Zaśmiała się cicho i krótko, gdy Daisy odpowiedziała na pytanie pytaniem. To doprowadziło do ataku kaszlu i wyplucia jeszcze kilku kropel wody.
— Dobra uwaga. — położyła się z powrotem na piasku i dodała, patrząc w niebo. — Tylko to nie syrena, nie wodnik, ani też merkun.
Adrenalina zaczęła spadać, więc tylko kwestią czasu było, aż nie zaczęła lekko drżeć z zimna. Zgrabiałe dłonie przesunęły się najpierw po kieszeniach płaszcza, a później po piasku. Poderwała się do siadu, nie odnajdując różdżki, co sprawiło, że serce znowu zaczęło jej szybciej bić.
— Tak, mają ostre zęby i w ogóle, ale… — wymamrotała, rozglądając się za swoją własnością. — Różdżka, posiałam gdzieś różdżkę...
Jednocześnie zaczęła się zastanawiać, czy nie straciła jej w morskich odmętach, co od razu podwyższyły jej ciśnienie. Spróbowała się podnieść i wtedy też coś ukłuło ją w biodro, więc przesunęła się i podniosła przedmiot na wysokość oczu.
— Jest! — powiedziała tak szczęśliwa, jakby znalezienie różdżki było większym dokonaniem, niż wydostanie się z macek śmierci.
Przelotnie sprawdziła, czy różdżka nie jest w jakiś sposób uszkodzona, po czym wycelowała nią w Daisy i najpierw na nią rzuciła zaklęcie suszące, a później na siebie. Strumień ciepłego powietrza sprawił, że ubrania wyschły w mgnieniu oka, ale też całkowicie zniszczył ich fryzury. Szopa na głowie obu kobiet doprowadziła Reginę do śmiechu, który powstrzymała z niemałym trudem.
— Przepraszam, nie ma nic zabawnego w tej sytuacji. — powiedziała po chwili i spojrzała na dziennikarkę, wyciągając w jej stronę dłoń. — Regina Rowle. Dziękuję, za pomoc i że zakazałaś mi umierać.
Bogowie, Rowle, co najlepszego się z tobą dzieje? Cichy głos ofukał ją w głowie, kiedy znowu porwała się na żartowanie. Z jakichś powodów nie potrafiła z powagą odnosić się do sytuacji, w których balansowała na krawędzi życia i śmierci. Jak nic jasnowłosa będzie ją miała za wariatkę. Gorzej, jak stwierdzi, że wcale nie powinna mnie ratować.