23.01.2023, 03:23 ✶
Patrick uśmiechnął się pod nosem. Na jego czole pojawiła się cienka, pionowa zmarszczka. Podkreślił ołówkiem mocniej zarys podbródka szkicowanej Florence.
- Wątpię by mieli przeszkadzać w śledztwie. Najwyżej będą… rozczarowani – ostatnie słowo podkreślił mimowolnie. Kimkolwiek nie byliby jego rodzice, z dziadkami zawsze miał bardzo dobry kontakt. Wiedział, że go chronili, kochali i wspierali, nawet jeśli do tej pory, ciągle żyli w przekonaniu, że nie miał pojęcia o tym, dlaczego tak wcześnie został sierotą.
Bo i cała ironia pewnie polegała również na tym, że tak naprawdę Patrick wcale nie powinien znać prawdy o swoich rodzicach. Nawet anonim, który otrzymał, w innych okolicznościach potraktowałby tylko jako nietrafiony i mało śmieszny żart. To jego dociekliwość i wsadzanie nosa w nie swoje sprawy sprawiła, że dość wcześnie odkrył rodzinną tajemnicę a potem nosił na sobie jej piętno, czując, że był oszustem, który nigdzie nie pasował. Aż spotkał Clare i nagle zrozumiał, że pasował akurat do niej. I co było pewnie jakąś gorzką ironią, ale jego myślenie złamała dopiero bezsensowna śmierć ukochanej. To po niej dotarło do niego, że przepaść, w którą wierzył przez znaczną część swojego życia, nigdy tak naprawdę nie istniała. Nawet siedząca naprzeciwko niego Florence była tego niezbitym dowodem.
Podniósł na nią wzrok. Skupił uwagę na sposobie w jaki światło rzucało cienie na jej twarzy. Na rysunku, te subtelne różnice między tym co powinno rzucać się na pierwszy plan, a co należało ukryć, uwypuklał kontrastem, pierwsze pozbawiając nawet odrobiny grafitu, drugie zaczerniając mocniej niż należało.
- Na swój sposób i mnie, i tego dzieciaka wiele łączy. To sierota. Ma kochających dziadków. – I miał przynajmniej jednego rodzica po złej stronie mocy. Ciekawe, co mogło z niego wyrosnąć w przyszłości. – Chyba, po prostu, musiałem się przed kimś wygadać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, najdalej pojutrze będzie już po wszystkim – uśmiechnął się zachowawczo. – A co u ciebie? Porozmawiajmy teraz o tobie.
- Wątpię by mieli przeszkadzać w śledztwie. Najwyżej będą… rozczarowani – ostatnie słowo podkreślił mimowolnie. Kimkolwiek nie byliby jego rodzice, z dziadkami zawsze miał bardzo dobry kontakt. Wiedział, że go chronili, kochali i wspierali, nawet jeśli do tej pory, ciągle żyli w przekonaniu, że nie miał pojęcia o tym, dlaczego tak wcześnie został sierotą.
Bo i cała ironia pewnie polegała również na tym, że tak naprawdę Patrick wcale nie powinien znać prawdy o swoich rodzicach. Nawet anonim, który otrzymał, w innych okolicznościach potraktowałby tylko jako nietrafiony i mało śmieszny żart. To jego dociekliwość i wsadzanie nosa w nie swoje sprawy sprawiła, że dość wcześnie odkrył rodzinną tajemnicę a potem nosił na sobie jej piętno, czując, że był oszustem, który nigdzie nie pasował. Aż spotkał Clare i nagle zrozumiał, że pasował akurat do niej. I co było pewnie jakąś gorzką ironią, ale jego myślenie złamała dopiero bezsensowna śmierć ukochanej. To po niej dotarło do niego, że przepaść, w którą wierzył przez znaczną część swojego życia, nigdy tak naprawdę nie istniała. Nawet siedząca naprzeciwko niego Florence była tego niezbitym dowodem.
Podniósł na nią wzrok. Skupił uwagę na sposobie w jaki światło rzucało cienie na jej twarzy. Na rysunku, te subtelne różnice między tym co powinno rzucać się na pierwszy plan, a co należało ukryć, uwypuklał kontrastem, pierwsze pozbawiając nawet odrobiny grafitu, drugie zaczerniając mocniej niż należało.
- Na swój sposób i mnie, i tego dzieciaka wiele łączy. To sierota. Ma kochających dziadków. – I miał przynajmniej jednego rodzica po złej stronie mocy. Ciekawe, co mogło z niego wyrosnąć w przyszłości. – Chyba, po prostu, musiałem się przed kimś wygadać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, najdalej pojutrze będzie już po wszystkim – uśmiechnął się zachowawczo. – A co u ciebie? Porozmawiajmy teraz o tobie.