20.11.2024, 00:06 ✶
— Stawiasz nie-rudych Weasleyów jako punkt odniesienia? Szanse są niskie, ale nigdy zerowe — mruknęła, ale może rzeczywiście nie była gotowa na rewolucję w postaci meblościanki. Na żaden mural czy remont zresztą też. Wyobraziła sobie Jonathana próbującego dogadać się z ,,potworem wśród mebli”, który przypadkiem trafiłby do jej mieszkania. — Nigdy źle nie wyszłam na posłuchaniu twoich rad, więc… Jak tak o tym wspomniałeś… Z tego, co wiem, to jego rodzina rzeczywiście hodowała abraksany — aż jej się cisnęło, żeby powiedzieć coś o tych stworzeniach. — Ja… Nie wiem, chyba próbuję bronić mężczyzny, którego ostatnim razem widziałam ponad dziesięć lat temu, co nie jest ani rozsądne, ani pomocne — westchnęła.
Niekoniecznie potrafiła stwierdzić, czy była to jego własna niechęć wobec Prewettów, czy było to w ogóle coś innego. Tak czy inaczej ciekawie było oglądać próbę pogodzenia tego z niechęcią jej ojca, a także z sympatią, którą mimo wszystko sama wciąż żywiła do Icarusa.
— O tak, ojciec potrafił narzekać i to jeszcze jak — odparła z rozbawieniem, sięgając myślami do chwil, gdy słuchała jego gniewnych uwag. — Coś w sprawie traktowania zwierząt i sprawowania opieki nad nimi. Zawsze myślałam, że trochę przesadzał, ale może w istocie coś w tym było — zamilkła na chwilę. — Ale prawda jest taka, że ojciec nie przepadał za nikim, kto miał choć cień powiązań z czymś podejrzanym. A jeśli jeszcze mówimy o ludziach, którzy woleli hazard niż… No cóż, smoki — to był już prawie śmiertelny grzech w jego oczach. Spojrzała na Jonathana z ciepłym uśmiechem. — Próbował mnie ostrzec, a ja i tak słuchałam tylko serca.
Mona parsknęła śmiechem na pomysł o oblaniu Icarusa Prewettem alkoholem, bo dramatyzm kusząco przypominał coś, co mogłaby zrobić w dawnej wersji siebie.
— Brzmi jak przepis na wywołanie skandalu — uśmiechnęła się. — Może mi odpowie. A jeśli nie, to przynajmniej tym razem będę wiedziała, że zrobiłam wszystko, co mogłam.
Tamtego dnia Jonathan i Mona rozmawiali jeszcze długo, płynnie przechodząc od drobnych żartów po poważniejsze tematy przy kieliszkach szampana. Na zakończenie rudowłosa podziękowała kuzynowi za cierpliwe wysłuchanie, ciepłą gościnność i rady, które jak miała nadzieję pomogą jej spojrzeć na wszystko z nieco innej perspektywy. Chociaż które z nich wcieli w życie — tę o meblościankach, czy o złamanym sercu — Selwynowi pozostało tylko zgadywać.
Niekoniecznie potrafiła stwierdzić, czy była to jego własna niechęć wobec Prewettów, czy było to w ogóle coś innego. Tak czy inaczej ciekawie było oglądać próbę pogodzenia tego z niechęcią jej ojca, a także z sympatią, którą mimo wszystko sama wciąż żywiła do Icarusa.
— O tak, ojciec potrafił narzekać i to jeszcze jak — odparła z rozbawieniem, sięgając myślami do chwil, gdy słuchała jego gniewnych uwag. — Coś w sprawie traktowania zwierząt i sprawowania opieki nad nimi. Zawsze myślałam, że trochę przesadzał, ale może w istocie coś w tym było — zamilkła na chwilę. — Ale prawda jest taka, że ojciec nie przepadał za nikim, kto miał choć cień powiązań z czymś podejrzanym. A jeśli jeszcze mówimy o ludziach, którzy woleli hazard niż… No cóż, smoki — to był już prawie śmiertelny grzech w jego oczach. Spojrzała na Jonathana z ciepłym uśmiechem. — Próbował mnie ostrzec, a ja i tak słuchałam tylko serca.
Mona parsknęła śmiechem na pomysł o oblaniu Icarusa Prewettem alkoholem, bo dramatyzm kusząco przypominał coś, co mogłaby zrobić w dawnej wersji siebie.
— Brzmi jak przepis na wywołanie skandalu — uśmiechnęła się. — Może mi odpowie. A jeśli nie, to przynajmniej tym razem będę wiedziała, że zrobiłam wszystko, co mogłam.
Tamtego dnia Jonathan i Mona rozmawiali jeszcze długo, płynnie przechodząc od drobnych żartów po poważniejsze tematy przy kieliszkach szampana. Na zakończenie rudowłosa podziękowała kuzynowi za cierpliwe wysłuchanie, ciepłą gościnność i rady, które jak miała nadzieję pomogą jej spojrzeć na wszystko z nieco innej perspektywy. Chociaż które z nich wcieli w życie — tę o meblościankach, czy o złamanym sercu — Selwynowi pozostało tylko zgadywać.
Koniec sesji