18.11.2024, 19:42 ✶
To wszystko miało charakter szkolnej inicjacji. Wykonanie trzech zadań dla bardzo wymagającego lidera, a w tym przypadku kapryśnego mruczka, i ceremonialne przejście w ustronne miejsce, aby kontynuować ceremonię. Na całe szczęście tutaj obyło się bez moczenia włosów i obsypania ich mąką czy smarowania twarzy pastą do zębów.
Na nieszczęście Tessy, ona sama nie przeszła ostatnio zbyt wielkie szkoły życia, bo w tej przeszła już kilka kursów za dużo i zdała testy śpiewająco. Choć, nie, owszem, nie nudziło się jej ani trochę, ale na pewno codzienność ostatnich miesięcy była pozbawiona mistycznej podszewki. Może poza wzniecaniem ognia w piecu kaflowym, żeby ugotować obiad albo teleportacją na drugi koniec Londynu, ale na tym był koniec. Nie kontaktowała się z duchami i nie widziało jej zbyt prędko wybierać się na drugą stronę.
Dlatego teraz łapała się każdej deski, nawet jeśli siedziała na niej cała gromada wrednych, rudych kotów. Dlatego też pochyliła się posłusznie nad kręgiem i jedynie lekko zmarszczyła brwi, kiedy poczuła ciepło, rozlewające się nagłą falą po jej karku. Dlatego tuż po tym mocno chwyciła dłoń Brenny i spojrzała na Morpheusa z naturalnym dla siebie spojrzeniem. Z determinacją.
— Czuję się dobrze. — Ton i słowa wskazały na to, że Tessa sama jest zdziwiona. Uczucie jakby zniknęło i mogła teraz oddychać trochę głębiej, lepiej — bez tego podskórnego, nieprzyjemnego uczucia, że coś zaraz wyskoczy za nią zza krzaków, a także tym, że Knieja była dobrym miejscem na popołudniowy spacer.
— Więc — zaczęła nieco ostro, przenosząc zaraz spojrzenie na futrzaka, który przeprowadził ich przez te wszystkie stadia. — jak to dokładnie działa? Ten… kleszcz wyparował? Czy może jednak tylko przysnął?
Potrzebowała odpowiedzi, czegoś, co teraz mogło rozjaśnić chmury, kłębiące się nad Doliną. Klątwołamacz byłby tutaj jak znalazł. Dobrze więc, że sama nim była. Ręka sama powędrowała do kieszeni żakardowej narzuty i zaraz po rozpoczęciu kociego przesłuchania, wyciągnęła różdżkę. Obróciła ją kilka razy w palcach, a potem skierowała ją w stronę swojego karku, aby tam postukać nią w okolicach znamienia w kształcie łapki i możliwie doszukać się czegoś poza wierszami.
Na nieszczęście Tessy, ona sama nie przeszła ostatnio zbyt wielkie szkoły życia, bo w tej przeszła już kilka kursów za dużo i zdała testy śpiewająco. Choć, nie, owszem, nie nudziło się jej ani trochę, ale na pewno codzienność ostatnich miesięcy była pozbawiona mistycznej podszewki. Może poza wzniecaniem ognia w piecu kaflowym, żeby ugotować obiad albo teleportacją na drugi koniec Londynu, ale na tym był koniec. Nie kontaktowała się z duchami i nie widziało jej zbyt prędko wybierać się na drugą stronę.
Dlatego teraz łapała się każdej deski, nawet jeśli siedziała na niej cała gromada wrednych, rudych kotów. Dlatego też pochyliła się posłusznie nad kręgiem i jedynie lekko zmarszczyła brwi, kiedy poczuła ciepło, rozlewające się nagłą falą po jej karku. Dlatego tuż po tym mocno chwyciła dłoń Brenny i spojrzała na Morpheusa z naturalnym dla siebie spojrzeniem. Z determinacją.
— Czuję się dobrze. — Ton i słowa wskazały na to, że Tessa sama jest zdziwiona. Uczucie jakby zniknęło i mogła teraz oddychać trochę głębiej, lepiej — bez tego podskórnego, nieprzyjemnego uczucia, że coś zaraz wyskoczy za nią zza krzaków, a także tym, że Knieja była dobrym miejscem na popołudniowy spacer.
— Więc — zaczęła nieco ostro, przenosząc zaraz spojrzenie na futrzaka, który przeprowadził ich przez te wszystkie stadia. — jak to dokładnie działa? Ten… kleszcz wyparował? Czy może jednak tylko przysnął?
Potrzebowała odpowiedzi, czegoś, co teraz mogło rozjaśnić chmury, kłębiące się nad Doliną. Klątwołamacz byłby tutaj jak znalazł. Dobrze więc, że sama nim była. Ręka sama powędrowała do kieszeni żakardowej narzuty i zaraz po rozpoczęciu kociego przesłuchania, wyciągnęła różdżkę. Obróciła ją kilka razy w palcach, a potem skierowała ją w stronę swojego karku, aby tam postukać nią w okolicach znamienia w kształcie łapki i możliwie doszukać się czegoś poza wierszami.
Magiczne stukanie różdżką po szyi, ala Rozproszenie, żeby coś przyszło do Tessy z kariery kłątwołamacza (jak coś to, broń Boże, nie rozpraszam rytuału!!)
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
A tutaj rzut na Wiedzę o Świecie, żeby również, możliwie wygrzebać coś z zasobów Tessowego umysłu!
Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you