Powiedziałaby raczej, że mało w niej pruderyjności, za to sporo klasy i smaku. I tak nie czerwieniła się i nie chichotała nerwowo przy tematach zahaczających o seksualność, ale też nie ciągnęła takich żartów w nieskończoność, wymyślając co gorsze i bardziej obrzydliwe opisy. By zostać autorem, najpierw trzeba było przepracować swoje jako normalny brygadzista, a kiedy już wejdziesz między sowy, to musisz piszczeć jak i one – i nie inaczej było z panną Lestrange: potrafiła się przecież dopasować, potrafiła też mówić językiem ogólnie uznawanym za wulgarny, i robiła to również przy Saurielu. Ale niezbyt często, bo widziała jak się przy tym krzywi, nie lubił tego w jej wykonaniu, nawet jeśli w jego towarzystwie te wszystkie słowa były jak przecinek.
– Zależy która z moich ciotek tam akurat będzie – zachichotała i puściła do niego oko. Czasami łatwo było zapomnieć, że nie płynęła w niej tylko krew Lestrange, ale też Parkinsonów, ale nie każdy wiedział też, że to biblioteka, która była własnością tej rodziny. Niektórzy mieli skrzynie wypełnione po brzegi złotem, a niektórzy całe morze wiedzy, wszak mówiło się, że w bibliotece Maeve znajdowała się kopia wszystkiego, co kiedykolwiek wydano…
– Hmm teraz już zawsze kaczki będą mi się kojarzyły z tobą. Natomiast kacze penisy zwyczajowo znajdują się pod ich kuperkami – jej niewzruszoność bywała czasami irytująca, jej chłód, którym emanowała, i nie chodziło wcale o to fizyczne zimno jej dotyku. Ale te drobne ruchy mięśni na jej twarzy, jeśli tylko ktoś wiedział, gdzie patrzeć, zmieniały całkiem dużo.
– Ale tak teraz? – jasne, miał trochę rozpiętą tę koszulę, trudno było tego nie zauważyć, nawet jeśli Victoria starała się nadmiernie nie gapić, a jednak to była znaczna różnica: rozpięta koszula, a brak koszuli. Nie żeby miała narzekać… ale jeśli Sauriel chciał jej pełnej atencji to mógł być to jeden ze sposobów.
– Szkoda? Czemu? Nie czuję żebym była coś komuś winna – światu? Anglii? Ministerstwu? O, na pewno nie. Nie, kiedy to, co miała, otwierało tyle innych możliwości. Nie, kiedy mógł być to klucz do drzwi, które wydawałoby się, że są zamknięte. – Jeśli to czyni ze mnie złodziejkę, to niech tak będzie – wzruszyła ramionami. Czy naprawdę zrobiła coś złego? Bardzo jej się nie wydawało, ale mogła mieć już zwichrowane sumienie. Tym niemniej jedyna wina, jaką w sobie widziała, to to, że przez nią trzy inne osoby były w tym samym stanie co ona. – Ach. Tak – leciutko przekrzywiła głowę, wpatrując się w Sauriela. Coś tam znała się na nekromancji, ale nie korzystała z tej dziedziny zbyt często z wiadomych powodów. Natomiast teraz ona zastanawiała się, na ile on znał się na nekromancji (ale chyba nie aż tak dobrze, biorąc pod uwagę, że szukała specjalisty nekromancji poza granicami kraju), oraz na ile zrozumiał jej opowieść. Chociaż… zdawała sobie sprawę z tego, że to, co dla niej było oczywiste, dla niego nie musiało być, bo nie wiedział wszystkiego, co ona. Nikt tego nie wiedział. – Tak, chciałabym się tym podzielić – dodała, żeby nie było wątpliwości. Ale tylko, jeśli byłoby to chciane.
– Okej, to dobrze… a co o nim wiesz? Że to legendarna, mityczna substancja z bajek? Że potrafił zamienić kamień w złoto? Co jeszcze? – dopytywała o to, bo znowu – dla niej, zakochanej w eliksirach i alchemii kobiecie, było to oczywiste. Ale co wiedział Sauriel? Dla ludzi była to bajka, mrzonka, ale dla niej było to znacznie bardziej rzeczywiste i namacalne. Ilekroć zamykała oczy, potrafiła przyciągnąć przed wzrok wspomnienie o czerwonym kamieniu, radości i jakimś nieznanym mężczyźnie. Miała też dużo czasu, żeby informacje o kamieniu poukładać, poszukać kolejnych… Wpatrywała się w Sauriela z pewną intensywnością, jakby samym spojrzeniem chciała mu powiedzieć, że to jest bardzo ważne. – Nie, tam. Myślę że tam byłam jedną nogą w grobie i zamiast poddać się cyklowi i do niego wrócić, to kiedy próbowałam się z tego wyrwać, to wyrwałam więcej, tylko nie wiedziałam wtedy, co robię. Bardzo chciałam tam zostać i jednocześnie czułam, że to jeszcze nie jest ten moment i że mam dużo do zrobienia… tu – po wyjściu… chyba też była bliska śmierci, biorąc pod uwagę, że ludzie z początku myśleli, że ta czwórka jest martwa.