15.11.2024, 19:08 ✶
W gościach czy nie, to Scarlett była kobietą i to ona zażądała kawy. Wiedziała dokładnie jak słodką i białą kawę pijał Charlie, więc zrobienie jej nie powinno powodować jej żadnego problemu. Zresztą, musiała widzieć, jak nieobudzony był jeszcze Charlie. Brat niegrzecznie złapał za koc, dotąd ładnie złożony, i naciągnął go na siebie, zakrywając tym samym kościste kolana. Nie była to jednak kwestia przyzwoitości, a zwyczajnego chłodu poranka.
- Lepiej więc, żebyś nie miała penisa. - Mruknął, zupełnie nie zaskoczony jej stwierdzeniem. Nie mogła mieć pojęcia, jak ciężko było dobrać się do dziewczęcych majtek! - Gdybym chciał, mógłbym zakręcić ją sobie wokół palca. Ale w tym przypadku to nie o to chodzi. N kogoś takiego jak ona... Będę czekał, póki sama będzie gotowa. - Podzielił się przemyśleniami, a przez całe te emocje, które w nim rozkwitały na myśl o pannie, aż przechylił się na bok. Nie trafił głową w podłokietnik, wyłożył się więc na zupełnie płasko i przymknął powieki, zbyt senny, by dalej walczyć. - Byłaś za młoda, nie wiedziałaś, jaki twój braciszek był obrotny w szkole. Pamiętasz Astrid? Odynie, że ona nie zaszła w ciążę... - Mruknął do siebie, wspominając wyczyny w Durmstrangu. Wtulił twarz nieco bardziej w materiał kanapy, bo choć kawa kusiła, potrzebował jeszcze chwili. - Jeśli będzie chciała, to może nawet ją pocałuję. A imię? Ma na imię... Mmm... Scylla. Pracuje u Pana Dolohova.
Charles gotów byłby rozmarzyć się całkowicie, wspominając słodkie głupstwa z ust Scylki, lecz kolejne słowa siostry kazały mu otworzyć ślepia i spojrzeć z dołu na Scarlett.
- Tata potrzebuje cię teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. - Zauważył. - Daj mu przestrzeń, ale zadbaj o niego. Ja nie mogę wrócić, nie jestem synem marnotrawnym, tylko synem wyjebanym na zbity pysk. Poza tym, tu jest mi dobrze.
- Lepiej więc, żebyś nie miała penisa. - Mruknął, zupełnie nie zaskoczony jej stwierdzeniem. Nie mogła mieć pojęcia, jak ciężko było dobrać się do dziewczęcych majtek! - Gdybym chciał, mógłbym zakręcić ją sobie wokół palca. Ale w tym przypadku to nie o to chodzi. N kogoś takiego jak ona... Będę czekał, póki sama będzie gotowa. - Podzielił się przemyśleniami, a przez całe te emocje, które w nim rozkwitały na myśl o pannie, aż przechylił się na bok. Nie trafił głową w podłokietnik, wyłożył się więc na zupełnie płasko i przymknął powieki, zbyt senny, by dalej walczyć. - Byłaś za młoda, nie wiedziałaś, jaki twój braciszek był obrotny w szkole. Pamiętasz Astrid? Odynie, że ona nie zaszła w ciążę... - Mruknął do siebie, wspominając wyczyny w Durmstrangu. Wtulił twarz nieco bardziej w materiał kanapy, bo choć kawa kusiła, potrzebował jeszcze chwili. - Jeśli będzie chciała, to może nawet ją pocałuję. A imię? Ma na imię... Mmm... Scylla. Pracuje u Pana Dolohova.
Charles gotów byłby rozmarzyć się całkowicie, wspominając słodkie głupstwa z ust Scylki, lecz kolejne słowa siostry kazały mu otworzyć ślepia i spojrzeć z dołu na Scarlett.
- Tata potrzebuje cię teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. - Zauważył. - Daj mu przestrzeń, ale zadbaj o niego. Ja nie mogę wrócić, nie jestem synem marnotrawnym, tylko synem wyjebanym na zbity pysk. Poza tym, tu jest mi dobrze.