– Żebym wyglądała dla mugoli jak wariatka szukająca żył wodnych czy coś w ten deseń? Nie podpuścisz mnie – ale tak naprawdę to był to doskonały pomysł, gdyby jednak się na kogoś natknęli i trzeba było wyjaśnić ich dziwaczne zachowanie. Dotknęła przy tym łańcuszka, który zawsze nosiła na szyi, co jednak było na jego końcu schowane było pod jej dekoltem. Te przekomarzania pomiędzy Calem a nią były tak normalne, że sama ich już nie dostrzegała, koledzy z obozu tylko wywracali oczy albo się śmiali, za to czy Thomas był do tego przyzwyczajony, to musiał ocenić on sam.
– Chyba rzadko tu chodzą. Patrzcie jak zarosło przy murku – wskazała głową, kiedy przekroczyli granicę cmentarza i z większą intensywnością zaczęła się przyglądać nagrobkom, i ogólnie całemu otoczeniu. Zatrzymywała się ezy niektórych grobach na chwilę dłużej, jak choćby przy tym, gdzie w jednym roku pochowano osoby o tym samym imieniu i nazwisku, na rzeźbę kochanków tylko się uśmiechnęła. – Co, zbyt wyzywające jak na twoje gusta? – fakt faktem nie było to zbyt standardowe wśród bogobojnej mugolskiej społeczności i taki nagrobek… cóż. Był ekstrawagancki, ale prócz tego, że ktoś miał ewidentnie za dużo pieniędzy i zachcianek, nie był aż tak ciekawy.
Ciche nawoływanie Thomasa odwróciło jednak jej uwagę od tej dziwacznej rzeźby i przyspieszywszy (na ile da się przyspieszyć pomiędzy starymi i nowymi grobami, jednymi bardziej, drugimi mniej zadbanymi i zatopionymi w ziemi), w końcu stanęła obok niego, marszcząc brwi.
– No cóż, nazwisko się zgadza – rzecz jasna imion nie mogli znać, bo były zbyt młode w stosunku do zagłady wioski, którą ciągle badali. Ginny nie miała jednak takich oporów jak Thomas to nie były groby schowane w trudno dostępnym mauzoleum, a na otwartym na wpływ atmosferyczny cmentarzu, po którym chodzili zwykli ludzie. Schyliła się i dotknęła płyty, odsuwając z niej jakieś paprochy, liście i inne dziwne rzeczy. Nie dostrzegła, by ktoś zajmował się tym grobem, najwyraźniej rodzina też już nie żyła… a gdy się rozejrzała dostrzegła to, co Thomas – tym razem rozpadającą się płytę i nazwisko… podniosła się, by podejść też tam.
– Najwyraźniej Blackwoodzi tu mieszkali dawno po zniszczeniu wioski. Ktoś przeżył, albo to dalsza rodzina… i najwyraźniej nie każda wróżba to całkowita bajeczka, hmm? – spojrzała tu wymownie na Cathala, nadal trochę go zaczepiając. – Ciekawe, czy znali Cassandrę. Albo czy o niej słyszeli – brała pod uwagę, że ten grób był jeszcze starszy, a skoro czarodzieje żyli dłużej… bo to musieli być czarodzieje, prawda?
Widząc, że Thomas rozgląda się i wyciąga różdżkę, sama się rozejrzała, gotowa w razie czego zasłonić Thomasa, by kupić mu czas, albo w jakiś sposób odwrócić od niego uwagę.
Percepcja ◉◉◉○○
Krytyczna porazka
Akcja nieudana