16.11.2024, 12:00 ✶
Relacja Mackenzie z ojcem nie istniała. Relacja z matką była skomplikowana – dziewczyna kochała Olivię Greengrass, ale jednocześnie, jak uświadomiła sobie dopiero ostatnio: zupełnie jej nie lubiła. Olivia zaś kochała na swój sposób córkę, a jednocześnie Mackenzie była więcej niż pewna, że ta żałowała jej istnienia. Żałowała impulsu, który kazał jej kiedyś nie zażyć pewnego eliksiru – co mogło mieć wiele wspólnego z tym, że wierzyła, że dzięki temu ukochany się z nią ożeni.
Naiwne mrzonki.
– Gotowe – oceniła Mackenzie, przyglądając się roślinie krytycznie i sprawdzając palcem, czy gleba jest odpowiednia. Sadzenie i dbanie o rośliny było dla niej po prostu drogą do radzenia sobie ze stresem – by mieć w życiu cokolwiek, poza miotłą, lataniem i quidditchem. W odróżnieniu do Aveliny zawsze pamiętała o jedzeniu (i zawsze dbała, aby jeść zdrowo), pilnowała, aby sypiać w regularnych porach i potrafiła pogrążać się we śnie na komendę, niby zawodowy żołnierz. Bo większość życia podporządkowała swojej karierze.
Nawet nie dlatego, że chciała pieniędzy czy sławy.
Chciała po prostu być najlepsza.
– Nie przejmuj się. To nie jest pilne – powiedziała krótko. – Uda się, to się uda. Nie uda się, to się nie uda. Prześlij rachunki tłumacza.
Równie krótki komunikat, nie pytanie nawet. Greengrass prawie nie wydawała swoich pieniędzy – nie na coś poza sprzętem do quidditcha i rzeczami, których domagała się matka – bo wciąż się tego nie nauczyła, ale je miała. Kiedy wiedziało się, że lata dla reprezentacji, łatwo było wywnioskować, że pokrycie kosztów badań, prowadzonych na jej prośbę, jest dość oczywiste.
– W takich warunkach nie nauczysz się wiele więcej – oceniła wstając, aby postawić doniczkę na parapecie, w idealnie dobranym do tego miejscu. – Potrzebujesz popracować w szklarni albo ogrodzie. Masz kogoś, kto pozwoliłby ci na coś takiego?
Mackenzie regularnie pracowała w ogródku matki w Hogsmeade, ale bardzo niechętnie zapraszała tam kogokolwiek znajomego. Gdyby zastanowiła się nad tym głębiej, chyba doszłaby do wniosku, że działo się tak z powodu wstydu i stresu. Ale nie zastanawiała się nad tym.
Naiwne mrzonki.
– Gotowe – oceniła Mackenzie, przyglądając się roślinie krytycznie i sprawdzając palcem, czy gleba jest odpowiednia. Sadzenie i dbanie o rośliny było dla niej po prostu drogą do radzenia sobie ze stresem – by mieć w życiu cokolwiek, poza miotłą, lataniem i quidditchem. W odróżnieniu do Aveliny zawsze pamiętała o jedzeniu (i zawsze dbała, aby jeść zdrowo), pilnowała, aby sypiać w regularnych porach i potrafiła pogrążać się we śnie na komendę, niby zawodowy żołnierz. Bo większość życia podporządkowała swojej karierze.
Nawet nie dlatego, że chciała pieniędzy czy sławy.
Chciała po prostu być najlepsza.
– Nie przejmuj się. To nie jest pilne – powiedziała krótko. – Uda się, to się uda. Nie uda się, to się nie uda. Prześlij rachunki tłumacza.
Równie krótki komunikat, nie pytanie nawet. Greengrass prawie nie wydawała swoich pieniędzy – nie na coś poza sprzętem do quidditcha i rzeczami, których domagała się matka – bo wciąż się tego nie nauczyła, ale je miała. Kiedy wiedziało się, że lata dla reprezentacji, łatwo było wywnioskować, że pokrycie kosztów badań, prowadzonych na jej prośbę, jest dość oczywiste.
– W takich warunkach nie nauczysz się wiele więcej – oceniła wstając, aby postawić doniczkę na parapecie, w idealnie dobranym do tego miejscu. – Potrzebujesz popracować w szklarni albo ogrodzie. Masz kogoś, kto pozwoliłby ci na coś takiego?
Mackenzie regularnie pracowała w ogródku matki w Hogsmeade, ale bardzo niechętnie zapraszała tam kogokolwiek znajomego. Gdyby zastanowiła się nad tym głębiej, chyba doszłaby do wniosku, że działo się tak z powodu wstydu i stresu. Ale nie zastanawiała się nad tym.