22.01.2023, 17:41 ✶
Tak – naprawdę tak myślała, bo co innego miała pomyśleć? Skoro się kręcił i gapił się wszędzie tylko nie na nią, no to jakby wniosek był prosty: było mu niekomfortowo, źle mu się kojarzyła, nie chciał na nią patrzeć, a jeszcze dodać do tego jego minę, no to wychodziło, że nie chciał tutaj być i… Karuzela sama się napędziła, bo mózg Victorii pogalopował i wyciągał swoje wnioski bardzo szybko. Głównie dlatego, że ciągle czuła tą niepewność, nie wiedziała co ma z Saurielem zrobić i jak reagować na jego humorki.
Miała ochotę się teraz owinąć kocem i schować. Trochę ze względu na jego spojrzenie, trochę dlatego, że pomyślała jak pomyślała i jeszcze okazało się, że błędnie. Nie była przyzwyczajona do tego, że się myli. A jeszcze mylić się przed nim, olaboga! I jednocześnie… Lepiej, że się pomyliła, prawda? W tym jednym przypadku oznaczało to, że może nie jest i nie będzie tak źle…
Skuściła w końcu wzrok, przestając się gapić na ścianę, która w sobie nie miała ani grama niczego interesującego – ale została przyłapana na unikach i ucieczce. To też było niekomfortowe. Mocniej zacisnęła palce, które ciągle miała schowane pod stołem. Zacisnęła też ze sobą kolana w takim niekontrolowanym odruchu. Stres. To był stres.
I zupełnie nie wiedziała skąd się w ogóle brał. Nie był to strach, nie. Dopiero po chwili podniosła na niego spojrzenie. Niemalże płochliwe. Niemalże. Może to był ułamek sekundy, w którym możliwe było dostrzec, że nie jest emocjonalną pustynią, być może wbrew pozorom, jakie mogła sprawiać, albo jakie zdanie można było mieć o kimś tak mocno wychowanym w duchu rodzin czystej krwi. I to przez kogoś takiego, jak Isabelle.
- Może… Zamiast myśleć trzeba po prostu działać? – wynikało z tego, że on myślał, dlatego nie wiedział, a potem ona myślała i wyciągnęła totalnie niepoprawne wnioski. Chociaż ciągle brała poprawkę, że to może nie być prawda… ale nie wyglądało też na ściemę. Chodziło jej o to, że może po prostu powinni iść na żywioł a nie planować każdy następny ruch i zachowanie wobec siebie. - Ja… w porządku – nie powiedziała tego, co prawdopodobnie chciała. Kiwnęła też głową, że rozumie. Tak. Tak było dużołatwiej sobie coś ułożyć, jeśli tak wyglądała rozmowa, że po prostu… wiesz o co chodzi. A to wytłumaczenie, które powiedział na koniec, rozjaśniało w sumie dużo. Aż jej się zrobiło głupio, że zareagowała tak gwałtownie.
Może trudno było po niej, ułożonej Victorii, powiedzieć, że potrafi być taka gwałtowna i temperamentna. Aż siebie samą zaskakiwała prawdę mówiąc.
- Czy mogę od państwa przyjąć zamówienie? – kelner przerwał im w końcu tę rozmowę i uśmiechną się do obojga, na co Victoria nieco zaskoczona i z pewną nerwowością powiedziała, że tak tak, oczywiście. Otworzyła jeszcze raz menu, które odłożyła i przestała przeglądać przez Sauriela, przekartkowała dwa razy, ze niby szuka tego, co wybrała sobie wcześniej i na oślep poprosiła o coś co po szybkim rzucie okiem wydało jej się z nazwy w miarę normalne.
A wszystko dlatego, ze nie chciała, by tutaj zaraz pomyślano, że pomiędzy nimi jest jakaś dziwna scena.
Miała ochotę się teraz owinąć kocem i schować. Trochę ze względu na jego spojrzenie, trochę dlatego, że pomyślała jak pomyślała i jeszcze okazało się, że błędnie. Nie była przyzwyczajona do tego, że się myli. A jeszcze mylić się przed nim, olaboga! I jednocześnie… Lepiej, że się pomyliła, prawda? W tym jednym przypadku oznaczało to, że może nie jest i nie będzie tak źle…
Skuściła w końcu wzrok, przestając się gapić na ścianę, która w sobie nie miała ani grama niczego interesującego – ale została przyłapana na unikach i ucieczce. To też było niekomfortowe. Mocniej zacisnęła palce, które ciągle miała schowane pod stołem. Zacisnęła też ze sobą kolana w takim niekontrolowanym odruchu. Stres. To był stres.
I zupełnie nie wiedziała skąd się w ogóle brał. Nie był to strach, nie. Dopiero po chwili podniosła na niego spojrzenie. Niemalże płochliwe. Niemalże. Może to był ułamek sekundy, w którym możliwe było dostrzec, że nie jest emocjonalną pustynią, być może wbrew pozorom, jakie mogła sprawiać, albo jakie zdanie można było mieć o kimś tak mocno wychowanym w duchu rodzin czystej krwi. I to przez kogoś takiego, jak Isabelle.
- Może… Zamiast myśleć trzeba po prostu działać? – wynikało z tego, że on myślał, dlatego nie wiedział, a potem ona myślała i wyciągnęła totalnie niepoprawne wnioski. Chociaż ciągle brała poprawkę, że to może nie być prawda… ale nie wyglądało też na ściemę. Chodziło jej o to, że może po prostu powinni iść na żywioł a nie planować każdy następny ruch i zachowanie wobec siebie. - Ja… w porządku – nie powiedziała tego, co prawdopodobnie chciała. Kiwnęła też głową, że rozumie. Tak. Tak było dużołatwiej sobie coś ułożyć, jeśli tak wyglądała rozmowa, że po prostu… wiesz o co chodzi. A to wytłumaczenie, które powiedział na koniec, rozjaśniało w sumie dużo. Aż jej się zrobiło głupio, że zareagowała tak gwałtownie.
Może trudno było po niej, ułożonej Victorii, powiedzieć, że potrafi być taka gwałtowna i temperamentna. Aż siebie samą zaskakiwała prawdę mówiąc.
- Czy mogę od państwa przyjąć zamówienie? – kelner przerwał im w końcu tę rozmowę i uśmiechną się do obojga, na co Victoria nieco zaskoczona i z pewną nerwowością powiedziała, że tak tak, oczywiście. Otworzyła jeszcze raz menu, które odłożyła i przestała przeglądać przez Sauriela, przekartkowała dwa razy, ze niby szuka tego, co wybrała sobie wcześniej i na oślep poprosiła o coś co po szybkim rzucie okiem wydało jej się z nazwy w miarę normalne.
A wszystko dlatego, ze nie chciała, by tutaj zaraz pomyślano, że pomiędzy nimi jest jakaś dziwna scena.