23.11.2024, 23:31 ✶
Mona wlepiła spojrzenie w kuzynkę, a w jej oczach odbijała się mieszanka niewinnego podziwu, niedowierzania i… Rozbawienia, którego jednak nie ośmieliła się wyrazić na głos. Przynajmniej nie od razu.
— Tydzień? — powtórzyła powoli. — To nie tak długo. Jak na kogoś, kto spadł z aetonana, to chyba mogło być gorzej, prawda?
Chciała powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że Regina nie miała o co się martwić, ale słowa nie chciały przejść wyjątkowo dziewczynce przez gardło. Nie była pewna, czy w ogóle potrafiła coś takiego powiedzieć tak, żeby brzmiało to pocieszająco. W głębi serca cieszyła się, że nic gorszego się nie stało, ale i tak już widok kuzynki unieruchomionej w łóżku wywoływał w niej poczucie paniki, które prawdopobnie dopiero w tamtej chwili zaczęło wychodzić na powierzchnię. I nie mogły razem wybiec na dwór, a przecież w ich planach było tyle rzeczy do zrobienia w te wakacje! A jeszcze na domiar złego, kiedy zobaczyła, jak kuzynka nieudolnie próbowała ukryć łzy, miała ochotę rzucić wszystko i po prostu przytulić ją, zaoferować jej swoje książki, skarby, dosłownie wszystko, co posiadała, aby zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Ale czy to by coś dało? Czy mogłaby w ten sposób jakoś jej pomóc? Takie pytania pojawiały się w jej rudej głowie, bo mała dziewczynka jednak średnio potrafiła przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Wreszcie podparła brodę dłonią, patrząc na kuzynkę, której stan, w jakim się znalazła, bardzo ją gryzł.
— Ale żeby tak nigdy więcej? — to prawie jakby Regina zamierzała wyrzec się magii! — Przecież teraz już wiesz, co zrobiłaś źle raczej? To nie twoja wina… Tak całkiem. No może trochę, ale nie tak bardzo.
Kiedy Regina wciąż wyglądała na niezbyt przekonaną, Mona dodała:
— Ale wiesz, że następnym razem musisz lepiej trzymać się, prawda? Albo… Wiesz, chociaż zabrać mnie — spojrzała na opatrunki starszej Rowle. — Nooo… Może najpierw rzeczywiście lepiej trochę odpocznij. W sensie… Połamane ręce i nogi to nie jest najlepszy start do kolejnej przygody — potem wróciła do wertowania książki, mrucząc pod nosem: — Ale i tak to było superodważne. No w sumie to bardzo głupie, ale superodważne też.
Mona ponownie zrobiła wielkie oczy, bo sama idea smoka krążącego w pobliżu była nie do pomyślenia. Przełknęła ślinę i naprawdę próbowała ukryć podekscytowanie, ale jej policzki natychmiast pokryły się jasnoróżowym rumieńcem. Przysunęła się bliżej Reginy, prawie stykając się z nią czołem.
— Walijski zielony? — szepnęła dramatycznym tonem. — To byłoby… — szalone? Skrajnie niebezpieczne? — Raczej dziwne? — zmarszczyła brwi, jej głos nabrał sceptycznego tonu. Smoki rzadko opuszczały teren rezerwatu. — No bo gdyby naprawdę był tu smok, to na pewno ktoś by podniósł alarm i zabezpieczenia poszłyby w ruch… Chyba że… — jej oczy zabłysły. — Chyba że to jakiś młody smok, jeszcze niezarejestrowany… Nasze walijskie są dość ogromne, więc czy mogłby być tak cichy, aby przemykać niepostrzeżenie? I żebyś się nie zorientowała? — nie czekając na reakcję kuzynki, podniosła się z podłogi i zaczęła krążyć po pokoju, zupełnie jakby obmyślała plan tropienia owego domniemanego stworzenia, które spłoszyło biednego konia. — Może to był coś w stylu żmijoptaka? — zatrzymała się i spojrzała na Reginę.— Chociaż raczej nie zapuszczają się w takie rejony — po chwili zastanowienia odparła: — Jakieś magiczne stworzenie próbowało cię dorwać, a ty nawet o tym nie wiesz?!
Tragedia.
— Tydzień? — powtórzyła powoli. — To nie tak długo. Jak na kogoś, kto spadł z aetonana, to chyba mogło być gorzej, prawda?
Chciała powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że Regina nie miała o co się martwić, ale słowa nie chciały przejść wyjątkowo dziewczynce przez gardło. Nie była pewna, czy w ogóle potrafiła coś takiego powiedzieć tak, żeby brzmiało to pocieszająco. W głębi serca cieszyła się, że nic gorszego się nie stało, ale i tak już widok kuzynki unieruchomionej w łóżku wywoływał w niej poczucie paniki, które prawdopobnie dopiero w tamtej chwili zaczęło wychodzić na powierzchnię. I nie mogły razem wybiec na dwór, a przecież w ich planach było tyle rzeczy do zrobienia w te wakacje! A jeszcze na domiar złego, kiedy zobaczyła, jak kuzynka nieudolnie próbowała ukryć łzy, miała ochotę rzucić wszystko i po prostu przytulić ją, zaoferować jej swoje książki, skarby, dosłownie wszystko, co posiadała, aby zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Ale czy to by coś dało? Czy mogłaby w ten sposób jakoś jej pomóc? Takie pytania pojawiały się w jej rudej głowie, bo mała dziewczynka jednak średnio potrafiła przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Wreszcie podparła brodę dłonią, patrząc na kuzynkę, której stan, w jakim się znalazła, bardzo ją gryzł.
— Ale żeby tak nigdy więcej? — to prawie jakby Regina zamierzała wyrzec się magii! — Przecież teraz już wiesz, co zrobiłaś źle raczej? To nie twoja wina… Tak całkiem. No może trochę, ale nie tak bardzo.
Kiedy Regina wciąż wyglądała na niezbyt przekonaną, Mona dodała:
— Ale wiesz, że następnym razem musisz lepiej trzymać się, prawda? Albo… Wiesz, chociaż zabrać mnie — spojrzała na opatrunki starszej Rowle. — Nooo… Może najpierw rzeczywiście lepiej trochę odpocznij. W sensie… Połamane ręce i nogi to nie jest najlepszy start do kolejnej przygody — potem wróciła do wertowania książki, mrucząc pod nosem: — Ale i tak to było superodważne. No w sumie to bardzo głupie, ale superodważne też.
Mona ponownie zrobiła wielkie oczy, bo sama idea smoka krążącego w pobliżu była nie do pomyślenia. Przełknęła ślinę i naprawdę próbowała ukryć podekscytowanie, ale jej policzki natychmiast pokryły się jasnoróżowym rumieńcem. Przysunęła się bliżej Reginy, prawie stykając się z nią czołem.
— Walijski zielony? — szepnęła dramatycznym tonem. — To byłoby… — szalone? Skrajnie niebezpieczne? — Raczej dziwne? — zmarszczyła brwi, jej głos nabrał sceptycznego tonu. Smoki rzadko opuszczały teren rezerwatu. — No bo gdyby naprawdę był tu smok, to na pewno ktoś by podniósł alarm i zabezpieczenia poszłyby w ruch… Chyba że… — jej oczy zabłysły. — Chyba że to jakiś młody smok, jeszcze niezarejestrowany… Nasze walijskie są dość ogromne, więc czy mogłby być tak cichy, aby przemykać niepostrzeżenie? I żebyś się nie zorientowała? — nie czekając na reakcję kuzynki, podniosła się z podłogi i zaczęła krążyć po pokoju, zupełnie jakby obmyślała plan tropienia owego domniemanego stworzenia, które spłoszyło biednego konia. — Może to był coś w stylu żmijoptaka? — zatrzymała się i spojrzała na Reginę.— Chociaż raczej nie zapuszczają się w takie rejony — po chwili zastanowienia odparła: — Jakieś magiczne stworzenie próbowało cię dorwać, a ty nawet o tym nie wiesz?!
Tragedia.