24.11.2024, 02:06 ✶
Różdżka wylądowała z powrotem za pazuchą narzutki i kobiecie pozostało teraz tylko mocniej otulić się żakardowym materiałem. Nie było zimno, ale mocniejsze podmuchy wiatru zwiastowały nadejście bezlitosnej, angielskiej jesieni. Jeśli zaś chodziło o ciepło znamienia, które skutecznie rozgrzewało skórę i emanowało żarem na całą potylicę i kawałek pleców — było nadzieją na lepsze jutro. Choć, może bardziej szansą na dożycie do tego jutra.
Tessa odgarnęła włosy i przejechała palcami po karku w poszukiwaniu czegoś szczególnego.
Może miękkich wypustek w kształcie kociej łapki.
Może bólu albo czegokolwiek, co sprawiłoby, że miłe uczucie zniknęłoby bezpowrotnie w otoczeniu głośnego miauczenia i sierpniowego wiatru.
Zawsze lubiła, kiedy ludzie zwracali na nią uwagę. Kiedy nauczyciele zatrzymywali ją na korytarzu i klepali po ramieniu, mówiąc, że będzie dobrze. Kiedy opiekunka domu Slytherinu najpierw podała jej haftowaną chusteczkę, a potem przytuliła ją niezręcznie, gdy młoda, trzynastoletnia Tessa, powiedziała jej, co działo się u niej w domu. Kiedy koledze, z którymi łamała klątwy dla Gringotta przygotowali jej prezent pożegnalny.
Ale nie wiedziała czy ten rodzaj uwagi się jej podobał. Uciekanie przed nieznanym przeczuciem, że za trzy dni możesz umrzeć.
— Ja pierdolę — powiedziała cicho, przejeżdżając dłonią po twarzy, a potem złapała się mocno za łokieć drugiej ręki, przyciskając ramię do lewej piersi. Musieli wracać. Chociaż… nie, nie mogła teraz wrócić do domu. Musiała gdzieś pójść. Ale gdzie?
— Jest… dobrze.
Była szczera. Nie mogła w końcu futrzaka okłamać. Kot nie robił tego kotu.
— To chyba przez to, że nie wiemy co robić. Jak ratować innych ludzi, których też mogło dotknąć to samo, co dręczyło mnie. Dziękujemy za pomoc, nie mniej. Mam nadzieję, że będziemy mogli tutaj jeszcze kiedyś wrócić, tak? Przyjmę znamię na moim karku jako rodzaj specjalnej przepustki, hm?
Pożegnali się potem w trójkę z kotami — pogłaskali tyle, ile się dało i tyle, na ile miały one na to ochotę. Potem Longbottomowie rozeszli się w tą samą stronę, a przynajmniej na chwilę. Teleportowali się do warowni, do sypialni, w której zawsze spała Tessa, więc mogli mieć pewność, że nikt tam nie będzie przypadkiem zaglądał. O ile zatrzymanie głowy było im miłe.
Tessa na sam koniec przytuliła mocno Morpheusa. A Brennie kazała się przebrać — pożyczyła jej jeden ze swoich cienkich, borówkowych płaszczy i zawiązała jej na szyi muślinową apaszkę, którą zakryła jej włosy i część twarzy. Potem wyciągnęła z szuflady sekretarzyka mały notes z kontaktami do uzdrowicieli i swoich zaznajomionych klątwołamaczy.
Tessa odgarnęła włosy i przejechała palcami po karku w poszukiwaniu czegoś szczególnego.
Może miękkich wypustek w kształcie kociej łapki.
Może bólu albo czegokolwiek, co sprawiłoby, że miłe uczucie zniknęłoby bezpowrotnie w otoczeniu głośnego miauczenia i sierpniowego wiatru.
Zawsze lubiła, kiedy ludzie zwracali na nią uwagę. Kiedy nauczyciele zatrzymywali ją na korytarzu i klepali po ramieniu, mówiąc, że będzie dobrze. Kiedy opiekunka domu Slytherinu najpierw podała jej haftowaną chusteczkę, a potem przytuliła ją niezręcznie, gdy młoda, trzynastoletnia Tessa, powiedziała jej, co działo się u niej w domu. Kiedy koledze, z którymi łamała klątwy dla Gringotta przygotowali jej prezent pożegnalny.
Ale nie wiedziała czy ten rodzaj uwagi się jej podobał. Uciekanie przed nieznanym przeczuciem, że za trzy dni możesz umrzeć.
— Ja pierdolę — powiedziała cicho, przejeżdżając dłonią po twarzy, a potem złapała się mocno za łokieć drugiej ręki, przyciskając ramię do lewej piersi. Musieli wracać. Chociaż… nie, nie mogła teraz wrócić do domu. Musiała gdzieś pójść. Ale gdzie?
— Jest… dobrze.
Była szczera. Nie mogła w końcu futrzaka okłamać. Kot nie robił tego kotu.
— To chyba przez to, że nie wiemy co robić. Jak ratować innych ludzi, których też mogło dotknąć to samo, co dręczyło mnie. Dziękujemy za pomoc, nie mniej. Mam nadzieję, że będziemy mogli tutaj jeszcze kiedyś wrócić, tak? Przyjmę znamię na moim karku jako rodzaj specjalnej przepustki, hm?
Pożegnali się potem w trójkę z kotami — pogłaskali tyle, ile się dało i tyle, na ile miały one na to ochotę. Potem Longbottomowie rozeszli się w tą samą stronę, a przynajmniej na chwilę. Teleportowali się do warowni, do sypialni, w której zawsze spała Tessa, więc mogli mieć pewność, że nikt tam nie będzie przypadkiem zaglądał. O ile zatrzymanie głowy było im miłe.
Tessa na sam koniec przytuliła mocno Morpheusa. A Brennie kazała się przebrać — pożyczyła jej jeden ze swoich cienkich, borówkowych płaszczy i zawiązała jej na szyi muślinową apaszkę, którą zakryła jej włosy i część twarzy. Potem wyciągnęła z szuflady sekretarzyka mały notes z kontaktami do uzdrowicieli i swoich zaznajomionych klątwołamaczy.
Koniec sesji
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you