— Miły gest z tym Godrykiem. I tak, nasi kochani ojcowie chodzili razem do szkoły. Jestem ciekawa czy też chodzili na te same zajęcia z narzekania na swoje dzieci, czy może nabyli tę umiejętność z wiekiem.
Zażartowała i posłała Fergusowi zdawkowy uśmiech. Ich relacje z rodzicielami były podobne, chociaż nigdy o tym wprost nie mówili. Bardziej wiedziała to z półsłówek i jakichś wtrąceń, którymi i ona sama się dzieliła.
— Może i kusząca propozycja, ale nie przepadam za dementorami i kamiennymi celami. Wracając do Castiela, pomagałeś mu z tym artefaktem czy jak?
Zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć, co też się wydarzyło. Szybka odpowiedź Fergusa wzbudziła jej podejrzenia co do tego, czy rzeczywiście Flint nie sprawia mu problemów i czy młody Ollivander nie wpakował się w jakąś szemraną sprawę.
— Słuchaj, mieć pecha a wylądować ledwo żywym w szpitalu to dwie różne rzeczy. — nachyliła się w stronę rozmówcy i nieco ciszej dodała. — Za to przyjaźń przyjaźnią, ale w coś się wplątałeś z tym Flintem lub wplątaliście się w coś razem?