• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina

[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#14
18.11.2024, 01:28  ✶  

Opanowany i spokojny ton mężczyzny był tym, co pomagało otępiałemu umysłowi kobiety zachować resztki rozsądku. Być może właśnie przez jego głos, gdy przypomniała sobie o Cymbale, nie wyciągnęła różdżki i nie deportowała się cholera wie dokąd. Zamiast tego skwapliwie pokiwała głową i wydłużyła krok. Rytm, utrzymuj rytm, tak.

Oczywiście ta zmiana tempa dosyć szybko odbiła się na jej wytrzymałości, bo po ujściu set metrów Olbrzymka była zlana potem i sapała tak głośno, że można ją było pomylić z lokomotywą Hogwart Express. Mimo to nie przystanęła nawet na sekundę i uparcie darła na przód, walcząc zarówno z rozpaczą i żalem, jak i mroczkami przed oczami.

Gdy dotarli do miasta i weszli pomiędzy skromne zabudowania, było już ciemno. Lampy, te, które działały, dawały mdłe światło, ni to ogników, ni to żarówek, jakby same nie mogły się zdecydować, czym są i co je zasila. Niebo na horyzoncie przybrało wszystkie odcienie granatu, zaczynając od jaśniejszego po zachodniej stronie, a kończąc na głębokiej czerni na wschodzie. Tam, gdzie noc już na dobre się rozsiadła, migotały nieśmiało pierwsze gwiazdy, jakby niepewne tego, czy powinny wychodzić na nieboskłon, czy jeszcze poczekać.

Ulice miasteczka były pustawe. Ot, kilkoro ludzi ich minęło i raczej nie wyglądali na zainteresowanych wieczornymi przybyszami. Możliwe, że byli to mieszkańcy, którzy zdawali sobie sprawę, że ład tego miejsca polegał na umiejętnym odwracaniu ciekawskiego spojrzenia i nieinteresowaniu się nieswoimi sprawami.

Zdecydowanie większą uwagę poświęcił im bury kocur, który siedział na murku okalającym przydomowy ogród i zawzięcie wylizywał swoje liche futerko. Według kota byli mało interesujący, do momentu, aż nie znaleźli się naście kroków od niego. Przerwał swoją wieczorną toaletę i uniósł trójkątny łepek. Kocie oczy w kolorze płynnego złota wpiły się w dwójkę czarodziejów z niesamowitą natarczywością. Mierzył ich na wskroś oceniającym spojrzeniem i jakby z dezaprobatą za stan, w jakim są i że jeszcze mają czelność go ignorować. Tego było za wiele, więc zeskoczył z murku i przemaszerował na środek ulicy. Przy czym zamiatał, niepasująco puchatym do reszty jego futra, ogonem, aż nie prychnął przeciągle, dając upust swojemu niezadowoleniu z ich obecności w tym miejscu, czasie i wymiarze.

Regina poderwała głowę i spojrzała na sierściucha. Wyglądał jak uliczny zakapior, który niejedno widział, o czym przede wszystkim świadczył brak prawego ucha. Zmrużyła oczy, bo w tym świetle ciężko było dostrzec więcej niż ogólny zarys zwierzaka, ale ten zdążył już odejść w swoją stronę. Niezmiennie zamiatał nonszalancko ogonem. Tyle go ta dwójka interesowała.

— L-Litt... Little Hangleton chy-chyba.

Niesamowitą obserwację poczyniła, ale miała wrażenie, że dopiero co szli udeptaną ścieżką pomiędzy wysokimi trawami, a teraz obcasy ich butów głucho postukiwały o chodnik. Kiedy zdążyli dojść do miasta? Na pewno się nie aportowali? Potoczyła nieprzytomnym spojrzeniem po budynkach, jakby to miało pomóc w wypełnieniu luk w jej pamięci. Nic z tego, ale to nieważne. Dotarli tam, gdzie chcieli.

W większości okien nie paliło się żadne światło, przez co budynki sprawiały złowrogie wrażenie. Trochę jak puste i ciemne oczodoły czaszek, które w ciszy odprowadzały ich niewidzącym wzrokiem. To uczucie, że coś lub ktoś na nich patrzy, wywoływało w Reginie nieprzyjemne skojarzenia. Wzdrygnęła się kilka razy, kiedy coś zaskrzypiało gdzieś w ciemności, zastukało albo wydało jakiś inny dziwny dźwięk.

Czy to przez działanie samotniczki zaczęła sobie przypominać głupie historie o tej mieścinie? Normalnie zbyłaby je, ale teraz, gdy umysł musiał walczyć na kilku frontach, jakoś łatwiej było jej uwierzyć w opowieści o duchach, zjawach, czarnoksiężnikach i wszelkiemu złu, jakie tutaj mieszkało.

Pobladła i zauważalnie przestraszona odwróciła się do Betranda, którego to już od jakiegoś czasu nie trzymała za rękę. Chyba puściła go w momencie, kiedy weszli do miasta, ale nie była pewna. Nie pamiętała.

— Mu-musi tu być jakieś... Jakieś miejsce. Pub albo... Albo bar? — odwróciła się przed siebie, szukając tego, o czym mówiła. — T-tam... Tam się za-zatrzymajmy. Odpoczynek...

Urwała, bo niecałe sto metrów przed nimi coś zaskrzypiało i zaklekotało. Wiatr dmuchnął im w twarz i wprawny nos mógłby wyczuć zapach jakiegoś jedzenia, gulaszu? Za to wprawne ucho mogłoby wyłapać stłumiony szmer rozmów, wymieszany z szuraniem butów i postukiwaniem kufli oraz grzechotaniem sztućców. Kolejny podmuch i nim do nich dotarł, coś znowu skrzypnęło żałośnie i kleknęło posępnie na wysokości, na której zazwyczaj były...

To szyld, pojęła Regina, opatulając się szczelniej wełnianym płaszczem, bo te podmuchy przenikały ją do samej kości.

— To chyba t-tam. — wykonała ruch głową, mając na myśli to, co przed nimi.

Błagała w myślach, by to było tam, bo tak mocno, jak łaknęła tego, żeby położyć się i zwinąć w kłębek tu i teraz, tak mocno pragnęła napić się czegoś ciepłego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9008), Regina Rowle (5167)




Wiadomości w tym wątku
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.10.2024, 19:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 23.10.2024, 23:11
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 03:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 24.10.2024, 17:20
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 23:09
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 25.10.2024, 14:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.10.2024, 18:13
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 27.10.2024, 17:22
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 21:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 01.11.2024, 00:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 18:39
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 04.11.2024, 23:34
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 18:59
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 18.11.2024, 01:28
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.11.2024, 14:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa