21.11.2024, 15:30 ✶
Prawie im się powiodło. Wszystko wyglądało tak, jakby plan miał szansę wypalić. Przecież nie improwizowali po raz pierwszy. Ani drugi, trzeci też nie. Tak właściwie trudno było powiedzieć, ile razy wcześniej robili coś tak osobliwego jak w tej chwili. Co właściwie osobliwe mogło być wyłącznie dla otoczenia.
Gdyby nie Nora, która właśnie całkiem sprawnie wskoczyła mu na barana, pewnie wzruszyłby ramionami na to, co w tym momencie mogła sobie pomyśleć Abbott. W końcu sama głowa Towarzystwa jeszcze chwilę wcześniej narzekała na brak inwencji młodych badaczy. Teraz z pewnością nie mogła tego robić.
Szczególnie, że jak chyba wszyscy w pomieszczeniu, Mirabella była w głębokim szoku. Być może nie zaczęła rzucać kurwami jak Figgówna (uniósł brwi, ale nijak tego nie skomentował), ale zrozumienie, że nie była na to w żaden sposób przygotowana nie wymagało bycia orłem.
Reakcja dwóch osób, które powinny wiedzieć niemalże wszystko przed zabraniem się za opuszczanie osłon była wymowna. Jeżeli Roise wcześniej powątpiewał w postępujący upadek standardów Towarzystwa, teraz jego szacunek zaczął wkuwać się w podłogę. Jeszcze chwilę i miał przebić się na wylot, po prostu stąd spierdalając.
Dokładnie tak jak oni powinni zrobić na widok nie jednej a dwóch mandragor, które jeszcze przez krótką chwilę były zajęte sobą nawzajem, pozwalając Norze podjąć próbę pobrania próbki...
...roślina nieoczekiwanie się poruszyła. Ambroise mocniej stanął na nogach, przytrzymując Norę, aby mogła ponownie spróbować. Próba nie doszła do skutku, bo nagle obie mandragory znalazły się obok siebie, rozdzielone zaklęciem, które mógł rzucić wyłącznie jeden zjeb w pomieszczeniu.
Greengrass nie musiał się obracać. Wiedział kto postanowił narazić ich na niebezpieczeństwo. Nawet nie racząc ich ostrzec zanim otworzy gadzią gębę i wypowie zaklęcie.
Pewnie coś by powiedział. Nigdy nie miał problemu z otwieraniem gęby. Co prawda Roselyn była pierwsza, ale Ambroise zdecydowanie by jej zawtórował, rzucając niewybredne słowa, gdyby nie to, że praktycznie w tym samym momencie rozległ się zwielokrotniony wrzask nie jednej, lecz dwóch mandragor.
No kto mógłby się tego spodziewać.
No nie on. Greengrass w życiu nie wpadłby na tak pojebany pomysł, by rozdzielać je, gdy inni członkowie Towarzystwa pobierali próbki. Dalej wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Nora przypadkiem zsunęła mu nauszniki z uszu na tyle, że dotarło do niego, że jeszcze chwila i może zostać pierwszą spetryfikowaną ofiarą. Paraliż zaczął ogarniać jego ciało. Zachybotali się. Szyba wystrzeliła. Jonathan wrzasnął.
Greengrass zachybotał się usiłując odzyskać równowagę, żeby móc opuścić przyklejoną do niego Norę. Gdyby to się powiodło, spróbowałby nasunąć nauszniki.
Aktywność Fizyczna (III) - próbuję złapać równowagę na tyle, aby nie wywalić się z Norą tylko dać radę odstawić ją na ziemię.
Jeśli to się powiedzie to chcę nasunąć nauszniki, ale to już zostawiam MG do rozstrzygnięcia
Rzut na postęp spetryfikowania
Gdyby nie Nora, która właśnie całkiem sprawnie wskoczyła mu na barana, pewnie wzruszyłby ramionami na to, co w tym momencie mogła sobie pomyśleć Abbott. W końcu sama głowa Towarzystwa jeszcze chwilę wcześniej narzekała na brak inwencji młodych badaczy. Teraz z pewnością nie mogła tego robić.
Szczególnie, że jak chyba wszyscy w pomieszczeniu, Mirabella była w głębokim szoku. Być może nie zaczęła rzucać kurwami jak Figgówna (uniósł brwi, ale nijak tego nie skomentował), ale zrozumienie, że nie była na to w żaden sposób przygotowana nie wymagało bycia orłem.
Reakcja dwóch osób, które powinny wiedzieć niemalże wszystko przed zabraniem się za opuszczanie osłon była wymowna. Jeżeli Roise wcześniej powątpiewał w postępujący upadek standardów Towarzystwa, teraz jego szacunek zaczął wkuwać się w podłogę. Jeszcze chwilę i miał przebić się na wylot, po prostu stąd spierdalając.
Dokładnie tak jak oni powinni zrobić na widok nie jednej a dwóch mandragor, które jeszcze przez krótką chwilę były zajęte sobą nawzajem, pozwalając Norze podjąć próbę pobrania próbki...
...roślina nieoczekiwanie się poruszyła. Ambroise mocniej stanął na nogach, przytrzymując Norę, aby mogła ponownie spróbować. Próba nie doszła do skutku, bo nagle obie mandragory znalazły się obok siebie, rozdzielone zaklęciem, które mógł rzucić wyłącznie jeden zjeb w pomieszczeniu.
Greengrass nie musiał się obracać. Wiedział kto postanowił narazić ich na niebezpieczeństwo. Nawet nie racząc ich ostrzec zanim otworzy gadzią gębę i wypowie zaklęcie.
Pewnie coś by powiedział. Nigdy nie miał problemu z otwieraniem gęby. Co prawda Roselyn była pierwsza, ale Ambroise zdecydowanie by jej zawtórował, rzucając niewybredne słowa, gdyby nie to, że praktycznie w tym samym momencie rozległ się zwielokrotniony wrzask nie jednej, lecz dwóch mandragor.
No kto mógłby się tego spodziewać.
No nie on. Greengrass w życiu nie wpadłby na tak pojebany pomysł, by rozdzielać je, gdy inni członkowie Towarzystwa pobierali próbki. Dalej wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Nora przypadkiem zsunęła mu nauszniki z uszu na tyle, że dotarło do niego, że jeszcze chwila i może zostać pierwszą spetryfikowaną ofiarą. Paraliż zaczął ogarniać jego ciało. Zachybotali się. Szyba wystrzeliła. Jonathan wrzasnął.
Greengrass zachybotał się usiłując odzyskać równowagę, żeby móc opuścić przyklejoną do niego Norę. Gdyby to się powiodło, spróbowałby nasunąć nauszniki.
Aktywność Fizyczna (III) - próbuję złapać równowagę na tyle, aby nie wywalić się z Norą tylko dać radę odstawić ją na ziemię.
Jeśli to się powiedzie to chcę nasunąć nauszniki, ale to już zostawiam MG do rozstrzygnięcia
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut na postęp spetryfikowania
Rzut 1d100 - 100
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down