15.11.2024, 00:21 ✶
Tak jak i powiedział, tak też zrobiła. Marzenie o kawie było silniejsze od chęci marudzenia, że jest w gościach i jako gospodarz powinien zrobić im kawę.
Lyssa, Lyssa... Ah tak. Ale kto na randkę zabiera osoby trzecie? A może przypadkiem się napatoczyła. Może lepiej było doradzić mu bardziej ustronne miejsce, aniżeli lodziarnie.
Na ustach Mulciber pojawił się iście szelmowski uśmiech
-Oj braciszku, gdybym to ja z nas dwojga miała penisa... to te twoje święte i cnotliwe duszyczki szybko zapomniałyby o swoim kręgosłupie moralnym - zachichotała, stawiając kawę na blacie. Sięgnęła po swoją, aby upić łyka - i o całym bożym świecie - dodała melodyjnym, acz mrukliwym szeptem, ponowie zatapiając wargi w gorącym płynie.
- Będę trzymać kciuki, że na drugim spotkaniu chociaż potrzymasz ją za rękę - wyznała z głupim uśmiechem. Nagle jakoby coś ją olśniło - Właściwie to skoro uznajesz randkę za udaną to może w końcu zdradzisz mi jej imię? - podparła twarz na dłoni, kierując na niego jasne spojrzenie.
Braciszek ma dziewczynę. Znaczy będzie mieć. Znaczy chyba. Naiwnie było sądzić, że ten karnawał może trwać w nieskończoność jeśli nie będzie postępów, chociaż kto wie... może trafił na równie urokliwą i niewinną duszyczkę.
Na pytanie o ojca uniosła brew
-Charles - zaczęła - Nie przypominam sobie by nasz ojciec był niedołężny i potrzebował niańki - wyznała nieco chmurnie, a zaraz westchnęła. Wiedziała, że chłopak się martwił, a jednak wydawało jej się, że coś mu umknęło.
-Charlie, wuj dopiero co umarł. Daj ojcu spokój. Każdy inaczej nosi żałobę, a tata... tata chce być sam. I ja to szanuje. To dorosły i rozsądny mężczyzna, który stracił bliską mu osobę. On nie chce teraz nikogo widzieć, chce pokładać myśli i przeżyć tą stratę. Naprawdę myślisz, że jeśli zacznę nad nim skakać to mu się poprawi? - zmarszczyła brwi - Będzie zły i każe mi wypierdalać, bo nie daje mu przestrzeni, której teraz potrzebuje. Zresztą wiem co czuje, On nie chce by kto oglądał go takiego. Silne charaktery nie cierpią pokazywać słabości. Daj mu czas, trochę czasu - skrzyżowała ręce na piersi - a jak uważasz, że się mylę to drogę znasz, synu marnotrawny. Spróbuj szczęścia.
Lyssa, Lyssa... Ah tak. Ale kto na randkę zabiera osoby trzecie? A może przypadkiem się napatoczyła. Może lepiej było doradzić mu bardziej ustronne miejsce, aniżeli lodziarnie.
Na ustach Mulciber pojawił się iście szelmowski uśmiech
-Oj braciszku, gdybym to ja z nas dwojga miała penisa... to te twoje święte i cnotliwe duszyczki szybko zapomniałyby o swoim kręgosłupie moralnym - zachichotała, stawiając kawę na blacie. Sięgnęła po swoją, aby upić łyka - i o całym bożym świecie - dodała melodyjnym, acz mrukliwym szeptem, ponowie zatapiając wargi w gorącym płynie.
- Będę trzymać kciuki, że na drugim spotkaniu chociaż potrzymasz ją za rękę - wyznała z głupim uśmiechem. Nagle jakoby coś ją olśniło - Właściwie to skoro uznajesz randkę za udaną to może w końcu zdradzisz mi jej imię? - podparła twarz na dłoni, kierując na niego jasne spojrzenie.
Braciszek ma dziewczynę. Znaczy będzie mieć. Znaczy chyba. Naiwnie było sądzić, że ten karnawał może trwać w nieskończoność jeśli nie będzie postępów, chociaż kto wie... może trafił na równie urokliwą i niewinną duszyczkę.
Na pytanie o ojca uniosła brew
-Charles - zaczęła - Nie przypominam sobie by nasz ojciec był niedołężny i potrzebował niańki - wyznała nieco chmurnie, a zaraz westchnęła. Wiedziała, że chłopak się martwił, a jednak wydawało jej się, że coś mu umknęło.
-Charlie, wuj dopiero co umarł. Daj ojcu spokój. Każdy inaczej nosi żałobę, a tata... tata chce być sam. I ja to szanuje. To dorosły i rozsądny mężczyzna, który stracił bliską mu osobę. On nie chce teraz nikogo widzieć, chce pokładać myśli i przeżyć tą stratę. Naprawdę myślisz, że jeśli zacznę nad nim skakać to mu się poprawi? - zmarszczyła brwi - Będzie zły i każe mi wypierdalać, bo nie daje mu przestrzeni, której teraz potrzebuje. Zresztą wiem co czuje, On nie chce by kto oglądał go takiego. Silne charaktery nie cierpią pokazywać słabości. Daj mu czas, trochę czasu - skrzyżowała ręce na piersi - a jak uważasz, że się mylę to drogę znasz, synu marnotrawny. Spróbuj szczęścia.