16.11.2024, 01:51 ✶
Początkowo pragnęła zostać przy jednym stanowisku. Przy tłuczeniu Anthony’emu do głowy, że nie należało biegać za mężczyznami — to oni mieli dobijać się do twoich drzwi i czekać aż im otworzysz, choćby mieli tam kwitnąć przez całą wiosnę. Niestety, już na początku rozmowy zauważyła, że to nie to. To nie był Shafiq. Nie mogła podstawić biednego czarodzieja pod swoje własne doświadczenia, wcisnąć go do tych samych sytuacji, które ona już przeżyła i stwierdzić, że, owszem, miało to sens.
Naprawdę żałowała, że nie może stanąć z boku i dokładnie przyjrzeć się temu, jak oboje z Erikiem — to jest, Anthony i jej bratanek — zachowują się w swoim towarzystwie. Jakie gesty wymieniają, jak często spoglądają na siebie z drugiego końca pokoju i w końcu, możliwie, a może najlepiej, samej podpowiadać im, co mają powiedzieć. Co wyszeptać, żeby było dobrze. Co takiego napisać w liście, żeby nie zranić drugiej strony i zmusić się nawzajem do szczęścia.
Zamrugała kilkakrotnie, odpędzając zatrute myśli.
Nic dziwnego, że sama nie potrafiła uratować swojego małżeństwa.
— Miły… — zaczęła powoli, jakby chciała mu przerwać, ale urwała już przy pierwszym słowie. Resztę zmięła jeszcze na języku i obserwowała przyjaciela w ciszy aż w końcu… Aż w końcu jej nieprzenikniony wyraz twarzy, zdradzający lekką konsternację tylko delikatnym ściągnięciem brwi ustąpił zwykłemu zaskoczeniu. Szok prędko wypuścił pąki, które zmieniły się w czyste podekscytowanie i w końcu radość.
Na początku nie była w stanie wydusić z siebie nic, nawet najmniejszego głosu — jedynie mocno ścisnęła jego dłoń i w końcu szepnęła z nieukrywanym podziwem:
— Jesteś niesamowity.
Potem nie rozmawiali już więcej o uczuciach czy pożyciu czarodzieja. Wybrali bezpieczne tereny, a gałązka między jej palcami jawiła się w oczach bardziej jako oliwna, aniżeli taka, którą dopiero co oderwano od jabłoni w Warowni. Mówili o pracy, o wyjeździe do Kambodży, o aukcjach, o ubraniach, alkoholu i tym, co Tessa planowała zmienić w domu na jesień.
Nie pytała go na razie o zimę i to, jak spędzi Yule. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Pożegnali się dokładnie tak, jak zawsze — całując się w oba policzki i życząc sobie miłego wieczoru. Jednak na koniec pani Longbottom przytuliła go ponownie, niestety nie pytając go o zgodę, a potem poklepała go po policzku, czysto ciotecznie i wręcz siostrzanie. Potem życzyła tylko Powodzenia i Bezpiecznej drogi.
Naprawdę żałowała, że nie może stanąć z boku i dokładnie przyjrzeć się temu, jak oboje z Erikiem — to jest, Anthony i jej bratanek — zachowują się w swoim towarzystwie. Jakie gesty wymieniają, jak często spoglądają na siebie z drugiego końca pokoju i w końcu, możliwie, a może najlepiej, samej podpowiadać im, co mają powiedzieć. Co wyszeptać, żeby było dobrze. Co takiego napisać w liście, żeby nie zranić drugiej strony i zmusić się nawzajem do szczęścia.
Zamrugała kilkakrotnie, odpędzając zatrute myśli.
Nic dziwnego, że sama nie potrafiła uratować swojego małżeństwa.
— Miły… — zaczęła powoli, jakby chciała mu przerwać, ale urwała już przy pierwszym słowie. Resztę zmięła jeszcze na języku i obserwowała przyjaciela w ciszy aż w końcu… Aż w końcu jej nieprzenikniony wyraz twarzy, zdradzający lekką konsternację tylko delikatnym ściągnięciem brwi ustąpił zwykłemu zaskoczeniu. Szok prędko wypuścił pąki, które zmieniły się w czyste podekscytowanie i w końcu radość.
Na początku nie była w stanie wydusić z siebie nic, nawet najmniejszego głosu — jedynie mocno ścisnęła jego dłoń i w końcu szepnęła z nieukrywanym podziwem:
— Jesteś niesamowity.
Potem nie rozmawiali już więcej o uczuciach czy pożyciu czarodzieja. Wybrali bezpieczne tereny, a gałązka między jej palcami jawiła się w oczach bardziej jako oliwna, aniżeli taka, którą dopiero co oderwano od jabłoni w Warowni. Mówili o pracy, o wyjeździe do Kambodży, o aukcjach, o ubraniach, alkoholu i tym, co Tessa planowała zmienić w domu na jesień.
Nie pytała go na razie o zimę i to, jak spędzi Yule. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Pożegnali się dokładnie tak, jak zawsze — całując się w oba policzki i życząc sobie miłego wieczoru. Jednak na koniec pani Longbottom przytuliła go ponownie, niestety nie pytając go o zgodę, a potem poklepała go po policzku, czysto ciotecznie i wręcz siostrzanie. Potem życzyła tylko Powodzenia i Bezpiecznej drogi.
Koniec sesji
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you