23.01.2023, 01:11 ✶
W tym pewnym momencie pewnie już jej nawet w Hogwarcie nie było. Pomiędzy nią a Saurielem były dwa lata różnicy, za to trzy roczniki w szkole, bo on urodził się już po wrześniu, więc poszedł na późniejszy rok do szkoły. To oznaczało, że kiedy ona była na ostatnim roku, to on był na czwartym – czy to był już czas chowania się przed wszystkimi i wszystkim? I tak – o rok jego urodzenia dopytała swoją rodzinę, chciała wiedzieć z kim mniej-więcej ma do czynienia. Dwa, no prawie trzy lata młodszy, zważywszy, że ona była ze stycznia a on października – mogło być gorzej. W tych układach to zazwyczaj mężczyzna był tym starszym, ale jej to za bardzo nie przeszkadzało, to znaczy to, że był młodszy od niej. No był. Ale przy tym zdawał się też dojrzały, pomimo dość oczywistych, dziecinnych, zagrywek z fochami, tupaniem nóżką i robieniem wszystkim, a zwłaszcza sobie, na złość.
Doświadczenie to również wiedza, tyle tylko, że nie sucha. A z tej suchej można było wyciągnąć… wiedzę… i przekuć ją na doświadczenie. To był prosty, zamknięty krąg – wiedza książkowa nie brała się przecież z powietrza, a doświadczeń. I tak uczyły się kolejne pokolenia. Bla bla bla.
- Ostatnia osoba jakiej musisz płacić to ja – parsknęła. Po pierwsze pochodziła z bogatej rodziny, miała bogatych rodziców. Po drugie sama sporo zarabiała. Po trzecie… kiedyś to będzie ich wspólne. Sauriel będzie mógł wtedy wziąć ten hajs i spierdolić na drugi koniec świata, założyć to sombrero, zmienić imię na Pablo a nazwisko na Rodriguez i zacząć swoje nowe życie z dala od swoich rodziców, stwórcy i żony. Będzie mógł robić co zechce, jak zechce i z kim zechce. Piękna wizja, prawda? Poza tym nie chciała jego pieniędzy, bo po co jej. Nie uważała też, by w ten sposób robili sobie względem siebie jakieś długi. No bo hej… Jak będą tym małżeństwem… no to co. Będą sobie dłużni hajs? No nie. - Może kiedyś – cholera wie. Ona też nie mówiła nigdy, bo nie wiadomo co będzie za kilka miesięcy. Rok temu nie myślała, że za kilka dni straci narzeczonego i że niecały rok później dowie się, że już jest kandydat na kolejnego, i to tak mocno zaawansowany kandydat. Na tyle, że ich rodziny to ich już traktowały, jakby byli zaręczeni.
- Z twoim talentem i lenistwem, które zmusza cię do wyszukiwania metod do ułatwiania sobie życia, żeby tak zrobić, żeby się nie narobić, byłbyś świetnym aurorem. Na pewno bardzo kreatywnym, a w tym zawodzie nieszablonowe myślenie jest bardzo w cenie – uśmiechnęła się do niego trochę pod nosem. Może nadal było trochę dziwnie przez ich niedawną… rozmowę? Mini kłótnie? Ale teraz mówiła całkiem szczerze. Zdecydowanie ostatnie co by o nim pomyślała to to, że nie posiada żadnych umiejętności, albo że jest głupi, albo że się do niczego nie nadaje. Trochę szkoda, że robił ojcu na złość – bo tym samym sobie też robił bardzo na przekór. Była tego pewna, patrząc przez pryzmat toksyczności relacji ojciec-syn. - Nie chciałbyś ze mną odwiedzić biblioteki? – zapytała po chwili. Może znalazł by tam coś ciekawego dla siebie? - Nasza biblioteka to największy zbiór ksiąg i wiedzy, biblioteka w Hogwarcie przy tym to nic - przez nasza miała na myśli dosłownie to. Nie, że nasza-londyńska. Nasza-naszej rodziny.
Doświadczenie to również wiedza, tyle tylko, że nie sucha. A z tej suchej można było wyciągnąć… wiedzę… i przekuć ją na doświadczenie. To był prosty, zamknięty krąg – wiedza książkowa nie brała się przecież z powietrza, a doświadczeń. I tak uczyły się kolejne pokolenia. Bla bla bla.
- Ostatnia osoba jakiej musisz płacić to ja – parsknęła. Po pierwsze pochodziła z bogatej rodziny, miała bogatych rodziców. Po drugie sama sporo zarabiała. Po trzecie… kiedyś to będzie ich wspólne. Sauriel będzie mógł wtedy wziąć ten hajs i spierdolić na drugi koniec świata, założyć to sombrero, zmienić imię na Pablo a nazwisko na Rodriguez i zacząć swoje nowe życie z dala od swoich rodziców, stwórcy i żony. Będzie mógł robić co zechce, jak zechce i z kim zechce. Piękna wizja, prawda? Poza tym nie chciała jego pieniędzy, bo po co jej. Nie uważała też, by w ten sposób robili sobie względem siebie jakieś długi. No bo hej… Jak będą tym małżeństwem… no to co. Będą sobie dłużni hajs? No nie. - Może kiedyś – cholera wie. Ona też nie mówiła nigdy, bo nie wiadomo co będzie za kilka miesięcy. Rok temu nie myślała, że za kilka dni straci narzeczonego i że niecały rok później dowie się, że już jest kandydat na kolejnego, i to tak mocno zaawansowany kandydat. Na tyle, że ich rodziny to ich już traktowały, jakby byli zaręczeni.
- Z twoim talentem i lenistwem, które zmusza cię do wyszukiwania metod do ułatwiania sobie życia, żeby tak zrobić, żeby się nie narobić, byłbyś świetnym aurorem. Na pewno bardzo kreatywnym, a w tym zawodzie nieszablonowe myślenie jest bardzo w cenie – uśmiechnęła się do niego trochę pod nosem. Może nadal było trochę dziwnie przez ich niedawną… rozmowę? Mini kłótnie? Ale teraz mówiła całkiem szczerze. Zdecydowanie ostatnie co by o nim pomyślała to to, że nie posiada żadnych umiejętności, albo że jest głupi, albo że się do niczego nie nadaje. Trochę szkoda, że robił ojcu na złość – bo tym samym sobie też robił bardzo na przekór. Była tego pewna, patrząc przez pryzmat toksyczności relacji ojciec-syn. - Nie chciałbyś ze mną odwiedzić biblioteki? – zapytała po chwili. Może znalazł by tam coś ciekawego dla siebie? - Nasza biblioteka to największy zbiór ksiąg i wiedzy, biblioteka w Hogwarcie przy tym to nic - przez nasza miała na myśli dosłownie to. Nie, że nasza-londyńska. Nasza-naszej rodziny.