20.11.2024, 01:42 ✶
Isaac nie znosił, gdy ktoś lub coś próbowało ingerować w jego myśli. Od czasu gdy nauczył się legilimencji, potrafił rozpoznawać momenty, gdy jego własny umysł przestawał być w pełni jego. Zwykle był w stanie szybko wyczuć, że myśli które miał, były obce - nienaturalne, jakby narzucone przez zewnętrzne źródło. Doskonale więc zdawał sobie sprawę, że coś było nie tak. Ten smutek, który nagle na niego spadł, wydawał się zbyt głęboki, zbyt intensywny, jakby wyrwany z jego własnych najciemniejszych wspomnień, ale jednocześnie zupełnie niepasujący do chwili obecnej. Był w tym chaos, który nie przypominał jego naturalnego toku myślenia.
Isaac odetchnął głęboko, jakby wyganiając z siebie to, co nie było jego. Smutek zaczął ustępować, a on poczuł, że znów odzyskuje nad sobą kontrolę. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i przetarł spocone czoło. Uśmiechnął się słabo do Thomasa.
-Tak, niestety...- Odparł i skinął głową, gdy Atreus zakomunikował, że przydałoby mu się wsparcie.
Gdy auror wydał instrukcję, uniósł różdżkę, aby mieć ją w gotowości. Palcami wolnej dłoni dotknął migawki aparatu, który wisiał mu na szyi. Czuł, że zaraz może wydarzyć się coś naprawdę niepokojącego. Adrenalina zaczynała pulsować w jego żyłach, ale starał się utrzymać kontrolę. Nie był aurorem, nie był wojownikiem, ale przez lata nauczył się zachowywać zimną krew w obliczu niebezpieczeństwa - przynajmniej na tyle, by nie stracić głowy.
Kiedy klapa się otworzyła, mrok ziejący z piwnicy zdawał się niemal żywy, jakby coś w tej ciemności czekało na swoją chwilę. Jego palec mimowolnie zacisnął się mocniej na przycisku aparatu, ale jeszcze nie nacisnął - czekał. A potem to się stało. Z ciemności wyłoniła się poczwara, wydająca z siebie przeraźliwy krzyk. Dźwięk ten przeszył Isaaca, odbijając się echem w jego głowie, jakby coś próbowało wgryźć się w jego umysł. Potwór uderzył o ziemię, i całe szczęście, zamiast zaatakować, ruszył w kierunku lasu. Bagshot wypuścił powietrze, które mimowolnie wstrzymał na ten moment, i natychmiast nacisnął przycisk aparatu, robiąc zdjęcie. Błysk flesza odbił się od okolicznych drzew, a on poczuł, jakby to jedno zdjęcie było próbą zrozumienia, co tak naprawdę zobaczył.
-Co to, do cholery, było?- Wyszeptał, nie odrywając wzroku od kierunku, w którym uciekło stworzenie. Różdżkę wciąż trzymał uniesioną, ale jego umysł działał teraz na najwyższych obrotach. Próbował połączyć w głowie to, co zobaczył, z tym, co wiedział o magicznych istotach, ale nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
-Widzieliście kiedyś coś podobnego...?
Isaac odetchnął głęboko, jakby wyganiając z siebie to, co nie było jego. Smutek zaczął ustępować, a on poczuł, że znów odzyskuje nad sobą kontrolę. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i przetarł spocone czoło. Uśmiechnął się słabo do Thomasa.
-Tak, niestety...- Odparł i skinął głową, gdy Atreus zakomunikował, że przydałoby mu się wsparcie.
Gdy auror wydał instrukcję, uniósł różdżkę, aby mieć ją w gotowości. Palcami wolnej dłoni dotknął migawki aparatu, który wisiał mu na szyi. Czuł, że zaraz może wydarzyć się coś naprawdę niepokojącego. Adrenalina zaczynała pulsować w jego żyłach, ale starał się utrzymać kontrolę. Nie był aurorem, nie był wojownikiem, ale przez lata nauczył się zachowywać zimną krew w obliczu niebezpieczeństwa - przynajmniej na tyle, by nie stracić głowy.
Kiedy klapa się otworzyła, mrok ziejący z piwnicy zdawał się niemal żywy, jakby coś w tej ciemności czekało na swoją chwilę. Jego palec mimowolnie zacisnął się mocniej na przycisku aparatu, ale jeszcze nie nacisnął - czekał. A potem to się stało. Z ciemności wyłoniła się poczwara, wydająca z siebie przeraźliwy krzyk. Dźwięk ten przeszył Isaaca, odbijając się echem w jego głowie, jakby coś próbowało wgryźć się w jego umysł. Potwór uderzył o ziemię, i całe szczęście, zamiast zaatakować, ruszył w kierunku lasu. Bagshot wypuścił powietrze, które mimowolnie wstrzymał na ten moment, i natychmiast nacisnął przycisk aparatu, robiąc zdjęcie. Błysk flesza odbił się od okolicznych drzew, a on poczuł, jakby to jedno zdjęcie było próbą zrozumienia, co tak naprawdę zobaczył.
-Co to, do cholery, było?- Wyszeptał, nie odrywając wzroku od kierunku, w którym uciekło stworzenie. Różdżkę wciąż trzymał uniesioną, ale jego umysł działał teraz na najwyższych obrotach. Próbował połączyć w głowie to, co zobaczył, z tym, co wiedział o magicznych istotach, ale nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
-Widzieliście kiedyś coś podobnego...?