23.11.2024, 00:19 ✶
Szczelina, powtórzył w myślach za siedzącą przed nim czarownicą, poruszając bezgłośnie ustami, jakby próbował zasmakować wymienionego przez nią słowa na własnym języku. Zupełnie jakby przeprowadzał próbę generalną nim wspomniany termin stanie się jednym z podstawowych słów w jego słowniku - przynajmniej na czas dyskusji (a może raczej spowiedzi?), w jaką został uwikłany swoimi powiązaniami z Laurentem i kowenem Whitecrroft.
Czy właśnie to zobaczył tamtego dnia, gdy ekipa Prewetta wyruszyła do Kniei Godryka celem zapolowania na Widma nawiedzające tamte okolice? Czyżby Szczelina pokrywała się z miejscem, w którym miał okazję przez ułamek sekundy doznać wizji zza drugiej strony zasłony dzielącej świat żywych i umarłych? Szczelina była oknem, a może jedynie stwarzała warunki, które ułatwiały przeklętym przez los czarodziejom i czarownicom na zajrzenie do zaświatów? Bądź co bądź, chodziło tutaj o jakiś magiczny wyciek energetyczny...
— Może energia tamtego miejsca was przebodźcowuje? — mruknął pod nosem Sebastian, bardziej starając się zachęcić do współpracy własne szare komórki niż podsunąć kobiecie logiczną odpowiedź na to, czego doświadczyła podczas swojej pracy.
To nie był pierwszy raz, kiedy kwestia wahań energetycznych zdawała się łączyć z magicznymi zaświatami. Ekipa Ministerstwa Magii, która pod wpływem zbyt dużej dawki adrenaliny zdecydowała się na przejście do Limbo podczas ataku Śmierciożerców na Polanę Ognisk, również miała problemy z energią. A raczej jej brakiem. Teorii na temat tego, co się wówczas wydarzyło było wiele. Sebastian nawet teoretyzował, że Limbo i energia tamtejszych duchów mogła w pewien sposób zatruć żywych bohaterów z Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Czy teraz mieli do czynienia z podobnym ''toksycznym'' przeciekiem zza drugiej strony?
— Jak do tej pory nie słyszałem jeszcze o dębach-świstoklikach. Czy też innego rodzaju magicznych teleporterach — skomentował gładko, zerkając pytająco na Laurenta. — Obawiam się, że do sprawy zaklętego dębu nie mogę za wiele wnieść. — Wzruszył sztywno ramionami, ewidentnie skrępowany brakiem przydatnej wiedzy. — Chociaż... Podczas ataku na Beltane zerwała się jakaś wichura, czyż nie?
Zmrużył oczy, nie potrafiąc sobie przypomnieć wszystkich szczegółów. Podczas sabatu przebywał na terenie Londynu, kiedy to został ekspresowo wezwany do mieszkania przyjaciela, aby egzorcyzmować własnego kuzyna i... No, nie mógł ręczyć osobiście za doniesienia dotyczące tamtej nocy.
— Parę drzew zostało wówczas powalonych? Tak myślę? — Zmarszczył czoło, drapiąc się po głowie. — Chociaż, gdyby drzewa zaczęły ''znikać'' ludzi, to ktoś by zwrócił na to uwagę. Prędzej czy później.
Czy właśnie to zobaczył tamtego dnia, gdy ekipa Prewetta wyruszyła do Kniei Godryka celem zapolowania na Widma nawiedzające tamte okolice? Czyżby Szczelina pokrywała się z miejscem, w którym miał okazję przez ułamek sekundy doznać wizji zza drugiej strony zasłony dzielącej świat żywych i umarłych? Szczelina była oknem, a może jedynie stwarzała warunki, które ułatwiały przeklętym przez los czarodziejom i czarownicom na zajrzenie do zaświatów? Bądź co bądź, chodziło tutaj o jakiś magiczny wyciek energetyczny...
— Może energia tamtego miejsca was przebodźcowuje? — mruknął pod nosem Sebastian, bardziej starając się zachęcić do współpracy własne szare komórki niż podsunąć kobiecie logiczną odpowiedź na to, czego doświadczyła podczas swojej pracy.
To nie był pierwszy raz, kiedy kwestia wahań energetycznych zdawała się łączyć z magicznymi zaświatami. Ekipa Ministerstwa Magii, która pod wpływem zbyt dużej dawki adrenaliny zdecydowała się na przejście do Limbo podczas ataku Śmierciożerców na Polanę Ognisk, również miała problemy z energią. A raczej jej brakiem. Teorii na temat tego, co się wówczas wydarzyło było wiele. Sebastian nawet teoretyzował, że Limbo i energia tamtejszych duchów mogła w pewien sposób zatruć żywych bohaterów z Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Czy teraz mieli do czynienia z podobnym ''toksycznym'' przeciekiem zza drugiej strony?
— Jak do tej pory nie słyszałem jeszcze o dębach-świstoklikach. Czy też innego rodzaju magicznych teleporterach — skomentował gładko, zerkając pytająco na Laurenta. — Obawiam się, że do sprawy zaklętego dębu nie mogę za wiele wnieść. — Wzruszył sztywno ramionami, ewidentnie skrępowany brakiem przydatnej wiedzy. — Chociaż... Podczas ataku na Beltane zerwała się jakaś wichura, czyż nie?
Zmrużył oczy, nie potrafiąc sobie przypomnieć wszystkich szczegółów. Podczas sabatu przebywał na terenie Londynu, kiedy to został ekspresowo wezwany do mieszkania przyjaciela, aby egzorcyzmować własnego kuzyna i... No, nie mógł ręczyć osobiście za doniesienia dotyczące tamtej nocy.
— Parę drzew zostało wówczas powalonych? Tak myślę? — Zmarszczył czoło, drapiąc się po głowie. — Chociaż, gdyby drzewa zaczęły ''znikać'' ludzi, to ktoś by zwrócił na to uwagę. Prędzej czy później.