15.11.2024, 14:35 ✶
Lestrange nie chciał zwracać się do Charlesa o pomoc. Głównie dlatego, że tej pomocy nie potrzebował. Mulciber przejął się listem i musiał go zrozumieć na opak - Rodolphus nie chciał, by jego nowy adres wyciekł zbyt szybko, bo i tak wystarczająco dużo osób wiedziało, gdzie teraz mieszka. Przede wszystkim zamierzał jednak zadbać o prywatność, na pewno w większy sposób, niż dbał o nią na początku lata. O tym domku nie wiedziała jego rodzina poza ojcem i zapewne matką. Nie wiedział Nicholas, nie wiedział Perseus. Nie wiedział w zasadzie nikt poza nim samym, rodzicami i Charlesem. I przede wszystkim nie wiedziała o nim Agatha, chociaż podejrzewał, że gdyby odpowiednio intensywnie poszperała i wykorzystała odpowiednie sowy, to listy zaczęłyby trafiać i tutaj.
Lestrange usiadł obok, lecz jego dłoń zastygła w bezruchu w połowie drogi po jedną ze szklanek. Brew drgnęła, gdyż nie spodziewał się takiego tonu. Co więcej: szybkie przejście do rzeczy i sposób, w jaki Mulciber zadał pytanie, dogłębnie go uraziły, chociaż nie dawał tego po sobie poznać. Nie bawmy się w uprzejmości, czego chcesz... Odwrócił głowę w stronę Charlesa, by uważnie zmierzyć go wzrokiem. Do tej pory owszem, nie robił niczego bezinteresownie, lecz przecież Charles nie mógł tego wiedzieć. Wszystko to, co zrobił, wyglądało z perspektywy osób trzecich na pomoc. Nigdy nawet nie zająknął się, że tylko czeka na moment, w którym będzie mógł poprosić o wyświadczenie przysługi. Ba, całe swoje życie nie dał nikomu poznać po sobie, że jest aż tak bezdusznym materialistą, chociaż w gruncie rzeczy nim był.
- Niczego nie potrzebuję - odpowiedział po chwili milczenia, która sprawiła, że powietrze nieprzyjemnie między nimi zgęstniało. Nie dało się ukryć blasku niezadowolenia w jego szarych oczach, którego nie był w stanie ukryć, a był potęgowany przez płonące na żyrandolu i kinkietach płomienie świec. - Nie zaprosiłem cię tutaj, bo czegoś potrzebuję.
W końcu jego ręka sięgnęła po tę nieszczęsną szklankę, a druga napełniła ją wodą. Po chwili wahania sięgnął także po drugą, dla Charlesa. Zastanawiał się co tutaj się właściwie wydarzyło, że chłopak nagle stał się taki... Prosty i jasny w swoich komunikatach.
- Jedyną osobą, która mnie niepokoi, jest moja była dziewczyna, lecz nią nie musisz się przejmować. Liczę, że moja rozmowa z nią sprawiła, że przestały do mieszkania na Horyzontalnej przychodzić dziwne listy adresowane do mnie - powiedział dość chłodno, kładąc szklankę na drewnianej podkładce tak, by Charles mógł swobodnie po nią sięgnąć. - Myślę, że trochę na opak zrozumiałeś mój list, Charles. Nie ukrywam się. Po prostu chciałem zadbać o prywatność, żeby móc w spokoju pracować. Chociaż nie ukrywam, że i ten spokój jest burzony przez ciekawskich sąsiadów, głównie mugoli.
Skrzywił się nieznacznie.
Lestrange usiadł obok, lecz jego dłoń zastygła w bezruchu w połowie drogi po jedną ze szklanek. Brew drgnęła, gdyż nie spodziewał się takiego tonu. Co więcej: szybkie przejście do rzeczy i sposób, w jaki Mulciber zadał pytanie, dogłębnie go uraziły, chociaż nie dawał tego po sobie poznać. Nie bawmy się w uprzejmości, czego chcesz... Odwrócił głowę w stronę Charlesa, by uważnie zmierzyć go wzrokiem. Do tej pory owszem, nie robił niczego bezinteresownie, lecz przecież Charles nie mógł tego wiedzieć. Wszystko to, co zrobił, wyglądało z perspektywy osób trzecich na pomoc. Nigdy nawet nie zająknął się, że tylko czeka na moment, w którym będzie mógł poprosić o wyświadczenie przysługi. Ba, całe swoje życie nie dał nikomu poznać po sobie, że jest aż tak bezdusznym materialistą, chociaż w gruncie rzeczy nim był.
- Niczego nie potrzebuję - odpowiedział po chwili milczenia, która sprawiła, że powietrze nieprzyjemnie między nimi zgęstniało. Nie dało się ukryć blasku niezadowolenia w jego szarych oczach, którego nie był w stanie ukryć, a był potęgowany przez płonące na żyrandolu i kinkietach płomienie świec. - Nie zaprosiłem cię tutaj, bo czegoś potrzebuję.
W końcu jego ręka sięgnęła po tę nieszczęsną szklankę, a druga napełniła ją wodą. Po chwili wahania sięgnął także po drugą, dla Charlesa. Zastanawiał się co tutaj się właściwie wydarzyło, że chłopak nagle stał się taki... Prosty i jasny w swoich komunikatach.
- Jedyną osobą, która mnie niepokoi, jest moja była dziewczyna, lecz nią nie musisz się przejmować. Liczę, że moja rozmowa z nią sprawiła, że przestały do mieszkania na Horyzontalnej przychodzić dziwne listy adresowane do mnie - powiedział dość chłodno, kładąc szklankę na drewnianej podkładce tak, by Charles mógł swobodnie po nią sięgnąć. - Myślę, że trochę na opak zrozumiałeś mój list, Charles. Nie ukrywam się. Po prostu chciałem zadbać o prywatność, żeby móc w spokoju pracować. Chociaż nie ukrywam, że i ten spokój jest burzony przez ciekawskich sąsiadów, głównie mugoli.
Skrzywił się nieznacznie.