15.11.2024, 11:31 ✶
To były żarty nie będące żartami.
Nie było powodów, aby ktoś podszywając się pod Brennę, przyszedł do Thomasa i próbował naciągnąć go na ciasto. Ale jednocześnie żyli w kraju, w którym trwała cicha wojna, czasem wchodząca w głośniejsze i bardziej gorące stadia. Żadne z nich nie było kimś ważnym, ale byli żołnierzami i musieli brać pod uwagę różne ewentualności.
Dlatego Brenna tak uważnie obserwowała nową różdżkę Thomasa: by jeśli ktoś posługiwałby się inną z jego twarzą, zauważyć, że coś jest nie tak. I zwracała uwagę na drobne szczegóły – zapamiętywała, kto z bliskich jaki nosi zegarek, w jaki sposób się porusza, a mógł przyjść dzień, gdy Thomas Figg nagle poczuje potrzebę spytania Brenny, kto jej zdaniem jest prawowitym królem.
Brenna miała może trudności z zauważeniem flirtu skierowanego w jej stronę, póki tenże nie został jej dosłownie rzucony w twarz, przynajmniej do niedawna, nie chadzała na randki i bywała ślepa, ale nie była zupełnie głupia i pracowała jako glina – oczywiście, że słowa Thomasa wywołały Skojarzenia. A nie zakłopotała się, bo… no Brenna ogólnie bardzo rzadko była zakłopotana czymkolwiek.
– Jak ktoś się krztusi, nie klepie się go po plecach, dopóki nie zacznie się dusić – pouczyła, trochę się mądrząc, ale ot odruch, w klubokawiarni w sumie lepiej było takie rzeczy wiedzieć… – Nie mam pojęcia, może powinieneś zacząć od badań rynku? Można by zostawić ankietę przy wejściu. Mam podpytać znajomych? Może wujek Morpheus mógłby coś doradzić… – stwierdziła z poważną miną. – Chyba nie za bardzo jestem grupą docelową, bardziej mogą mnie interesować te mordercze zabawki. Albo te faktycznie ratujące życie. Chyba że ehem, to był eufemizm. O, nie, nie, nie, nie odbiera się ciasta przyjaciołom. To jak wbicie noża w plecy – oświadczyła, stanowczo odstawiając jego talerz z powrotem. Brenna bez żadnych oporów częstowała się czasem zawartością talerzy przyjaciół czy krewnych, sprawdzając smak tego, co zamówili albo kończąc posiłki, jeżeli akurat ktoś czegoś nie mógł. Ale Thomas nie jadł równie długo jak ona, nie było więc mowy, aby częstowała się jego kawałkiem ciasta, zwłaszcza że zjadła już swój i to całkiem duży. Do ostatniego okruszka!
Gdy Figg wyszedł, odchyliła się po prostu nieco na krześle i przymknęła oczy. Myślała o czarnoksiężniku z targowiska, wypełnionym raporcie i zastanawiała się, czy nie pominęła niczego istotnego. Gdy usłyszała jego kroki, znów się wyprostowała i uśmiechnęła się do niego. Kiedy na jej dłoń spadł wisiorek, uniosła lekko brwi.
– Ojej. A nawet nie mam urodzin. Z jakiej to okazji, Tommy?
Nie było powodów, aby ktoś podszywając się pod Brennę, przyszedł do Thomasa i próbował naciągnąć go na ciasto. Ale jednocześnie żyli w kraju, w którym trwała cicha wojna, czasem wchodząca w głośniejsze i bardziej gorące stadia. Żadne z nich nie było kimś ważnym, ale byli żołnierzami i musieli brać pod uwagę różne ewentualności.
Dlatego Brenna tak uważnie obserwowała nową różdżkę Thomasa: by jeśli ktoś posługiwałby się inną z jego twarzą, zauważyć, że coś jest nie tak. I zwracała uwagę na drobne szczegóły – zapamiętywała, kto z bliskich jaki nosi zegarek, w jaki sposób się porusza, a mógł przyjść dzień, gdy Thomas Figg nagle poczuje potrzebę spytania Brenny, kto jej zdaniem jest prawowitym królem.
Brenna miała może trudności z zauważeniem flirtu skierowanego w jej stronę, póki tenże nie został jej dosłownie rzucony w twarz, przynajmniej do niedawna, nie chadzała na randki i bywała ślepa, ale nie była zupełnie głupia i pracowała jako glina – oczywiście, że słowa Thomasa wywołały Skojarzenia. A nie zakłopotała się, bo… no Brenna ogólnie bardzo rzadko była zakłopotana czymkolwiek.
– Jak ktoś się krztusi, nie klepie się go po plecach, dopóki nie zacznie się dusić – pouczyła, trochę się mądrząc, ale ot odruch, w klubokawiarni w sumie lepiej było takie rzeczy wiedzieć… – Nie mam pojęcia, może powinieneś zacząć od badań rynku? Można by zostawić ankietę przy wejściu. Mam podpytać znajomych? Może wujek Morpheus mógłby coś doradzić… – stwierdziła z poważną miną. – Chyba nie za bardzo jestem grupą docelową, bardziej mogą mnie interesować te mordercze zabawki. Albo te faktycznie ratujące życie. Chyba że ehem, to był eufemizm. O, nie, nie, nie, nie odbiera się ciasta przyjaciołom. To jak wbicie noża w plecy – oświadczyła, stanowczo odstawiając jego talerz z powrotem. Brenna bez żadnych oporów częstowała się czasem zawartością talerzy przyjaciół czy krewnych, sprawdzając smak tego, co zamówili albo kończąc posiłki, jeżeli akurat ktoś czegoś nie mógł. Ale Thomas nie jadł równie długo jak ona, nie było więc mowy, aby częstowała się jego kawałkiem ciasta, zwłaszcza że zjadła już swój i to całkiem duży. Do ostatniego okruszka!
Gdy Figg wyszedł, odchyliła się po prostu nieco na krześle i przymknęła oczy. Myślała o czarnoksiężniku z targowiska, wypełnionym raporcie i zastanawiała się, czy nie pominęła niczego istotnego. Gdy usłyszała jego kroki, znów się wyprostowała i uśmiechnęła się do niego. Kiedy na jej dłoń spadł wisiorek, uniosła lekko brwi.
– Ojej. A nawet nie mam urodzin. Z jakiej to okazji, Tommy?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.