23.11.2024, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2024, 21:07 przez Alexander Mulciber.)
Odpowiedź na ten list. Wróżba tutaj.
Charles,
Nie zaoferuję Ci pocieszenia na jakie liczysz, bo przejrzałbyś fałsz pustych frazesów kondolencji. Będę mówił z Tobą jak z równym. Podczas naszego ostatniego spotkania mówiłeś mi, że musisz dorosnąć, potraktuj to więc jako lekcję dorosłości: jeżeli chcesz nazywać się mężczyzną, musisz nauczyć się przyjmować brutalną prawdę. Prawdę, której – mówię to z rozczarowaniem – nie potrafi przyjąć Twój ojciec.
Czy pamiętasz o naszej rozmowie pośród klifów? Śmierć bywa błogosławieństwem, co wiedzą tylko ci, którym jej odmówiono: Robert dostąpił tej łaski, mój ojciec dostąpił tej łaski, ale mój brat – już nie. Czasem coś musi umrzeć, aby coś mogło się narodzić, Charles, większe i silniejsze. Pamięć o zmarłych jest ważna, ale nie powinno się ich honorować przez pogrążanie w rozpaczy, ale poprzez dbanie o dziedzictwo, jakie po sobie zostawili. Obawiam się, że Robert nie pozostawił po sobie nic poza nazwiskiem. Wciąż jednak należy oddać mu honor, zwłaszcza, że nie ma potomka, który mógłby naprawić błędy ojca.
Ojcowie umierają, a ich miejsce zajmują synowie, których chwała także przeminie, przyćmiona przez dokonania ich synów, jak we wszystkich wielkich opowieściach. Gdzie jest chwała Twojego ojca? Nie widzę jej. Nie widzę jej w kartach, nie widzę jej żadnym z trojga moich oczu. Twój ojciec musi spojrzeć Śmierci w twarz i pogodzić się z tym, że zobaczy w jej zmartwiałych rysach oblicze brata. Nie wolno odwracać wzroku. Nie wolno odwracać wzroku. Taka jest cena. Nie każdego stać, aby ją zapłacić.
Nie przejmuj długów swojego ojca: jego twarz, tak podobna do twarzy Roberta, wieńczy bowiem rewers odwróconej dwójki denarów, która symbolizuje kłopoty i brak stabilności w Twoim życiu. Nie potrafisz uwolnić się z błędnego koła. Wiedziony poczuciem obowiązku, starasz się być dobrym synem, Charles – synem, który byłby w takiej chwili pociechą dla każdego ojca – wciąż żywisz jednak pretensje do Richarda, obawiając się, że ten znosi Twoją obecność tylko dlatego, że nie ma obok siebie nikogo innego, kto mógłby go pocieszyć. Jesteś zły, bo wciąż odczuwasz niepewność w związku z relacjami rodzinnymi, a choć zaprzeczyłbyś. że napędza Cię tylko lęk przed wydziedziczeniem, Twoje wyrzuty sumienia płyną wartkim nurtem Twojej wyobraźni jak odwrócona szóstka mieczy: ranisz sam siebie, próbując dążyć do pojednania z Richardem, ale nie potrafisz przeciwstawić się ojcowskiej woli, nieubłaganej jak wodny pływ. Musisz znaleźć w sobie siłę, aby popłynąć wpław, zmienić kurs, który Ci narzucono. Odwrócona szóstka buław mówi mi, że masz potencjał być kimś większym od niego – od swojego ojca – ale i od Roberta. Myśl o chwale wieńca laurowego, wieńczącego czoło dumnego jeźdzca, który zdobi tę kartę, o chwale, jaką możesz przynieść rodzinie, jeżeli podążysz właściwą drogą. Twój przemarsz mógłby być triumfalnym pochodem, ale Ty wybrałeś stanie na czele pogrzebowego konduktu.
Myślisz, że Robert zginął z Twojej ręki? Że Twoja ręka uderzyła weń jak ręka Boga, sprawiając, aby padł, rażony Twoim gniewem? Myślisz, że to Ty wydałeś wyrok? Że te Twoje białe, wydelikacone, panieńskie rączki byłyby w stanie zadać śmiertelny cios? Twoje serce jest jeszcze bielsze od Twoich rąk. Nie ma na nich krwi, synu. Żeby móc kogoś zabić, musisz naprawdę chcieć go zabić.
Widzę Twój gniew, widzę Twój smutek i zagubienie, ale widzę też dziką winorośl w Twojej przyszłości – tę samą, z której owoców zrobiono wino, jakim wzniesiemy toast dla godnego uczczenia śmierci Twojego stryja – winorośl, będącą wróżbą szczęścia. Bądź dzielny, Charles. Porozmawiamy na pogrzebie. Nie zawiedź mnie.
Londyn, 30 VIII 1972 r.
Charles,
Nie zaoferuję Ci pocieszenia na jakie liczysz, bo przejrzałbyś fałsz pustych frazesów kondolencji. Będę mówił z Tobą jak z równym. Podczas naszego ostatniego spotkania mówiłeś mi, że musisz dorosnąć, potraktuj to więc jako lekcję dorosłości: jeżeli chcesz nazywać się mężczyzną, musisz nauczyć się przyjmować brutalną prawdę. Prawdę, której – mówię to z rozczarowaniem – nie potrafi przyjąć Twój ojciec.
Czy pamiętasz o naszej rozmowie pośród klifów? Śmierć bywa błogosławieństwem, co wiedzą tylko ci, którym jej odmówiono: Robert dostąpił tej łaski, mój ojciec dostąpił tej łaski, ale mój brat – już nie. Czasem coś musi umrzeć, aby coś mogło się narodzić, Charles, większe i silniejsze. Pamięć o zmarłych jest ważna, ale nie powinno się ich honorować przez pogrążanie w rozpaczy, ale poprzez dbanie o dziedzictwo, jakie po sobie zostawili. Obawiam się, że Robert nie pozostawił po sobie nic poza nazwiskiem. Wciąż jednak należy oddać mu honor, zwłaszcza, że nie ma potomka, który mógłby naprawić błędy ojca.
Ojcowie umierają, a ich miejsce zajmują synowie, których chwała także przeminie, przyćmiona przez dokonania ich synów, jak we wszystkich wielkich opowieściach. Gdzie jest chwała Twojego ojca? Nie widzę jej. Nie widzę jej w kartach, nie widzę jej żadnym z trojga moich oczu. Twój ojciec musi spojrzeć Śmierci w twarz i pogodzić się z tym, że zobaczy w jej zmartwiałych rysach oblicze brata. Nie wolno odwracać wzroku. Nie wolno odwracać wzroku. Taka jest cena. Nie każdego stać, aby ją zapłacić.
Nie przejmuj długów swojego ojca: jego twarz, tak podobna do twarzy Roberta, wieńczy bowiem rewers odwróconej dwójki denarów, która symbolizuje kłopoty i brak stabilności w Twoim życiu. Nie potrafisz uwolnić się z błędnego koła. Wiedziony poczuciem obowiązku, starasz się być dobrym synem, Charles – synem, który byłby w takiej chwili pociechą dla każdego ojca – wciąż żywisz jednak pretensje do Richarda, obawiając się, że ten znosi Twoją obecność tylko dlatego, że nie ma obok siebie nikogo innego, kto mógłby go pocieszyć. Jesteś zły, bo wciąż odczuwasz niepewność w związku z relacjami rodzinnymi, a choć zaprzeczyłbyś. że napędza Cię tylko lęk przed wydziedziczeniem, Twoje wyrzuty sumienia płyną wartkim nurtem Twojej wyobraźni jak odwrócona szóstka mieczy: ranisz sam siebie, próbując dążyć do pojednania z Richardem, ale nie potrafisz przeciwstawić się ojcowskiej woli, nieubłaganej jak wodny pływ. Musisz znaleźć w sobie siłę, aby popłynąć wpław, zmienić kurs, który Ci narzucono. Odwrócona szóstka buław mówi mi, że masz potencjał być kimś większym od niego – od swojego ojca – ale i od Roberta. Myśl o chwale wieńca laurowego, wieńczącego czoło dumnego jeźdzca, który zdobi tę kartę, o chwale, jaką możesz przynieść rodzinie, jeżeli podążysz właściwą drogą. Twój przemarsz mógłby być triumfalnym pochodem, ale Ty wybrałeś stanie na czele pogrzebowego konduktu.
Myślisz, że Robert zginął z Twojej ręki? Że Twoja ręka uderzyła weń jak ręka Boga, sprawiając, aby padł, rażony Twoim gniewem? Myślisz, że to Ty wydałeś wyrok? Że te Twoje białe, wydelikacone, panieńskie rączki byłyby w stanie zadać śmiertelny cios? Twoje serce jest jeszcze bielsze od Twoich rąk. Nie ma na nich krwi, synu. Żeby móc kogoś zabić, musisz naprawdę chcieć go zabić.
Widzę Twój gniew, widzę Twój smutek i zagubienie, ale widzę też dziką winorośl w Twojej przyszłości – tę samą, z której owoców zrobiono wino, jakim wzniesiemy toast dla godnego uczczenia śmierci Twojego stryja – winorośl, będącą wróżbą szczęścia. Bądź dzielny, Charles. Porozmawiamy na pogrzebie. Nie zawiedź mnie.
Alexander Mulciber
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat