23.11.2024, 22:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2024, 12:45 przez Lorraine Malfoy.)
—30/06/1972—
Odpowiedź na wiadomość Baldwina nadeszła nad ranem, w porze jutrzni, w postaci białego gołębia, który walił do jego okna, dopóki chłopak się nie obudził. Ptak przyniósł zabezpieczoną zaklęciem kopertę, na której starannie wykaligrafowano imię i nazwisko adresata. A w środku?
W środku tkwił niepozorny fioletowy krokus.
Nie był zakonserwowany magią – Baldwin wiedział, jak wyglądały kwiaty, z których Lorraine układała wiązanki pogrzebowe, a krokus w żaden sposób nie przypominał tych z zaklętych bukietów – a jednak, nie wydawał się ani trochę zwiędnięty. To, co utrzymywało go przy życiu, było stare i potężne, a Baldwin miał wrażenie, że trzyma w dłoni relikwiarz. Jeżeli obrócił kwiat w palcach, poczuł jak napełnia go pewność siebie, śmiałość do działania – i spokój. Spokój, który zawsze przychodził z wiarą i modlitwą. Przez krótką chwilę mógł mieć wrażenie, że krokus sam obraca główkę w jego stronę, a fioletowe płatki rozchylają się lekko, jak gdyby poznawały w nim kogoś znajomego, nie minęło jednak wiele czasu, aby kwiat po prostu... Zniknął. Krokus z górskiej łąki rozpłynął się w powietrzu.
Ptak zagruchał bezradnie, przypominając Baldwinowi o swoim istnieniu. Przez chwilę wpatrywał się w niego z ukosa swoimi paciorkowatymi ślepkami, jak gdyby w oczekiwaniu na odpowiedź. To nie była jego wina, że podarunek od Dziewicy zawsze wracał do właściciela. Dopiero teraz Baldwin zauważył, że na zdobnej puchatą kryzą piersi niezwykle upierzonego gołębia widnieje rdzawoczerwona plama.
W środku tkwił niepozorny fioletowy krokus.
Nie był zakonserwowany magią – Baldwin wiedział, jak wyglądały kwiaty, z których Lorraine układała wiązanki pogrzebowe, a krokus w żaden sposób nie przypominał tych z zaklętych bukietów – a jednak, nie wydawał się ani trochę zwiędnięty. To, co utrzymywało go przy życiu, było stare i potężne, a Baldwin miał wrażenie, że trzyma w dłoni relikwiarz. Jeżeli obrócił kwiat w palcach, poczuł jak napełnia go pewność siebie, śmiałość do działania – i spokój. Spokój, który zawsze przychodził z wiarą i modlitwą. Przez krótką chwilę mógł mieć wrażenie, że krokus sam obraca główkę w jego stronę, a fioletowe płatki rozchylają się lekko, jak gdyby poznawały w nim kogoś znajomego, nie minęło jednak wiele czasu, aby kwiat po prostu... Zniknął. Krokus z górskiej łąki rozpłynął się w powietrzu.
Ptak zagruchał bezradnie, przypominając Baldwinowi o swoim istnieniu. Przez chwilę wpatrywał się w niego z ukosa swoimi paciorkowatymi ślepkami, jak gdyby w oczekiwaniu na odpowiedź. To nie była jego wina, że podarunek od Dziewicy zawsze wracał do właściciela. Dopiero teraz Baldwin zauważył, że na zdobnej puchatą kryzą piersi niezwykle upierzonego gołębia widnieje rdzawoczerwona plama.
Może to ona zapomniała o mnie.