przeżuła go - dzięki bogom - zanim zaczęła mówić dalej. - Niektórzy wciąż myślą, że nie powinni korzystać z mojej pomocy, bo jestem "niebezpieczna".
Na te słowa odłożyła na chwilę sztućce i zrobiła palcami znak cudzysłowu, prychając przy tym ostentacyjnie. Gdy zauważyła, że Anthony się odwraca, przekrzywiła głowę.
- Tu jest bezpiecznie, panie Shafiq. To jakiś odruch z pańskich podróży? Też takie mam, dlatego siedzę zawsze przodem do drzwi. Niektórych rzeczy nie da się wyplenić - rzekła nieco przemądrzałym tonem, kompletnie błędnie interpretując zachowanie mężczyzny. Dla niego pewnie i lepiej, sama włożyła mu dobrą wymówkę do ust. - Pewnie pana nie zdziwi fakt, że śpię z różdżką pod poduszką. I mam buty przy łóżku, zamiast przy drzwiach.
Znowu wpakowała kęs steka do ust, ale tym razem sięgnęła jeszcze po wodę, którą dostała.
- To... Ten Związek Radziecki. Po co w sumie tam jechać? Jest tam coś ciekawego poza zimnem i pajacami w śmiesznych czapkach? Jak one się nazywają... - pstryknęła palcami kilkukrotnie, marszcząc brwi. Ewidentnie nie mogła przypomnieć sobie nazwy tej śmiesznej czapajki.