adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Leżąc na miękkim kocu rozłożonym w samym sercu wrzosowiska, z coraz bardziej niknącym zainteresowaniem przerzucał kolejne stronnice grubej książki w purpurowej okładce.
Mimo to w dalszym ciągu czytał na głos przeplatające się ze sobą pojęcia i definicje - miękko, cicho i ze wszech miar nużąco (no cóż, jako wykładowca akademicki miał rosnące doświadczenie w zanudzaniu ludzi). Potrzebował tego, by przygotować się do corocznej konferencji medycznej, na której zamierzał wypaść jeszcze lepiej niż w zeszłym roku.
Bądź co bądź z uporem maniaka starając się zaznaczyć swoją obecność i pozycję w szpitalu, szczególnie że odejście obecnego ordynatora na emeryturę było już wyłącznie kwestią czasu. Stosunkowo niewielu innych uzdrowicieli z oddziału Greengrassa oficjalnie ostrzyło sobie zęby na całkiem wymagającą pozycję, on również nie zamierzał odkrywać jeszcze wszystkich kart, ale bez wątpienia nie był skłonny do tego, aby spocząć na laurach.
To, że w tym momencie miał zdecydowaną przewagę nad swoimi kolegami i koleżankami nie oznaczało, że dyrekcja nie mogła znaleźć kogoś z zewnątrz, zatrudniając go zamiast awansowania uzdrowiciela z wewnątrz. Takie rzeczy nie zdarzały się zbyt często, przynajmniej nie w jego miejscu pracy, ale nie był aż tak zaślepiony - istniało podobne ryzyko, więc tak...
...oto był tutaj w tym miejscu. Na kocu przyniesionym z domu. Z ogrodową poduszką pod głową i butelką domowego wina agrestowego pod ręką a drugą i trzecią w dużym wiklinowym koszu wypełnionym częściowo już naruszonym popołudniowym lunchem.
Z nogą na nodze, jedną stopą niemalże cały czas poruszając w powietrzu i delektując się ciepłymi powiewami odchodzącego lata. Tak przyjemnymi, że mimo morskiego klimatu, Roise nie czuł żadnej potrzeby przykrywania swojego nagiego ciała pledem, który ze sobą zabrali.
Mógł go swobodnie oddać Rinie, samemu po prostu leniwie wyciągając się na słońcu i wdychając słodki zapach kwiatów docierający do jego nozdrzy od strony niewielkiego poletka wiciokrzewów samodzielnie zasadzonych kilka lat wstecz między wrzosami, żeby dać im odrobinę więcej prywatności, nawet jeśli nie mogli narzekać tu na jej brak.
Musiał pamiętać, żeby okryć je przed pierwszymi przymrozkami jak to robił co roku, przygotowując to miejsce na nadejście jesieni i mroki zimy czającej się tuż tuż za horyzontem. Mieli jeszcze całkiem sporo roboty w związku ze zmianą pór roku, ale Roise niespecjalnie się tym przejmował.
Lubił tu być, lubił robić to wszystko, łapiąc się na tym, że niektóre czynności sprawiały mu całkiem dużo frajdy. Tak po prostu, nawet bez wykorzystania do tego magii, dzięki której mógłby poradzić sobie o wiele szybciej. Lubił angażować mięśnie w rozłupywanie drwa do kominka, kopanie w ziemi, żeby wydobyć z niej bulwy i cebulki, które inaczej zmarniałyby wraz z pierwszymi mrozami a potem zgniły przy roztopach. To były aktywności przynoszące mu całkowicie niewymuszoną satysfakcję.
Choć z pewnością nie taką jak jeszcze chwilę wcześniej, gdy zatapiali się we kwiatach wrzosu, sycąc się sobą wzajemnie w błogim świetle sobotniego przedpołudnia. Teraz oddechy zdążyły się uspokoić, ślady na skórze zblednąć a spojrzenia stać się znacznie bardziej błogie i zrelaksowane. Zdążył wyciągnąć rękę po książkę, otwierając ją i dwudziestą, może nawet trzydziestą minutę oddając się czytaniu.
Od czasu do czasu odrywał wzrok od treści tylko po to, żeby spojrzeć stronę swojej dziewczyny, posłać jej uśmiech pod nosem i znowu powrócić do przerwanej czynności, akcentując niektóre fragmenty tekstu wyłącznie po to, żeby przyciągnąć na siebie uwagę Geraldine i jej całkowicie pozbawione entuzjazmu spojrzenie.
- ...zastosowanie obu tych eliksirów jednocześnie może prowadzić do wystąpienia szeregu efektów ubocznych o nieprzewidywalnej intensywności. Wiadomo bowiem, że interakcje pomiędzy substancjami czynnymi mogą skutkować wieloma niepożądanymi konsekwencjami. Od pozornie zwiększonej tolerancji na ból po równie niebezpieczne stany nadmiernej stymulacji. Jednoczesne przyjmowanie Eliksiru Energetyzującego oraz Eliksiru Uśmierzającego Ból może wywołać zjawisko paradoksu stymulacyjnego. Zbyt wysoka dawka stymulantów połączona z substancjami blokującymi działanie receptorów bólowych może prowadzić do osłabienia zdolności organizmu do sygnalizowania bólu. Tym samym również do potencjalnego zbagatelizowania poważnych obrażeń a następnie gwałtownego wyczerpania sił witalnych rannego czarodzieja - jego głos był cichy, monotonny, ale też całkowicie pozbawiony zwyczajowych londyńskich naleciałości - całkowicie naturalny, miły dla ucha w ten miękki, ciepły sposób typowy dla mieszkańców Doliny.
Bzyczenie owadów w pobliskich krzewach, które lekko szumiały w porywach ciepłego wiatru sprawiało, że ta chwila wydawała się jeszcze bardziej błoga i senna. Zaszywając się w tym miejscu, mogli tak po prostu na chwilę zapomnieć o otaczającym ich świecie, odnajdując w tym kącie raju spokój, którego tak często mu brakowało.
Lewa ręka Ambroisa zacisnęła się na powietrzu tuż nad jednym z krzewów wiciokrzewu, gdy na oślep wyciągnął ku niemu dłoń, starając się wymacać drobne gałązki w jednym konkretnym celu.
Przesuwając palcami po liściach, wyczuł delikatną strukturę drobnego kwiatu. Dokładnie tego samego, po który sięgnął, zrywając go i po prostu kładąc go sobie na języku, smakując słodki nektar.
Po coraz bardziej zachmurzonym niebie przemknęła błyskawica, choć nie towarzyszył jej przy tym grzmot ani krople deszczu. Burza była jeszcze daleko, nawet jeśli rozbłyski raz po raz przecinały niebo - teraz kojące oko mieszanką różnych kolorów i kształtów chmur. Było błogo, cicho idealnie.
- Jeżynę? Kwiat wiciokrzewu? - Spytał miękko, kolejny raz odrywając spojrzenie od książki i unosząc kąciki ust w rozleniwionym uśmiechu. - Ulgę od medycznego bełkotu? Wino? - Przeciągnął się powoli, zamykając książkę i odkładając ją na koc.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down