22.11.2024, 22:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2024, 22:27 przez Bard Beedle.)
Margaret musiała ze smutkiem przyznać pannie Prewett rację. Nawet w świecie, gdzie kobiety miały różdżki i znały czary, nie były one w pełni bezpieczne. Czy to za sprawą niebezpiecznych znajomych w okolicy Nokturnu, czy członków rodziny, od których nie dało się uwolnić: ojców, braci, mężów... W gruncie rzeczy Margaret nie miała strasznego życia. Z mężem po prostu się nie kochali i tyle. Myślała intensywnie o rozwodzie, ale nie chciała, żeby jej synowie przez to przechodzili. Macey może już był dorosły, ale Jake i Casper... Oni byli jeszcze w Hogwarcie. Potrzebowali pełnej rodziny.
– Ma pani rację – westchnęła, odrywając się od własnych ponurych myśli. – Ale czy powinni prowadzić jakieś działania, by możliwie zwiększyć to bezpieczeństwo? Co by to mogło być, pani zdaniem?
Dziewczyna była inteligentna i świadoma świata dookoła siebie. Może naprawdę mogła potem dać jej adres, żeby napisała do Maceya? Jej synek na pewno by ją polubił... a może przestałby się dzięki niej kręcić cały czas w tym teatrze, z którego wracał zawsze w słabym nastroju? Podobno wczuwał się w tragedie Szekspira, ale Margaret skrycie wolała, żeby raczej zajął się czymś przyszłościowym... na przykład mógłby wreszcie postarać się o ten staż w Ministerstwie.