Jeszcze było tutaj słowem-kluczem. Nie spodziewał się, że rozmowa, którą zamierzał przeprowadzić z Geraldine, okaże się łatwa. Przyjemna. Zbyt dobrze znał swoją siostrę, żeby być w tym przypadku aż tak naiwnym. Najpewniej porządnie się ona wkurwi, zanim zdąży jej cokolwiek wyjaśnić. Mimo wszystko musiał spróbować. Jeszcze jeden raz.
I kto wie - może już ostatni?
- Zajrzę do ich sklepu, skoro i tak będę musiał rozejrzeć się za nową. - westchnął. Również nie miał ochoty szukać różdżki, ryzykować ewentualnej powtórki z rozrywki. Wystarczy mu tego na najbliższy miesiąc. Tak co najmniej. Postara się natomiast możliwie najszybciej zorganizować sobie nową. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo była mu ona potrzebna. Zwłaszcza teraz, kiedy tyle działo się w całej Wielkiej Brytanii.
Nie zdecydował się na komentowanie kolejnej z licznych szpilek, które Geraldine wbijała mu od lat w zasadzie przy każdej sposobności. Zamiast tego przeszedł do właściwego tematu, ruszając w stronę ławki. Starej, nieco podniszczonej, ale wciąż na tyle stabilnej, żeby można było na niej usiąść bez obaw o los własnego tyłka.
Jej oburzenie nie mogło mu umknąć. Całe te zdenerwowanie. Zbyt długo ją znał, praktycznie od samego początku, żeby nie być w stanie nadążyć za ogarniającymi Geraldine emocjami. W tym przypadku w dodatku się ich spodziewał, a co za tym idzie... wyglądał pierwszych oznak wytrącenia z równowagi. Przez myśl mu nawet przyszło, że być może przydałaby mu się teraz ta nieszczęsna różdżka.
Nie to, żeby zamierzał siostrę zaatakować.
Co najwyżej poprosić o wysłuchanie wszystkiego, co miał jej do przekazania.
- Czy Ty naprawę jesteś tak głupia, że muszę Ci wszystko tłumaczyć? - zapytał, nie będąc w stanie kryć się ze swoją irytacją. Podnosząc odrobinę ton głosu. Ciężko było nie zareagować w ten sposób. Zwłaszcza, że naprawdę chciał dla niej dobrze. Sporo ryzykował ostrzegając ją. Zwracając uwagę na grożące Geraldine niebezpieczeństwo, czego ta zdawała się w ogóle nie doceniać. Nie rozumieć jakie to miało znaczenie. Gdyby wszystko przypadkiem wyszło... doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co spotykało zwolenników Czarnego Pana, którzy mieli problem z utrzymaniem języka za zębami. Wolałby nie podzielić ich losu. - Naprawę myślisz, że zapraszałbym Ciebie na to spotkanie, żeby Ci grozić? Cholera, Ger, przecież sama widzisz co się dokoła dzieje. - a ja wiem na ten temat jeszcze więcej, choć nie mogę Ci o tym powiedzieć. - Musisz to jakoś załatwić, jakoś sobie z tym poradzić, chyba że chcesz, żebym następnym razem poszedł na Twój pogrzeb! - nawiązał tym samym do wydarzenia, w którym obydwoje brali udział ledwie kilka dni wcześniej. Simone co prawda nie była ofiarą jednego z nich, ale mimo wszystko skończyła zakopana pod ziemią. Była jeszcze taka młoda...
Nie chciał takiego losu dla własnej siostry, cokolwiek ta na jego temat sobie myślała.
- Możemy zacząć raz jeszcze? - zapytał, kiedy odrobinę ochłonął. Mówił spokojniej, nie podnosił głosu. - Od początku?