24.11.2024, 12:20 ✶
Na wzmiankę o uroczej minie tylko pokazała jej język. Taka to była z nią rozmowa - zdawało się, że Faye po prostu nie potrafiła być poważna. Ciekawe, zwłaszcza że wspominała, że współpracuje z Ministerstwem Magii. A tam raczej pracowały same sztywniaki i sztywniary. Może dlatego to była współpraca, a nie praca?
- Wiesz co, chyba nie ma żony - zastanowiła się, wydymając usta w przesadzonym grymasie rozmyślania. Ale prawda była taka, że o Longbottomach wiedziała tyle co nic. Wiedziała to, co powinna i ile powinna. Wiedziała, że był Erik, który był cholernie sławny i że miał siostrę, która nie była tak sławna jak on. Że był Morpheus, ale jego imię zapamiętała tylko dlatego, że widziała je na plakacie. On pracował w Ministerstwie, ale co robił? Nie wiedziała, nie interesowała się nim aż tak bardzo. Był jeszcze ten ich cały Godryk Longbottom czy jak tam mu było. On mieszkał w Dolinie - Faye nie była głupia, zrobiła podstawowy research zanim kupiła tu mieszkanie. Ale... Cóż, nie o wszystkim można było się dowiedzieć z gazet, a na niedosyt plotek wciąż cierpiała. Scarlett nie mogła jej w tym pomóc, była tu nowa. Traversówna westchnęła. - Ale jest taki jeden, Erik, on jest bardzo sławny i chyba został Misterem czy kimśtam w którejś gazecie. On jest wolny, chyba nawet nie ma dziewczyny. Jak chcesz, to możesz próbować podbijać, ale słyszałam, że każdy Longbottom ma kija w dupie. Poza tą jedną trzepniętą, co też pracuje w Ministerstwie. Nie pamiętam jak się nazywa, coś na B. Siostra Erika. Swoją drogą dobrze się ustawili, Erik też pracuje w Ministerstwie. I ten cały Morpheus też.
Uśmiechnęła się niewinnie, bo przecież ona wcale nie pracowała w Ministerstwie - niektóre osoby dostałyby pierdolca, gdyby zatrudniono ją oficjalnie i na stałe. Nie dlatego, że była wilkołakiem, a dlatego, że była bardzo ciężka we współpracy. Na dodatek jej osobowość naprawdę niewielu ludziom pasowała: na stopie towarzyskiej może i było dobrze, ale przy współpracy robiło się naprawdę gorąco i nieprzyjemnie. To nie tak, ze Faye nie zwracała uwagi na otoczenie i ludzi wokół siebie, ale była przekonana, że wie więcej od nich. Problem w tym, że oni myśleli to samo - i starcie gotowe.
- Sama nie wiem, Scarlett, nie jesteśmy razem od ładnych paru lat, ale znowu na siebie wpadliśmy i... Ech - spochmurniała nieco, wyciągając kolejnego papierosa. Jakoś tak łatwiej jej było rozmawiać o tego typu rzeczach, gdy miała czym zająć dłonie. Oczywiście poczęstowała przyjaciółkę, ale jej oczy sugerowały, że to naprawdę grząski grunt - ten cały Maddox. - To nie jest zły chłopak, ale rodzina natłukła mu bzdur do głowy i nie wiem, czy uda się je wytłuc. A nawet jeśli tak, to mam wrażenie, że wszystko jest w porządku, a potem ja czegoś nie rozumiem albo on i powstaje z tego jedna wielka awantura. A musisz wiedzieć, że zarówno ja, jak i Dox, nie mamy problemu z tym, by trzepnąć drugiego w ucho. Więc możesz sobie tylko wyobrazić, jak wyglądały nasze kłótnie.
Faye zgrabnie nie wspomniała o tym, że ich kłótnie często przeradzały się w zapasy, które nie miały nic wspólnego z zabawą - nierzadko pod postacią bestii. Cud, że się jeszcze nie pozabijali. A jednak gdy ostatnio go spotkała i gdy ZNOWU nie zrozumiała, czego Greyback od niej oczekiwał, to prawie doszło do mordu. Miała szczęście, że żyje i Maddox przemienił się z powrotem. A jednak w duchu liczyła, że spotka go ponownie. Prychnęła sama do siebie na te swoje myśli i zaciągnęła się mocno - tak mocno, że aż zakaszlała.
- Nie martw się, ja mam dwóch braci - obaj są wysocy jak jasna cholera, ja jestem niska. Oni mają blond włosy, ja mam kasztanowe. Oni są wielcy i poważni, szczególnie Nick, a ja... - zachichotała, machając dłonią z papierosem. - Kukułcze jajo, ot co. Jestem ich przeciwieństwem, szczególnie Nicholasa. Jakbyś nas postawiła obok siebie, to w życiu byś nie powiedziała, że jesteśmy rodzeństwem.
Szczególnie, że jej brat nie traktował ją jak rodzina. Traktował ją jak natrętną muchę, która postanowiła się do niego uczepić i towarzyszyć mu przez resztę życia. Chociaż jeśli teraz by się nad tym zastanowić: to właśnie chyba była kwintesencja rodzeństwa? Ta upartość, ta zajadłość, wredność i czasem chłód. Z tym, że Faye pewnie oddałaby za niego życie, a czy w drugą stronę to działało tak samo? Wolała nie znać odpowiedzi na to pytanie.
- Jak to skąd. Z beczek z deszczówką - powiedziała, przekrzywiając głowę. W jej oczach pojawiły się dziwne chochliczne iskierki. - Chodź, pokażę ci.
Faye przygotowała się do swojego sprytnego planu: gdy razem ze Scarlett przeszły na tył domu, do niewielkiego ogródka, który był pełen świeżych ziół i kwiatów, w oczy od razu rzuciła im się piramidka z kilkunastu beczek. Były puste - jedyną pełną beczką była ta, która stała pod rynną, przy kamiennej ścianie.
- Mam plan je wszystkie zapełnić. Najlepiej deszczówką, ale jakieś jezioro czy coś też by się przydało. Jest jednak problem: na razie mamy zapełnioną jedną, bo korzystamy z tej wody żeby podlewać ogród. Przydałoby się jakieś jezioro czy rzeka, ale wiem też, że nie każdemu podoba się ta inicjatywa, a mają sporo wody u siebie - rzuciła niewinnie, wrzucając niedopałek do popielniczki, która stała na niewielkim stoliku na ganku. - Tylko nie możemy za bardzo korzystać z magii, bo w Dolinie mieszka bardzo dużo mugoli. To jest największy problem.
- Wiesz co, chyba nie ma żony - zastanowiła się, wydymając usta w przesadzonym grymasie rozmyślania. Ale prawda była taka, że o Longbottomach wiedziała tyle co nic. Wiedziała to, co powinna i ile powinna. Wiedziała, że był Erik, który był cholernie sławny i że miał siostrę, która nie była tak sławna jak on. Że był Morpheus, ale jego imię zapamiętała tylko dlatego, że widziała je na plakacie. On pracował w Ministerstwie, ale co robił? Nie wiedziała, nie interesowała się nim aż tak bardzo. Był jeszcze ten ich cały Godryk Longbottom czy jak tam mu było. On mieszkał w Dolinie - Faye nie była głupia, zrobiła podstawowy research zanim kupiła tu mieszkanie. Ale... Cóż, nie o wszystkim można było się dowiedzieć z gazet, a na niedosyt plotek wciąż cierpiała. Scarlett nie mogła jej w tym pomóc, była tu nowa. Traversówna westchnęła. - Ale jest taki jeden, Erik, on jest bardzo sławny i chyba został Misterem czy kimśtam w którejś gazecie. On jest wolny, chyba nawet nie ma dziewczyny. Jak chcesz, to możesz próbować podbijać, ale słyszałam, że każdy Longbottom ma kija w dupie. Poza tą jedną trzepniętą, co też pracuje w Ministerstwie. Nie pamiętam jak się nazywa, coś na B. Siostra Erika. Swoją drogą dobrze się ustawili, Erik też pracuje w Ministerstwie. I ten cały Morpheus też.
Uśmiechnęła się niewinnie, bo przecież ona wcale nie pracowała w Ministerstwie - niektóre osoby dostałyby pierdolca, gdyby zatrudniono ją oficjalnie i na stałe. Nie dlatego, że była wilkołakiem, a dlatego, że była bardzo ciężka we współpracy. Na dodatek jej osobowość naprawdę niewielu ludziom pasowała: na stopie towarzyskiej może i było dobrze, ale przy współpracy robiło się naprawdę gorąco i nieprzyjemnie. To nie tak, ze Faye nie zwracała uwagi na otoczenie i ludzi wokół siebie, ale była przekonana, że wie więcej od nich. Problem w tym, że oni myśleli to samo - i starcie gotowe.
- Sama nie wiem, Scarlett, nie jesteśmy razem od ładnych paru lat, ale znowu na siebie wpadliśmy i... Ech - spochmurniała nieco, wyciągając kolejnego papierosa. Jakoś tak łatwiej jej było rozmawiać o tego typu rzeczach, gdy miała czym zająć dłonie. Oczywiście poczęstowała przyjaciółkę, ale jej oczy sugerowały, że to naprawdę grząski grunt - ten cały Maddox. - To nie jest zły chłopak, ale rodzina natłukła mu bzdur do głowy i nie wiem, czy uda się je wytłuc. A nawet jeśli tak, to mam wrażenie, że wszystko jest w porządku, a potem ja czegoś nie rozumiem albo on i powstaje z tego jedna wielka awantura. A musisz wiedzieć, że zarówno ja, jak i Dox, nie mamy problemu z tym, by trzepnąć drugiego w ucho. Więc możesz sobie tylko wyobrazić, jak wyglądały nasze kłótnie.
Faye zgrabnie nie wspomniała o tym, że ich kłótnie często przeradzały się w zapasy, które nie miały nic wspólnego z zabawą - nierzadko pod postacią bestii. Cud, że się jeszcze nie pozabijali. A jednak gdy ostatnio go spotkała i gdy ZNOWU nie zrozumiała, czego Greyback od niej oczekiwał, to prawie doszło do mordu. Miała szczęście, że żyje i Maddox przemienił się z powrotem. A jednak w duchu liczyła, że spotka go ponownie. Prychnęła sama do siebie na te swoje myśli i zaciągnęła się mocno - tak mocno, że aż zakaszlała.
- Nie martw się, ja mam dwóch braci - obaj są wysocy jak jasna cholera, ja jestem niska. Oni mają blond włosy, ja mam kasztanowe. Oni są wielcy i poważni, szczególnie Nick, a ja... - zachichotała, machając dłonią z papierosem. - Kukułcze jajo, ot co. Jestem ich przeciwieństwem, szczególnie Nicholasa. Jakbyś nas postawiła obok siebie, to w życiu byś nie powiedziała, że jesteśmy rodzeństwem.
Szczególnie, że jej brat nie traktował ją jak rodzina. Traktował ją jak natrętną muchę, która postanowiła się do niego uczepić i towarzyszyć mu przez resztę życia. Chociaż jeśli teraz by się nad tym zastanowić: to właśnie chyba była kwintesencja rodzeństwa? Ta upartość, ta zajadłość, wredność i czasem chłód. Z tym, że Faye pewnie oddałaby za niego życie, a czy w drugą stronę to działało tak samo? Wolała nie znać odpowiedzi na to pytanie.
- Jak to skąd. Z beczek z deszczówką - powiedziała, przekrzywiając głowę. W jej oczach pojawiły się dziwne chochliczne iskierki. - Chodź, pokażę ci.
Faye przygotowała się do swojego sprytnego planu: gdy razem ze Scarlett przeszły na tył domu, do niewielkiego ogródka, który był pełen świeżych ziół i kwiatów, w oczy od razu rzuciła im się piramidka z kilkunastu beczek. Były puste - jedyną pełną beczką była ta, która stała pod rynną, przy kamiennej ścianie.
- Mam plan je wszystkie zapełnić. Najlepiej deszczówką, ale jakieś jezioro czy coś też by się przydało. Jest jednak problem: na razie mamy zapełnioną jedną, bo korzystamy z tej wody żeby podlewać ogród. Przydałoby się jakieś jezioro czy rzeka, ale wiem też, że nie każdemu podoba się ta inicjatywa, a mają sporo wody u siebie - rzuciła niewinnie, wrzucając niedopałek do popielniczki, która stała na niewielkim stoliku na ganku. - Tylko nie możemy za bardzo korzystać z magii, bo w Dolinie mieszka bardzo dużo mugoli. To jest największy problem.