16.11.2024, 20:47 ✶
Spojrzał na siebie w odbiciu lustra. Nie mierziło go to, co widział. Zainteresowało go jednak to, co mówił Perseus. Słyszał podobne komplementy z ust różnych ludzi, lecz głównie kobiet. Był absolutnie świadomy tego, jak wyglądał. Nie należał w teorii do próżnych osób, lecz kto tak naprawdę nie był próżny? Dbał o siebie, a każdy jeden element czy to garderoby, czy jego wizerunku, był starannie dobrany tylko po to, by stworzyć postać, w którą się teraz wpatrywał. Nie odpowiedział na to. Zwłaszcza że chwilę po tym pociągnął Perseusa na swoje kolana.
- Mulciber nie jest złym chłopakiem, ale ma długi język - powiedział, patrząc uważnie na speszonego Perseusa. Czy ich relacja mogła być dla niego ciosem? Nie przyznałby się do tego nawet, gdyby to wiedział. Obecnie był jednak na etapie, że nie miał pojęcia. Jednak fakt, że ta dwójka mogła mieć ze sobą bliższy kontakt, wybitnie mu nie leżał. Nie posypałaby się żadna część jego planu, nawet gdyby pozwolił jednemu z nich lub nawet obu odejść - wszystko byłoby w porządku. A jednak czuł nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha, gdy tylko wyobrażał sobie, jak Perseus nachyla się nad Mulciberem i szepcze mu te same, piękne słowa do ucha. Wiedział, że Mulciber był niezwykle łasy na pochlebstwa, który ze skrzywdzonych chłopców nie był? Tak łatwo było go przyciągnąć do siebie: niemal tak łatwo, jak Blacka. - Mentalnie to jeszcze dzieciak, który chcąc czynić dobro, potrafi narobić dużego bałaganu. Dobrze, że zamówiłeś te świeczki anonimowo, dość już masz problemów, by dorzucać do tego jeszcze to, gdyby wyszło na jaw. Jeżeli jednak są przeklęte, to powiedz tylko słowo, a połamię mu wszystkie palce.
Nie zrobiłby tego, tak samo jak wiedział, że świeczki nie mają żadnej mocy. Uniósł dłoń do policzka Perseusa, by musnąć w czułym geście bladą skórę. Liczył, że takie wytłumaczenie uspokoi Blacka, który wyglądał tak, jakby co najmniej go kopnął za to, że za głośno oddychał.
Poza tym nie lubię się dzielić przemknęło mu przez myśl, której nie wypowiedział na głos.
Nie protestował, gdy ten wstał z jego kolan. Sam również się podniósł i ruszył za nim, ani myśląc komentować wystroju domu. Czy to w myślach, czy to na głos. Sam również miał konkretne upodobania, jeżeli chodzi o wystrój wnętrza. Co mu kilkukrotnie zarzucono zresztą. Zimno, sterylnie, jak z katalogu. Przyzwyczaił się do tego, by zwracać uwagę na otoczenie, lecz nie komentować.
Ujął ręczniki jedną dłonią, lecz gdy Perseus chciał opuścić łazienkę, wolna ręka śmignęła błyskawicznie i zablokowała drogę pomiędzy nim a framugą, uniemożliwiając Blackowi wyjście. Uśmiechnął się niewinnie.
- Nie chcę zabrzmieć bezczelnie, Perseuszu, ale tobie również przydałby się prysznic - uśmiech, błąkający się po jego ustach, powinien wymazać faktycznie bezczelne słowa, które opuściły jego gardło. Mimowolnie jego wzrok ześlizgnął się na ślady na szyi, które zostawił. Cudownie kontrastowały z bielą.
- Mulciber nie jest złym chłopakiem, ale ma długi język - powiedział, patrząc uważnie na speszonego Perseusa. Czy ich relacja mogła być dla niego ciosem? Nie przyznałby się do tego nawet, gdyby to wiedział. Obecnie był jednak na etapie, że nie miał pojęcia. Jednak fakt, że ta dwójka mogła mieć ze sobą bliższy kontakt, wybitnie mu nie leżał. Nie posypałaby się żadna część jego planu, nawet gdyby pozwolił jednemu z nich lub nawet obu odejść - wszystko byłoby w porządku. A jednak czuł nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha, gdy tylko wyobrażał sobie, jak Perseus nachyla się nad Mulciberem i szepcze mu te same, piękne słowa do ucha. Wiedział, że Mulciber był niezwykle łasy na pochlebstwa, który ze skrzywdzonych chłopców nie był? Tak łatwo było go przyciągnąć do siebie: niemal tak łatwo, jak Blacka. - Mentalnie to jeszcze dzieciak, który chcąc czynić dobro, potrafi narobić dużego bałaganu. Dobrze, że zamówiłeś te świeczki anonimowo, dość już masz problemów, by dorzucać do tego jeszcze to, gdyby wyszło na jaw. Jeżeli jednak są przeklęte, to powiedz tylko słowo, a połamię mu wszystkie palce.
Nie zrobiłby tego, tak samo jak wiedział, że świeczki nie mają żadnej mocy. Uniósł dłoń do policzka Perseusa, by musnąć w czułym geście bladą skórę. Liczył, że takie wytłumaczenie uspokoi Blacka, który wyglądał tak, jakby co najmniej go kopnął za to, że za głośno oddychał.
Poza tym nie lubię się dzielić przemknęło mu przez myśl, której nie wypowiedział na głos.
Nie protestował, gdy ten wstał z jego kolan. Sam również się podniósł i ruszył za nim, ani myśląc komentować wystroju domu. Czy to w myślach, czy to na głos. Sam również miał konkretne upodobania, jeżeli chodzi o wystrój wnętrza. Co mu kilkukrotnie zarzucono zresztą. Zimno, sterylnie, jak z katalogu. Przyzwyczaił się do tego, by zwracać uwagę na otoczenie, lecz nie komentować.
Ujął ręczniki jedną dłonią, lecz gdy Perseus chciał opuścić łazienkę, wolna ręka śmignęła błyskawicznie i zablokowała drogę pomiędzy nim a framugą, uniemożliwiając Blackowi wyjście. Uśmiechnął się niewinnie.
- Nie chcę zabrzmieć bezczelnie, Perseuszu, ale tobie również przydałby się prysznic - uśmiech, błąkający się po jego ustach, powinien wymazać faktycznie bezczelne słowa, które opuściły jego gardło. Mimowolnie jego wzrok ześlizgnął się na ślady na szyi, które zostawił. Cudownie kontrastowały z bielą.