Miodowe wielkie oczy wyjrzały znad podstawionej pod nos „Dragonolgii...”, gdy do Mony dotarło, co właścicielka tychże oczu wczoraj zrobiła. Regina nieznacznie się skuliła, gdy kuzynka podniosła głos i zupełnie zauważalnie skrzywiła się, kiedy ta spytała o czas, który przyjdzie jej spędzić w łóżku.
— Uzdrowiciel powiedział, że co najmniej tydzień, bo kości nie chcą się goić...Jęknęła żałośnie i zapadła się w poduchach, co dodało dramatyzmu całej wypowiedzi, która wcale się nie skończyła.
— I nie ma opcji, że wsiądę na jakiegokolwiek konia! — wbiła spojrzenie w sufit, próbując odegnać łzy. — Nieważne, czy będzie miał skrzydła albo nie.Tak, to była decyzja, którą Regina podjęła, będąc na rękach u taty. Cała zapłakana i zasmarkana bełkotliwie przekonywała go, że to był ostatni raz, że nigdy to się nie powtórzy i że bardzobardzobardzobaaaaardzo żałuje tego, co zrobiła. Na nieszczęście do ojca szybko dołączyła matka i jasno dała jej do zrozumienia, że tu płacz nic nie pomoże. Takie zapewnienia tym bardziej. Pewnie gdyby tak szlochała tatkowi na rękach jeszcze przez chwilę, to obyłoby się bez szlabanu.
Przełknęła gulę, która tworzyła się w jej gardle i spojrzała na kuzynkę. Wzruszyła ramionami, odpowiadając:
— Nie wiem. Był niespokojny, odkąd na niego wsiadłam, ale myślałam, że to przeze mnie, bo...Czy prawie przyznała się, że bała się od samego początku? Prawie, całe szczęście, robi wielką różnicę.
— Bo nie wiem, ale był zdenerwowany, tylko przeszło mu, jak się wzbiliśmy w powietrze. I myślałam, że jest wszystko w porządku, i naprawdę było, ale nagle wierzgnął i odbił w bok tak szybko i nagle, że nie zdążyłam się złapać grzywy i...Rozłożyła bezradnie ręce, czy raczej chciała, bo miała tylko jedną sprawną, a trzymała nią "Dragonologię..." Mony.
— I spadłam. Podobno wrócił sam po godzinie i nic mu nie jest.Zmarszczyła brwi i zacisnęła usta niezadowolona, bo dziecięcy umysł jednak trochę chciał, żeby sam wierzchowiec też poniósł trochę odpowiedzialności. Za to cząstka Reginy, która uważała się za przyszłego magizoologa, uważała, że takie myśli są okropne i w ogóle nie powinny się pojawiać w jej głowie.
— Może rzeczywiście coś go spłoszyło... — zaczęła się głośno zastanawiać i sprawną ręką przesunęła po okładce książki. — Myślisz, że wyczuł jakiegoś drapieżnika? Ale jeżeli tak, to jakiego? Musiałby być większy niż on, a przecież od aetonanów większe i do tego latające są tylko...Na pewno nie musiała kończyć, bo Mona na pewno zrobi to za nią. W końcu Regina na pewno nie była jedyną, która od razu pomyślała o smoku, który gdzieś tam mógł się przemknąć. Nieważne było, że to mało prawdopodobne, bo smoki tak blisko ludzkich siedzib raczej nie bytowały, a jeśli już, to raczej jej rodzice by o nim już wiedzieli.
Miodowe oczy Reginy zaświeciły się, gdy spoglądała na kuzynkę, a w jej głowie kiełkowała myśl, że może gdzieś tam, za chmurą znajdował się najprawdziwszy smok. To byłoby niesamowite!
— Myślisz, że to mógł być walijski zielony?Spytała konspiracyjnie, nachylając się do Mony i podstawiając jej książkę.