To miał być naprawdę przyjemny, letni poranek. Miała skorzystać z pogody, trochę się odprężyć, wszystko zapowiadało się naprawdę świetnie. Oczywiście bardzo szybko musiała zweryfikować swoje założenia. Dlaczego zawsze coś musiało się spierdolić? Może poza klątwą żywiołów została jeszcze przeklęta w inny sposób? Kto to mógł właściwie wiedzieć. Nie miała pojęcia dlaczego to akurat w nią musiał wlecieć ten dzban. Ogromnie żałowała, że nie udało jej się go złapać w swoje ręce, bo na pewno nie miałaby problemu z tym, żeby pokazać temu typowi, jak sobie radzi z takimi uprzykaczami życia, szczególnie, gdy zaczynała się irytować nie potrafiła powstrzymać swoich instynktów, których nabyła na boisku do quidditcha, nie miała problemu z tym, aby trzepnąć komuś miotłą w łeb, czy strzelić tłuczkiem w mordę.
Umysł Heather aktualnie nie był skalany nawet jedną myślą. Była zła, wkurwiona, odpaliła się, niby była to tylko pierdoła, ale jednak popsuła jej plany na ten dzień. Zjebała się z miotły. To nie było nic przyjemnego, szczególnie, że nie pamiętała, kiedy ostatnio przydarzyło jej się coś podobnego. Była przecież jeszcze kilka miesięcy temu gwiazdą Harpii, ich najlepszą szukającą, a teraz wygrzebywała swoją miotłę z krzaków, jak jakaś pierwsza, lepsza miotlara.
- Po co ludzie sadzą takie krzaki przy drodze? Powinien być jakiś zakaz. - Wysyczała przez zęby nadal walcząc ze swoim magicznym patykiem. W końcu były to bardzo niebezpieczne rośliny, aktualnie mogłaby oskarżyć je o kradzież, bo nie chciały jej oddać jej własnej miotły. W sumie, może powinna się tym zajać jakoś bardziej oficjalnie? Był przecież funkcjonariuszem prawa, może to była jakaś myśl?
- Nie idzie mu nieźle, jak się wkurwie to go podpale i tyle z tego będzie. - Najwyżej zjara też swoją miotłę, trudno, ojciec wyrzeźbi jej nową, jeszcze lepszą, fajniejszą, bardziej profesjonalną, może z jakimś zaklęciem, które będzie powodowało, że jeśli wleci w krzaki to one zaczną umierać. O, na pewno mu podsunie ten pomysł.
Nieznajomy nie przestawał komentować jej poczynań, co tylko jeszcze bardziej ją rozzłościło. Nie znosiła, gdy ktoś komentował jej postępowanie, szczególnie w negatywny sposób. Puściła wreszcie trzonek miotły i się odwróciła. W jej oczach błyskały kurwiki, zdecydowanie mogłaby ziać ogniem, zresztą jej włosy idealnie podkreślały to, co się z nią działo, nawet jeśli były mokre.
- CZY KTOŚ CIĘ KURWA PYTAŁ O ZDANIE? - Przeszła na piskliwe tony, jak zawsze, kiedy się irytowała, potrafiła być naprawdę irytująca i zupełnie nad tym nie panowała, szczególnie, kiedy wypełniały ją takie pierwotne uczucia jak chęć mordu.
- To jakiś pierdolony, kawałek krzaka, który chce uprzykrzyć mi życie, nie zamierzam być dla niego miła, nie wygląda zresztą, jakby był w stanie zrozumieć o co mi chodzi. Wiem, że są takie drzewa, które potrafią specjalnie klepać po dupie, ale ten krzak nie wygląda jakby to potrafił! - Przynajmniej tak zakładała. Cóż, byli ostatnio z Cameronem niedaleko sadu Abbottów i miała wrażenie, że tamte drzewa chciały ich molestować, w sumie to już nic ją by chyba nie zdziwiło.
Przy okazji, gdy zaczęła się odzywać do Ambroisa to mógł dostrzec, że z jej rąk znowu zaczęła wylewać się woda. Najwyraźniej to ona była tym źródełkiem.