Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. O czym on właściwie pierdolił? Kogo obchodziło to, ile lat miał ten krzak? Chabaź, jak chabaź nadawał się tylko i wyłącznie do wyjebania, to było jedyne, co zamierzała z nim zrobić, szczególnie, że nadal nie chciał oddać jej miotły. Prosił się o to, aby Ruda się go stąd pozbyła, przynajmniej nie wkurzałby innych ludzi, którzy przypadkiem zaliczyliby podobne lądowanie. Był zagrożeniem dla lotników! Tak, tego zamierzała się trzymać.
- Dupa, a nie pomnik. Powinien być ładniejszy, gdyby miał zostać pomnikiem, a to są zwykłe, brzydkie chabazie. - Nadal oczywiście nie dało się nie zauważyć jej elokwencji. Właściwie zdecydowanie lepiej by było, gdyby wiedziała, kiedy powinna zamknąć paszczę. Milczenie było złotem, czy coś - Ruda nigdy nie kierowała się tą doktryną.
- Nie wydaje mi się, żeby proszenie krzaków miało coś zmienić, jakim cudem? Przecież one i tak nie będą wiedziały, co do nich mówię. To głupie. - Tak, cały ten pomysł wydawał się jej być naprawdę chujowy, zresztą miała wrażenie, że ten facet chce sobie z niej zakpić. Na pewno nie omieszka wspomnieć o całej tej sytuacji Cameronowi i upewnić się, że miała rację. Na szczęście miała się z kim konsultować w takich sprawach, nie musiała sięgać po książki - to by dopiero było irytujące.
Skrzywiła się, gdy nazwał ją panną, co za zjeb. Za kogo on się właściwie miał? Zamierzał ją pouczać, chociaż go o to nie prosiła, wpieprzał się w jej prywatne sprawy, no właściwie to w sprawy między nią, a krzakiem. Nie miał co robić ze swoim życiem, czy o co właściwie mu chodziło?
- To rób co chcesz gdzieś indziej. - Wykrzyczała dosyć głośno, żeby mieć pewność, że faktycznie dotarła do niego ta sugestia.
- Tak, bo kurwa zrobiłam to specjalnie, chciałam jej rozpierdolić te wspaniałe warunki do życia. Obudziłam się rano i stwierdziłam, a co tam, polecę się wjebać w jakiś krzak i zobaczę, jak zareaguje. - Prychnęła jeszcze głośno. No przecież nie zrobiła tego celowo, chciała tylko wyciągnąć stąd miotłe i spierdalać w podskokach do Londynu, może jeszcze uda jej się uratować ten dzień, tak będzie musiała spróbować to zrobić.
- Zobaczymy zaraz, kto ma bardziej złą wolę. - O tak, zamierzała pokazać temu kurwikrzakowi, gdzie było jego miejsce. Jeśli będzie musiała go podpalić - to to zrobi, trudno, nie miała z tym najmniejszego problemu. Powoli jednak przestawała wylewać się z niej woda, nadal była przemoczona, nadal strumyczek płynął sobie całkiem zgrabnie, ale skończyła wylewać z siebie jej kolejne ilości.
- Nie omieszkam tego sprawdzić. Nara dziadu. - Cieszyła się niezmiernie z tego, że typ postanowił oddalić się w podskokach, no, może nie w podskokach, ale nie zawracał jej już głowy. Odwróciła się znowu do miotły, w między czasie pokazując za siebie środkowy palec na pożegnanie. Tak, zasługiwał na to zdaniem Rudej.
Odetchnęła sobie głęboko. Musiała się skupić. - No weź, nie bądź taki, oddaj mi miotłę. - Wyszpetała do krzaka, cóż, zamierzała skorzystać z tej metody którą jej podsunął, oczywiście tak, aby on tego nie zauważył.
W między czasie wytarła sobie ręce w może nie do końca suchą koszulkę, ale to powinno wystarczyć, aby przestały się ślizgać. Jeszcze raz, wdech, wydech, złapała trzonek miotły i jednym płynnym ruchem przyciągnęła ją do siebie. Tym razem się ruszyła, wyciągnęła ją całą. - Kurwa, nareszcie. - Odsapnęła zadowolona. Obejrzała ją jeszcze dokładnie, aby upewnić się, że nie jest za bardzo uszkodzona - na szczęście nie była, po czym znowu na nią wskoczył i ruszyła w drogę.
Podczas lotu zastanawiała się nad tym, czy faktycznie to, że poprosiła krzaki o to, żeby ją jej oddały zadziałały, czy to po prostu był dziwny zbieg okoliczności.