18.11.2024, 15:56 ✶
Brenna była gliną i niestety, już spotkała się z tym problemem – ktoś miał fałszywe alibi, bo kto inny podszywał się pod niego metamorfomagią albo za pomocą wielosokowego. Albo ktoś niewinny miał problemy, bo ktoś narobił problemów, przybierając jego twarz. Pewna ostrożność była więc u niej odruchowa, a podejrzliwość dość łatwo mogła się obudzić i w takich chwilach zerknięcie, czy dana osoba ma taką różdżkę, jaką mieć powinna (bo Brenna nie mogła wprawdzie poznać na pierwszy rzut oka rdzenia czy większości drewien, ale już kolory były różne), mogło być na wagę złota.
– Gdybyś jednak się zdecydował, możemy porozmawiać o dofinansowaniu – rzuciła jeszcze z poważną miną, zanim Thomas opuścił pomieszczenie.
*
Figg lubił od czasu do czasu przywozić prezenty ze swoich podróży, a sama Brenna też lubiła rozdawać innym upominki (niekoniecznie zawsze bardzo kosztowne, bywało, że było to po prostu dużo pączków roznoszonych po Ministerstwie Magii) – i „ofiarą” tej skłonności najczęściej padała Mabel. Nie dostawała jednak zazwyczaj prezentów bez okazji (i, po prawdzie, nigdy jej na nich jakoś nie zależało, chyba że chodziło o cukierka albo pączka), więc i tak uniosła lekko brwi na odpowiedź Thomasa.
Nie zamierzała się jednak wykłócać, przynajmniej początkowo, bo przecież nie robisz czegoś takiego, kiedy ktoś daje ci miły prezent. Trochę zmieniła zdanie, kiedy zgodnie z przykazem wstała, ścisnęła wisiorek i… ten zmienił się w szablę.
Z jednej strony była absolutnie zachwycona, bo faktycznie ciężko było o lepszy prezent dla niej.
Z drugiej doskonale wiedziała, ile taka broń kosztuje. Nie wspominając już o całej pracy, jaka na pewno wiązała się z nakładaniem pieczęci, mechanizmami, czy co tam jeszcze Thomas musiał zrobić.
– Dzięki, Tommy, totalnie wiesz, jak uszczęśliwić dziewczynę – powiedziała jednak tylko, odkładając na moment szablę, żeby go uściskać. Pieniędzy za to i tak nie przyjmie, ale zawsze mogła znaleźć sposób, żeby jakoś się odwdzięczyć, może podrzucając mu jakieś super niesamowite narzędzia do tworzenia mechanizmów albo roczny abonament na dostawę najlepszej karmy dla Kapitana Pazura. – Ale uznajmy proszę, że to wcześniejszy prezent na Yule.
– Gdybyś jednak się zdecydował, możemy porozmawiać o dofinansowaniu – rzuciła jeszcze z poważną miną, zanim Thomas opuścił pomieszczenie.
*
Figg lubił od czasu do czasu przywozić prezenty ze swoich podróży, a sama Brenna też lubiła rozdawać innym upominki (niekoniecznie zawsze bardzo kosztowne, bywało, że było to po prostu dużo pączków roznoszonych po Ministerstwie Magii) – i „ofiarą” tej skłonności najczęściej padała Mabel. Nie dostawała jednak zazwyczaj prezentów bez okazji (i, po prawdzie, nigdy jej na nich jakoś nie zależało, chyba że chodziło o cukierka albo pączka), więc i tak uniosła lekko brwi na odpowiedź Thomasa.
Nie zamierzała się jednak wykłócać, przynajmniej początkowo, bo przecież nie robisz czegoś takiego, kiedy ktoś daje ci miły prezent. Trochę zmieniła zdanie, kiedy zgodnie z przykazem wstała, ścisnęła wisiorek i… ten zmienił się w szablę.
Z jednej strony była absolutnie zachwycona, bo faktycznie ciężko było o lepszy prezent dla niej.
Z drugiej doskonale wiedziała, ile taka broń kosztuje. Nie wspominając już o całej pracy, jaka na pewno wiązała się z nakładaniem pieczęci, mechanizmami, czy co tam jeszcze Thomas musiał zrobić.
– Dzięki, Tommy, totalnie wiesz, jak uszczęśliwić dziewczynę – powiedziała jednak tylko, odkładając na moment szablę, żeby go uściskać. Pieniędzy za to i tak nie przyjmie, ale zawsze mogła znaleźć sposób, żeby jakoś się odwdzięczyć, może podrzucając mu jakieś super niesamowite narzędzia do tworzenia mechanizmów albo roczny abonament na dostawę najlepszej karmy dla Kapitana Pazura. – Ale uznajmy proszę, że to wcześniejszy prezent na Yule.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.