—03/09/72—
Zalakowany list pachnący słodko różami, dostarczono o świcie.
Całość została spisana w języku francuskim.
![[Obrazek: d711b4b5ef6d7dcd761e7c45b40c7ffd4bcd00aa.gif]](https://64.media.tumblr.com/8ac31e2d6ef356f9056df2059b6356c6/c5322886ee658284-8a/s500x750/d711b4b5ef6d7dcd761e7c45b40c7ffd4bcd00aa.gif)
Londyn, 03.09.72
Najdroższy Jonathanie,
Pamięć jest figlarnym stworzeniem. Dni pozostawały zlane w szare i miałkie jedno, zanim tak wdzięcznie wdarłeś się moją nudną i nieporadną rutynę. Przeczytałem niezliczone opowieści i jeszcze więcej wierszy o potędze miłości, ale żadne słowo, żaden rym nie przygotował mojej duszy na drżenie, które Twoja obecność wzbudza w moich trzewiach po dziś dzień.
Mój umysł kręcił się skołowany, ciało płonęło bez krwi. Po raz pierwszy od dwustu lat moje usta okazały się niezdolne do wypowiedzenia inteligentnej myśli. Byłeś litościwy i wziąłeś mnie delikatnie za rękę, wypełniając przestrzeń swoim aksamitnym głosem, a po dniach tortur, i zamartwiania się, że nie podzielasz mojego cierpienia, ofiarowałeś mi pocałunek, który obudził moje serce, pogrążone teraz w niesłabnącym cierpieniu rozłąki.
Moja oferta zdawała Ci się samolubna, ja jednak wierząc w to, że łącząca nas nić jest tak wyjątkowa jak wieczna, nie chciałem ze wszech miar, abyś pewnego dnia mnie znienawidził, widząc w lustrze jak czas dotyka Twoich rys, moje pozostawiając bez szwanku. Gdybym tylko wiedział, że nie podzielasz moich pragnień, gdybym wiedział, że to co nas łączy przesypywało się w Twojej perspektywie niczym piasek w bezlitosnej klepsydrze, nigdy bym Ci tego nie zaproponował, nie zbłaźnił się zaślepiony uczuciem i pragnieniem naszego szczęścia.
Teraz już wiem, czemu nie chciałeś zrozumieć natury istoty takiej jak ja, ani tym bardziej podążyć za mną w objęcia nocy. Twoje plany na przyszłość były pewnie już wtedy i są teraz materiałem na piękne zdjęcie: żona, pół tuzina maluchów wspierających się o Twoje silne, ojcowskie ramie. Teraz już wiem, że pozostało mi wieczne osamotnienie, wątpliwie słodzone różanym suszem, wspomnieniem przebrzmiałego romansu.
Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo za Tobą tęsknię. Ujrzenie Ciebie, usłyszenie, poczucie... to tylko rozogniło ranę, która zdawało mi się była już zaleczona. Być może zasłużyłem sobie na tę pokutę, by móc patrzeć na Twoje szczęście, którego nie dzielisz ze mną. Zasłużyłem, w okrucieństwie wymierzonym w samego siebie, za niedogodności, których przeze mnie doświadczyłeś.
Chciałbym życzyć Ci szczęścia, jeśli taka jest droga, którą prawdziwie chcesz podążać.
Twój na wieki,
Jean