16.11.2024, 19:58 ✶
- Jeszcze jeden komentarz na temat moich włosów, a osobiście wymieszam twoją głową bigos - powiedziała poważnie, lecz tą powagę psuł uśmiech, wykrzywiający jej wargi w zadziornym grymasie. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Faye była mocna w gębie, lecz jeżeli chodziło o realizowanie swoich gróźb, to chyba nie zrobiła tego ani razu. - Zwariowałaś? Morpheus Longbottom jest strasznie stary.
Żachnęła się, ujmując jednocześnie pod boki. Za kogo ona ją miała? Chociaż... Olśniło ją po jednej, krótkiej chwili. Przecież Scarlett nie była stąd, nie wychowała się wśród znanych imion i nazwisk. To pewnie był jeden z powodów, dla których ją tak polubiła, ale to wiązało się też z tym, że musiała nieco lepiej formułować swoje myśli.
- Nie, moim eks nie jest Morpheus Longbottom. Longbottomy to stara rodzina, stara w sensie ich pokolenia sięgają naprawdę daleko wstecz. Są obrzydliwie bogaci i mówią, że są bezpośrednimi potomkami Godryka Griffindora. Wiesz, tego który założył naszą szkołę, Hogwart - wyjaśniła pokrótce, gestykulując przy okazji, a gdy powiedziała "Hogwart" to zrobiła z dłoni szpiczasty daszek. - Hm, że kto? A, ten.
Lawirowały pomiędzy obgadywaniem jednego i drugiego faceta, ale Faye jakoś udawało się utrzymywać logikę w tej z pozoru chaotycznej konwersacji. Westchnęła, odruchowo i niezauważalnie dla samej siebie sięgając po papierosa. Odpaliła go zapalniczką zippo, patrząc gdzieś w bok. Miała zmarszczone brwi, a z twarzy zniknął pogodny uśmiech.
- Maddox Greyback - mruknęła, zaraz po tych słowach zaciągając się mocno papierosem. Pozwoliła, by szary dym wpełznął w jej płuca, powodując pozorne uczucie rozluźnienia. - Pewnie, że wróci. Każde z nas prędzej do siebie wraca, jak nie on do mnie, to ja do niego. Ale problem w tym, że nie do końca nadajemy na tych samych falach, wiesz?
Wzruszyła ramionami, nie wiedząc czy chce się na trzeźwo zagłębiać w ten temat. Naprawdę kochała Maddoxa wtedy, gdy byli parą. Ale miała wrażenie, że im dalej w las, im dalej w dorosłość, tym bardziej rzucało mu się na mózg. Pewnie parsknęłaby ze śmiechu, gdyby dowiedziała się, że Greyback myśli dokładnie tak samo o niej.
- Wiesz jak to jest. Wilka ciągnie do wilka, jest super, a potem któreś z nas otwiera usta i wszystko się sypie - powiedziała szczerze, przenosząc wzrok z powrotem na blondynę. Znowu wzruszyła ramionami. Scarlett nie wiedziała jeszcze wszystkiego, ale jeżeli chodzi o życie prywatne, to lepiej było je dozować, bo inaczej Mulciberówna zrobi sobie z niej worek do bicia. Bo co by pomyślała na temat tego, że... Po pijaku Faye wzięła ślub i jakoś tak zapomniała załatwić rozwodu?
- Srają hajsem, a ich kible są ze złota, owszem - roześmiała się, wskazując papierosem na kartkę. - Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co wydawać galeony, ale myślę, że chcą hm. Jak to się mówi? Polepszyć swój wizerunek. Wiesz, akcja charytatywna, będą na ustach wszystkich przez chwilę, dobrze się będą kojarzyć. Stać ich na nagrodę, wyślą wodę gdzieś w pizdu... Albo będą sami leczyć kaca, ponoć robią dobre imprezy.
Nie wiedziała, czy robią dobre imprezy, ale to była pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy: że ta woda to nie dla biednych dzieci z terenów dotkniętych suszą, tylko zabezpieczenie na przyszłego kaca, jak to ich będzie suszyć.
- Możesz równie dobrze być i kuzynką, ale myślałam żeby naszą panią staruszkę wrobić w bycie babcią. Ona nie pójdzie, bo woli tłuc kotlety o 5 nad ranem u siebie, no i zawsze mówiła, że domowe jedzenie jest najlepsze. Policzą nas jako jedno gospodarstwo domowe, my pójdziemy we dwie i będzie po krzyku - podzieliła się swoim jakże sprytnym planem, który w zasadzie nie był tak zły, jak brzmiał. Jeżeli tylko starowinka nie puści pary z ust.
Żachnęła się, ujmując jednocześnie pod boki. Za kogo ona ją miała? Chociaż... Olśniło ją po jednej, krótkiej chwili. Przecież Scarlett nie była stąd, nie wychowała się wśród znanych imion i nazwisk. To pewnie był jeden z powodów, dla których ją tak polubiła, ale to wiązało się też z tym, że musiała nieco lepiej formułować swoje myśli.
- Nie, moim eks nie jest Morpheus Longbottom. Longbottomy to stara rodzina, stara w sensie ich pokolenia sięgają naprawdę daleko wstecz. Są obrzydliwie bogaci i mówią, że są bezpośrednimi potomkami Godryka Griffindora. Wiesz, tego który założył naszą szkołę, Hogwart - wyjaśniła pokrótce, gestykulując przy okazji, a gdy powiedziała "Hogwart" to zrobiła z dłoni szpiczasty daszek. - Hm, że kto? A, ten.
Lawirowały pomiędzy obgadywaniem jednego i drugiego faceta, ale Faye jakoś udawało się utrzymywać logikę w tej z pozoru chaotycznej konwersacji. Westchnęła, odruchowo i niezauważalnie dla samej siebie sięgając po papierosa. Odpaliła go zapalniczką zippo, patrząc gdzieś w bok. Miała zmarszczone brwi, a z twarzy zniknął pogodny uśmiech.
- Maddox Greyback - mruknęła, zaraz po tych słowach zaciągając się mocno papierosem. Pozwoliła, by szary dym wpełznął w jej płuca, powodując pozorne uczucie rozluźnienia. - Pewnie, że wróci. Każde z nas prędzej do siebie wraca, jak nie on do mnie, to ja do niego. Ale problem w tym, że nie do końca nadajemy na tych samych falach, wiesz?
Wzruszyła ramionami, nie wiedząc czy chce się na trzeźwo zagłębiać w ten temat. Naprawdę kochała Maddoxa wtedy, gdy byli parą. Ale miała wrażenie, że im dalej w las, im dalej w dorosłość, tym bardziej rzucało mu się na mózg. Pewnie parsknęłaby ze śmiechu, gdyby dowiedziała się, że Greyback myśli dokładnie tak samo o niej.
- Wiesz jak to jest. Wilka ciągnie do wilka, jest super, a potem któreś z nas otwiera usta i wszystko się sypie - powiedziała szczerze, przenosząc wzrok z powrotem na blondynę. Znowu wzruszyła ramionami. Scarlett nie wiedziała jeszcze wszystkiego, ale jeżeli chodzi o życie prywatne, to lepiej było je dozować, bo inaczej Mulciberówna zrobi sobie z niej worek do bicia. Bo co by pomyślała na temat tego, że... Po pijaku Faye wzięła ślub i jakoś tak zapomniała załatwić rozwodu?
- Srają hajsem, a ich kible są ze złota, owszem - roześmiała się, wskazując papierosem na kartkę. - Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co wydawać galeony, ale myślę, że chcą hm. Jak to się mówi? Polepszyć swój wizerunek. Wiesz, akcja charytatywna, będą na ustach wszystkich przez chwilę, dobrze się będą kojarzyć. Stać ich na nagrodę, wyślą wodę gdzieś w pizdu... Albo będą sami leczyć kaca, ponoć robią dobre imprezy.
Nie wiedziała, czy robią dobre imprezy, ale to była pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy: że ta woda to nie dla biednych dzieci z terenów dotkniętych suszą, tylko zabezpieczenie na przyszłego kaca, jak to ich będzie suszyć.
- Możesz równie dobrze być i kuzynką, ale myślałam żeby naszą panią staruszkę wrobić w bycie babcią. Ona nie pójdzie, bo woli tłuc kotlety o 5 nad ranem u siebie, no i zawsze mówiła, że domowe jedzenie jest najlepsze. Policzą nas jako jedno gospodarstwo domowe, my pójdziemy we dwie i będzie po krzyku - podzieliła się swoim jakże sprytnym planem, który w zasadzie nie był tak zły, jak brzmiał. Jeżeli tylko starowinka nie puści pary z ust.