17.11.2024, 20:47 ✶
Gdy Basil wcisnął w jego drżące dłonie skrzynkę z listami, cały świat Icarusa jakby zadrżał w swoich podstawach. To była prawda... Mona pisała do niego przez te wszystkie lata i wcale nie było tego mało. Icarus usiadł na krześle w jadalni, tym samym, na którym siedział tamtego feralnego wieczora, dziesięć lat wcześniej. Zresztą wspomnienia z tamtego zdarzenia przewijały się przez jego umysł chaotycznie i bez wyraźnego obrazu, który w obecnej sytuacji byłby bardzo przydatny. Może wtedy Icarus by mógł zauważyć coś, czego wtedy nie widział? Nie... nie mógł ściągać winy z siebie. To była jego wina... i tylko jego.
Wyjął z pudełka pierwszą lepszą pocztówkę. Widokówka przedstawiała jeden z walijskich zamków, jeden, który dawniej pragnął odwiedzić.
Drogi Icarusie,
mam nadzieję, że wszystko u ciebie dobrze! Pozdrawiam z Ludlow Castle!
Mona
To wystarczyło, by Icarus zupełnie się rozkleił. Wszystkie zabutelkowane emocje wyszły na światło dzienne. Pocztówka opadła na stół, a na nią skapnęły łzy, które rozmazały atrament, którym Mona wypisała życzenia. Pamiętała o nim... Och, gdyby wiedział! Gdyby choć jedna kartka trafiła do niego, wtedy by... Właśnie... zostawiłby to wszystko. Zbuntowałby się, nie podążałby z takim zaufaniem za każdym poleceniem ojca.
– Dlaczego on mi to robił? – spytał Basila łamiącym się głosem. Twarz i sylwetka jego brata rozmazywały się mu przed oczami. – Czy to wszystko było takie ważne? Nie chciałem... jej poświęcać, myślałem, że musiałem, ale czy na pewno? Czy naprawdę przekreśliłoby to moją przyszłość? A może przestałbym być pod jego kontrolą?
Część jego umysłu nie wierzyła, żeby Dedalus mógł coś takiego zrobić, szczególnie ze złej woli. Przecież był dobrym człowiekiem, troszczył się o Icarusa. Tylko... nasuwało się pytanie, czy w tej trosce był jakiś interes. Czy była to czysta ojcowska miłość czy raczej relacja między mistrzem a uczniem, który nie miał wyboru, by podjąć inną decyzję?
– Skrzywdziłem ją, Basilu, jeszcze bardziej niż myślałem. Nigdy sobie tego nie wybaczę – rzekł cicho.
Wyjął z pudełka pierwszą lepszą pocztówkę. Widokówka przedstawiała jeden z walijskich zamków, jeden, który dawniej pragnął odwiedzić.
Drogi Icarusie,
mam nadzieję, że wszystko u ciebie dobrze! Pozdrawiam z Ludlow Castle!
Mona
To wystarczyło, by Icarus zupełnie się rozkleił. Wszystkie zabutelkowane emocje wyszły na światło dzienne. Pocztówka opadła na stół, a na nią skapnęły łzy, które rozmazały atrament, którym Mona wypisała życzenia. Pamiętała o nim... Och, gdyby wiedział! Gdyby choć jedna kartka trafiła do niego, wtedy by... Właśnie... zostawiłby to wszystko. Zbuntowałby się, nie podążałby z takim zaufaniem za każdym poleceniem ojca.
– Dlaczego on mi to robił? – spytał Basila łamiącym się głosem. Twarz i sylwetka jego brata rozmazywały się mu przed oczami. – Czy to wszystko było takie ważne? Nie chciałem... jej poświęcać, myślałem, że musiałem, ale czy na pewno? Czy naprawdę przekreśliłoby to moją przyszłość? A może przestałbym być pod jego kontrolą?
Część jego umysłu nie wierzyła, żeby Dedalus mógł coś takiego zrobić, szczególnie ze złej woli. Przecież był dobrym człowiekiem, troszczył się o Icarusa. Tylko... nasuwało się pytanie, czy w tej trosce był jakiś interes. Czy była to czysta ojcowska miłość czy raczej relacja między mistrzem a uczniem, który nie miał wyboru, by podjąć inną decyzję?
– Skrzywdziłem ją, Basilu, jeszcze bardziej niż myślałem. Nigdy sobie tego nie wybaczę – rzekł cicho.