20.11.2024, 11:04 ✶
Brenna była tą szczęśliwą dziewczynką, która mogła dostać albo kupić sobie, co tylko zapragnęła i dlatego podarki tak naprawdę same w sobie nigdy nie znaczyły dla niej wiele. Nie czekała na nie, nie przeszkadzało jej, gdy ich nie dostawała z okazji urodzin czy świąt, chociaż jeżeli ktoś je dawał – zawsze starała się docenić gest, cieszyła się, gdy były dobrze dobrane, nie miała problemu z ich dostawaniem (wolała je dawać: chociaż nauczyła się dbać po pierwsze, by dobrze pasowały do odbiorcy, po drugie, by przypadkiem nie czuł się przytłoczony), ale… to był bardzo drogi i czasochłonny upominek. A Figgowie może nie byli biedni, niemniej Brenna nie czuła się do końca dobrze z tym, jak dużo Thomas włożył w ten podarek.
Przypatrywała się mu więc przez chwilę, a potem po prostu go puściła, bo jednak ani wyciąganie tego teraz, ani nieprzyjmowanie prezentu, ani próba zapłacenie za niego, nie było dobrym rozwiązaniem.
Po prostu kupi mu coś ładnego, a poza tym załatwi mu bardzo, bardzo dobrze płatne zlecenie.
Nie musiał wiedzieć, że w tym zleceniu maczała palce.
Uśmiechnęła się jednak tylko, bo Brenna była jedną z tych osób, które lubiły w takich sprawach stawiać na swoim, ale niekoniecznie musiały informować cały świat o swoich zakulisowych knowaniach.
– Rzucasz mi wyzwania. W końcu będę musiała kupić tego hipogryfa w prezencie, żeby cię przebić i Nora mnie zabije. – Stwierdzenie wygłosiła półżartem, półserio, bo wprawdzie nie zamierzała kupować hipogryfa (i nawet swego czasu wyjaśniła dobitnie Erikowi, dlaczego głupim pomysłem jest, aby takiego kupił on), ale faktycznie już zaczęła się zastanawiać, co takiego powinna na to Yule wybrać, aby było odpowiednio spektakularne. – Nieźle – oceniła, cofając się nieco, aby „przełączyć” szablę z powrotem na tryb wisiorka, a potem jeszcze raz z powrotem na broń, by tym razem tej się przyjrzeć i ostrożnie nią poruszyć, wypróbowując, jak leży w ręku. Oczywiście, możliwości miała ograniczone, bo nie chciała rozwalić kuchni Figgów – za to Nora też na pewno by ją zabiła.
Nie mogła się doczekać, aby wypróbować ją porządnie. Naprawdę kusiło ją, aby teleportować się i zrobić to natychmiast, ale niestety, musiała wpaść do Ministerstwa.
– Ojej, pierścionek byłby mega ryzykowny. Jakbym taki pokazała i powiedziała, że to od ciebie, to się boję, że nie zdążyłabym Erikowi i mamie wyjaśnić, o co naprawdę chodziło – roześmiała się, trochę rozbawiona, trochę przerażona taką wizją. – Dziękuję, jest idealny. Mogłabym go zachwalać kolejną godzinę, ale powinnam pójść do kawiarni, przywitać się z Norą – powiedziała i zerknęła jeszcze raz na Thomasa. Tak naprawdę wcale nie chciała go zostawiać samego: ale prawda była taka, że nie mogła tkwić przy nim przez kolejną dobę, upewniając się, czy wszystko w porządku. – Też idziesz? – spytała jeszcze, zanim ruszyła do wyjścia, by obejść budynek.
Przypatrywała się mu więc przez chwilę, a potem po prostu go puściła, bo jednak ani wyciąganie tego teraz, ani nieprzyjmowanie prezentu, ani próba zapłacenie za niego, nie było dobrym rozwiązaniem.
Po prostu kupi mu coś ładnego, a poza tym załatwi mu bardzo, bardzo dobrze płatne zlecenie.
Nie musiał wiedzieć, że w tym zleceniu maczała palce.
Uśmiechnęła się jednak tylko, bo Brenna była jedną z tych osób, które lubiły w takich sprawach stawiać na swoim, ale niekoniecznie musiały informować cały świat o swoich zakulisowych knowaniach.
– Rzucasz mi wyzwania. W końcu będę musiała kupić tego hipogryfa w prezencie, żeby cię przebić i Nora mnie zabije. – Stwierdzenie wygłosiła półżartem, półserio, bo wprawdzie nie zamierzała kupować hipogryfa (i nawet swego czasu wyjaśniła dobitnie Erikowi, dlaczego głupim pomysłem jest, aby takiego kupił on), ale faktycznie już zaczęła się zastanawiać, co takiego powinna na to Yule wybrać, aby było odpowiednio spektakularne. – Nieźle – oceniła, cofając się nieco, aby „przełączyć” szablę z powrotem na tryb wisiorka, a potem jeszcze raz z powrotem na broń, by tym razem tej się przyjrzeć i ostrożnie nią poruszyć, wypróbowując, jak leży w ręku. Oczywiście, możliwości miała ograniczone, bo nie chciała rozwalić kuchni Figgów – za to Nora też na pewno by ją zabiła.
Nie mogła się doczekać, aby wypróbować ją porządnie. Naprawdę kusiło ją, aby teleportować się i zrobić to natychmiast, ale niestety, musiała wpaść do Ministerstwa.
– Ojej, pierścionek byłby mega ryzykowny. Jakbym taki pokazała i powiedziała, że to od ciebie, to się boję, że nie zdążyłabym Erikowi i mamie wyjaśnić, o co naprawdę chodziło – roześmiała się, trochę rozbawiona, trochę przerażona taką wizją. – Dziękuję, jest idealny. Mogłabym go zachwalać kolejną godzinę, ale powinnam pójść do kawiarni, przywitać się z Norą – powiedziała i zerknęła jeszcze raz na Thomasa. Tak naprawdę wcale nie chciała go zostawiać samego: ale prawda była taka, że nie mogła tkwić przy nim przez kolejną dobę, upewniając się, czy wszystko w porządku. – Też idziesz? – spytała jeszcze, zanim ruszyła do wyjścia, by obejść budynek.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.