16.11.2024, 13:38 ✶
Lestrange uważnie obserwował, jak Lorien radzi sobie z goblinem. Z początku zrobił to po czystej złośliwości, bo przecież była żoną Roberta. Potem odczuwał ogromną satysfakcję z jej reakcji, gdy patrzył na zmieniającą się błyskawicznie mimikę, gdy wlepiał wzrok w te pełne niedowierzania, a potem wściekłości, oczy. Ale teraz nie mógł nie przyznać, że zaimponowała mu. Spodobał mu się nie tyle co dobór słów, a ton, którego użyła. Z tego co się orientował, Robert nie miał z nią dzieci, ale miała pod opieką jego córkę. Jeżeli używała w stosunku do niej podobnego tonu, to chyba nawet by jej współczuł. Na niego nic nie działało tak dobrze, jak właśnie ten protekcjonalny ton: jak płachta na byka.
Uśmiechnął się uprzejmie, widząc że kobieta ucisza goblina, a potem przesuwa mu wizytówkę. Nie widział, co jest na niej napisane, ale usłyszał, że mówi o pani Mulciber. Mógł się tylko domyślać, o którą Mulciber chodziło. Lestrange przestąpił z nogi na nogę. Nie był tu już potrzebny i chciałby wyjść, lecz goblin go ubiegł.
- Zmarnowaliście mój czas! Banda nieudaczników! - pochwycił wizytówkę w koślawe, powykręcane palce z długimi, brudnymi paznokciami, i wstał tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym siedział. - Jeszcze o mnie usłyszycie, to dopiero początek!
Wyszedł, trzaskając drzwiami. Rodolphus zamrugał, bo aż takiego burzowego wyjścia się nie spodziewał, chociaż doskonale wiedział, że ten konkretny goblin był nie tylko w gorącej wodzie kąpany, ale i głupi.
- Śmieci same się wyniosły - powiedział cichutko, schylając się po krzesło, by móc je postawić w dokładnie tym samym miejscu, w którym stało. Nie był pewien, czy Lorien dosłyszała jego uwagę, ale w zasadzie nie musiała. Jego twarz wyrażała wszystko - od niechęci do tej rasy i sprawy, po rozbawienie tym, jak Mulciberówna sobie z tym poradziła. - Proszę wybaczyć, że wrzuciłem panią na minę, lecz znalazła się pani na linii strzału. Nie chciał odpuścić, szedłby ze mną aż do windy, a potem pewnie czekał przy wyjściu.
Powiedział usłużnym, spokojnym tonem wypełnionym pokorą, a za tym wszystkim szły jeszcze duże oczy, które i pewnie by były wisienką na torcie tej maskarady, gdyby nie rozbawienie, które w nich błyszczało.
- Przynieść pani ciepłą kawę w ramach przeprosin? - uśmiechnął się lekko, przyjaźnie. Domyślał się, że ta, którą miała w filiżance, była już zimna. Za mało picia, za dużo pierdolenia ras niższych.
Uśmiechnął się uprzejmie, widząc że kobieta ucisza goblina, a potem przesuwa mu wizytówkę. Nie widział, co jest na niej napisane, ale usłyszał, że mówi o pani Mulciber. Mógł się tylko domyślać, o którą Mulciber chodziło. Lestrange przestąpił z nogi na nogę. Nie był tu już potrzebny i chciałby wyjść, lecz goblin go ubiegł.
- Zmarnowaliście mój czas! Banda nieudaczników! - pochwycił wizytówkę w koślawe, powykręcane palce z długimi, brudnymi paznokciami, i wstał tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym siedział. - Jeszcze o mnie usłyszycie, to dopiero początek!
Wyszedł, trzaskając drzwiami. Rodolphus zamrugał, bo aż takiego burzowego wyjścia się nie spodziewał, chociaż doskonale wiedział, że ten konkretny goblin był nie tylko w gorącej wodzie kąpany, ale i głupi.
- Śmieci same się wyniosły - powiedział cichutko, schylając się po krzesło, by móc je postawić w dokładnie tym samym miejscu, w którym stało. Nie był pewien, czy Lorien dosłyszała jego uwagę, ale w zasadzie nie musiała. Jego twarz wyrażała wszystko - od niechęci do tej rasy i sprawy, po rozbawienie tym, jak Mulciberówna sobie z tym poradziła. - Proszę wybaczyć, że wrzuciłem panią na minę, lecz znalazła się pani na linii strzału. Nie chciał odpuścić, szedłby ze mną aż do windy, a potem pewnie czekał przy wyjściu.
Powiedział usłużnym, spokojnym tonem wypełnionym pokorą, a za tym wszystkim szły jeszcze duże oczy, które i pewnie by były wisienką na torcie tej maskarady, gdyby nie rozbawienie, które w nich błyszczało.
- Przynieść pani ciepłą kawę w ramach przeprosin? - uśmiechnął się lekko, przyjaźnie. Domyślał się, że ta, którą miała w filiżance, była już zimna. Za mało picia, za dużo pierdolenia ras niższych.