09.12.2024, 01:10 ✶
Bardziej niż wzniosłe słowa - choć sam nierzadko się do nich posuwał i zdawał się całkiem dobrze nimi operować; wszak częścią jego pracy było czarowanie rzeczywistości i przedstawianie jej w mniej ponury sposób - Perseus cenił sobie drobne gesty, drobne akty życzliwości, które wymagały jedynie dobrej woli, za to potrafiły zmienić wszystko. Kupił bukiet słoneczników, bo zapamiętał, że to ulubione kwiaty Laurenta. Przygotował wcześniej poczęstunek, aby jego gość poczuł się ciepło przyjęty. Założył biel, bo wciąż policzki mu pąsowiały na wspomnienie tego, jak Prewett skomplementował go wtedy w Windermere. To prawda, że nie czuł się w niej tak pewnie jak w czerni, nie przywykł jeszcze do jasności skupiającej na nim spojrzenia i nie był do końca przekonany, czy powinien częściej zakładać ten kolor, ale dla Laurenta był gotów na przesuwanie swoich granic, próbowania nowych rzeczy i wyruszania w nieznane. Nie tylko w kwestii swojej garderoby. Należy tu jednak dodać, że za wyborem bieli krył się drugi, nieco mroczniejszy powód; psychologiczna sztuczka wykorzystana przez niego z pełną świadomością - biel była kolorem niewinności. Biel miała podkreślić jego czyste intencje.
Noga. Przeniósł wzrok na swoją stopę, jakby dopiero teraz sobie przypomniał, że w ogóle ją posiada. W pewnym sensie tak właśnie było; często łapał się na tym, że nie słyszy swojego ciała. Zupełnie tak, jakby był tylko obserwatorem rzeczywistości, niematerialnym bytem wiszącym gdzieś w przestrzeni.
— Och, ależ to żaden problem. Dopóki jestem w stanie chodzić, to wszystko jest w porządku — odparł z beztroskim wzruszeniem ramion, pozostawiając w eterze inne pytanie: co się stanie, jeśli choroba sparaliżuje całą nogę?
— Uważasz, że zapomniałem...? — uniósł do góry brew, a zaraz potem dołączył do niej kącik ust; w oczach Perseusa natomiast pojawił się jadeitowy błysk szelmowskiego rozbawienia - być może nieco zbyt protekcjonalnego, ale nie kryły się za nim żadne złe zamiary. Czułość, z jaką po chwili spojrzał na ranny nadgarstek, a później znów na młodego Prewetta, była zbyt szczera, aby być wystudiowaną — W żadnym wypadku, Laurencie. Będę wypominał Ci to do końca Twoich dni, pójdę z tym do Proroka Codziennego i zacznę tworzyć paskudne plotki na Twój temat — pokręcił głową z dezaprobatą, ale lekkość jego tonu świadczyła o tym, że zrozumiał dyskretną próbę wyrwania się z oków patetyzmu i zejścia na nieco lżejsze tory; był mistrzem hermetycznych żartów, których nie rozumiał nikt poza nim samym i robieniem z siebie pośmiewiska. Jeśli więc Laurent nie uśmiechnie się z powodu jego osobliwego poczucia humoru, to wciąż pozostawała nieudolność Blacka — Mam nadzieję, że nie obwiniasz się o to, co się stało? To tylko mały wypadek przy pracy, ale za to jaki efektowny - pomyśl tylko, ilu czarodziejów może się pochwalić, że ugryzła ich selkie? Osobiście nie znam żadnego, więc czuję się ogromnie wyróżniony. Windermere wszystkim nam pomieszało zmysły; tylko Ty sprawiłeś, że wszystko to było dla mnie... bardziej znośne.
Chociaż sam Perseus sprawiał wrażenie, jakby był w rozsypce - zwłaszcza wtedy, na łodzi, gdy wszechobecna czerń doprowadziła go na skraj załamania psychicznego i tylko ramiona Laurenta były w stanie ukoić jego zszargane nerwy; on jako jedyny zdawał się rozumieć jak obciążający był grad emocji, który spadł na niego w tamtym momencie - to troska o Prewetta zdawała się być jedynym, co w jakiś sposób trzymało go w ryzach. Kiedy wszystko się skończyło, a on nabrał pewności, że Laurent był bezpieczny, poczuł tak silne znużenie, że przespał kolejne kilkanaście godzin bez wsparcia eliksirów nasennych, co w przypadku dręczącej go bezsenności było swego rodzaju anomalią. Pokpiwał w myślach z samego siebie, że może w takim wypadku powinien częściej zamartwiać się o los tego chłopaka - otwartą pozostawała jedynie kwestia tego, czy szybciej zacznie sypiać jak przeciętny człowiek, czy może prędzej nabawi się siwych włosów. Black o srebrnych włosach - cóż za ironia! Jednocześnie niezwykle trafne porównanie; on mógł być co najwyżej srebrem, jak główka kruka zdobiąca jego laskę, podczas gdy Laurent był białym złotem. Szlachetnym, pięknym i cholernie pożądanym.
Usiadł na fotelu, ale nie rozsiadał się wygodnie; był w gotowości, gdyby jego gość potrzebował pomocy z założeniem prezentu. Zakładając, że w ogóle chciałby to zrobić.
— Z perłami — odrzekł bez zbędnego kluczenia i pochylił się nieznacznie do przodu, kiedy usłyszał kokieteryjny ton w jego głosie. Czy on z nim flirtował? Serce Perseusa zabiło mocniej. — Są utożsamiane z tym, w jaki sposób Cię postrzegam; efemerycznie piękno, doskonałość i... niewinność.
A także z miłością, choć do tego przyznać się jeszcze nie potrafił. Zadrżał natomiast po usłyszeniu kolejnego zdania, jakie padło z ust Laurenta - nie przez słowa, lecz sposób, w jaki je wypowiedział. To nie było pytanie, lecz twierdzenie.
— Co mam Ci na to odpowiedzieć, aby Cię nie wystraszyć? Odkąd przekroczyłeś próg tego domu stałeś się moją pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem.
Noga. Przeniósł wzrok na swoją stopę, jakby dopiero teraz sobie przypomniał, że w ogóle ją posiada. W pewnym sensie tak właśnie było; często łapał się na tym, że nie słyszy swojego ciała. Zupełnie tak, jakby był tylko obserwatorem rzeczywistości, niematerialnym bytem wiszącym gdzieś w przestrzeni.
— Och, ależ to żaden problem. Dopóki jestem w stanie chodzić, to wszystko jest w porządku — odparł z beztroskim wzruszeniem ramion, pozostawiając w eterze inne pytanie: co się stanie, jeśli choroba sparaliżuje całą nogę?
— Uważasz, że zapomniałem...? — uniósł do góry brew, a zaraz potem dołączył do niej kącik ust; w oczach Perseusa natomiast pojawił się jadeitowy błysk szelmowskiego rozbawienia - być może nieco zbyt protekcjonalnego, ale nie kryły się za nim żadne złe zamiary. Czułość, z jaką po chwili spojrzał na ranny nadgarstek, a później znów na młodego Prewetta, była zbyt szczera, aby być wystudiowaną — W żadnym wypadku, Laurencie. Będę wypominał Ci to do końca Twoich dni, pójdę z tym do Proroka Codziennego i zacznę tworzyć paskudne plotki na Twój temat — pokręcił głową z dezaprobatą, ale lekkość jego tonu świadczyła o tym, że zrozumiał dyskretną próbę wyrwania się z oków patetyzmu i zejścia na nieco lżejsze tory; był mistrzem hermetycznych żartów, których nie rozumiał nikt poza nim samym i robieniem z siebie pośmiewiska. Jeśli więc Laurent nie uśmiechnie się z powodu jego osobliwego poczucia humoru, to wciąż pozostawała nieudolność Blacka — Mam nadzieję, że nie obwiniasz się o to, co się stało? To tylko mały wypadek przy pracy, ale za to jaki efektowny - pomyśl tylko, ilu czarodziejów może się pochwalić, że ugryzła ich selkie? Osobiście nie znam żadnego, więc czuję się ogromnie wyróżniony. Windermere wszystkim nam pomieszało zmysły; tylko Ty sprawiłeś, że wszystko to było dla mnie... bardziej znośne.
Chociaż sam Perseus sprawiał wrażenie, jakby był w rozsypce - zwłaszcza wtedy, na łodzi, gdy wszechobecna czerń doprowadziła go na skraj załamania psychicznego i tylko ramiona Laurenta były w stanie ukoić jego zszargane nerwy; on jako jedyny zdawał się rozumieć jak obciążający był grad emocji, który spadł na niego w tamtym momencie - to troska o Prewetta zdawała się być jedynym, co w jakiś sposób trzymało go w ryzach. Kiedy wszystko się skończyło, a on nabrał pewności, że Laurent był bezpieczny, poczuł tak silne znużenie, że przespał kolejne kilkanaście godzin bez wsparcia eliksirów nasennych, co w przypadku dręczącej go bezsenności było swego rodzaju anomalią. Pokpiwał w myślach z samego siebie, że może w takim wypadku powinien częściej zamartwiać się o los tego chłopaka - otwartą pozostawała jedynie kwestia tego, czy szybciej zacznie sypiać jak przeciętny człowiek, czy może prędzej nabawi się siwych włosów. Black o srebrnych włosach - cóż za ironia! Jednocześnie niezwykle trafne porównanie; on mógł być co najwyżej srebrem, jak główka kruka zdobiąca jego laskę, podczas gdy Laurent był białym złotem. Szlachetnym, pięknym i cholernie pożądanym.
Usiadł na fotelu, ale nie rozsiadał się wygodnie; był w gotowości, gdyby jego gość potrzebował pomocy z założeniem prezentu. Zakładając, że w ogóle chciałby to zrobić.
— Z perłami — odrzekł bez zbędnego kluczenia i pochylił się nieznacznie do przodu, kiedy usłyszał kokieteryjny ton w jego głosie. Czy on z nim flirtował? Serce Perseusa zabiło mocniej. — Są utożsamiane z tym, w jaki sposób Cię postrzegam; efemerycznie piękno, doskonałość i... niewinność.
A także z miłością, choć do tego przyznać się jeszcze nie potrafił. Zadrżał natomiast po usłyszeniu kolejnego zdania, jakie padło z ust Laurenta - nie przez słowa, lecz sposób, w jaki je wypowiedział. To nie było pytanie, lecz twierdzenie.
— Co mam Ci na to odpowiedzieć, aby Cię nie wystraszyć? Odkąd przekroczyłeś próg tego domu stałeś się moją pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory