24.11.2024, 13:14 ✶
Anthony nie chciał wlewać alkoholu w Figga, nie było takiej potrzeby. Ten zdawał mu się bardzo stabilny jak na jego możliwości, choć oczywiście nie wykluczał, że młodszy czarodziej znów raczy go skutecznym maskowaniem swoich emocjonalnych problemów. Cóż, każdy musiał je rozwiązywać we własnym zakresie i choćby Shafiq był najpotężniejszym hipnotyzerem i najwybitniejszą postacią operującą magią zauroczeń, nie był w stanie w 100% naprawiać popękanej duszy.
To znaczy mógłby, ale nigdy nie był zwolennikiem łamania w ten sposób ludzi i potem składania ich od podstaw. Wbrew swojej gadziej naturze, a może właśnie zgodnie z nią, lubił bawić się wolną wolą, wolnością, która nakłaniała innych do lojalności i współpracy.
– Dobrze, najpierw interesy, później degustacja – oznajmił trochę nieoczekiwanie, samemu preferując tę kolejność, więc skoro od razu Thomas nie wyraził wzmożonego zmęczenia po wizycie u Morpheusa, skoro od razu nie chciał jeść pić i wylegiwać się przez pół dnia jak rozleniwione kocisko, to mogli przełożyć rozsmakowanie się w winie, na późniejszy moment, który też idealnie wpasuje się w porę lunchu.
Smukłe palce przejechały po misternych zdobieniach fontanny. Poruszając się po nich, niczym wprawny pianista po klawiaturze, Anthony aktywował odpowiednie listeczki, kwiateczki, sekwencja tego kodu była trudna do odtworzenia, chociaż nie niemożliwa. Nagle woda zaczęła umykać, a pozornie płaskie dno uformowało się w marmurowe schody. Anthony przeszedł nad brzegiem, który nie miał "furtki" aby nie zdradzać położenia serca rezydencji, i zaczął niespiesznie schodzić do podziemi, ruchem różdżki od niechcenia zapalając pochodnie osadzone w kamiennych misach. Nie odwracał się, zakładał, że Thomas idzie za nim.
– Mam pewien pomysł, ale będziesz musiał powiedzieć mi dokładnie jak to działa. Widzisz, słyszałem o takim wspaniałym wynalazku jak WON, które sprawia, że bodaj nieproszone osoby wchodzące w strefę pomieszczenia, zawracają i zapominają o jego istnieniu – w jego głosie pobrzmiewał spokój, gdy trafiali do pięknie zdobionego drugiego holu. Mozaikowe smoki przeplatały się ze sobą, tworząc swoistą mapę świata gatunkami występującymi na określonych terenach. Pomieszczenie rozchodziło się na kilka korytarzy, które prowadziły do różnych, różnych pomieszczeń. Najbliżej była kopia łazienki prefektów i winnica, nieco dalej komnata smocza, komnata lustrzana, skarbiec... – Chciałem zapytać, czy to działa też w drugą stronę. W sensie, jeżeli ktoś dajmy na to, szedł hipotetycznie stamtąd – wskazał na bardzo wąskie przejście, którym nigdy nie przeprowadził Figga. – ... i trafił do pomieszczenia chronionego w ten sposób, to czy zwróciłby nie pamiętając o tym, że się tu znalazł? Szczególnie jeśli ten ktoś, już raz został zaproszony i ewidentnie musiał przejść tędy, aby dotrzeć tam. Hipotetycznie rozmawiając. – Ani mimika, ani głos, ani dobór słów - nic nie zdradzało zdenerwowania. I właśnie może ten spokój, łagodność polityka, maska opanowania, może to mogło podpowiedzieć jak wiele może się czaić za tym prostym pytaniem.
To znaczy mógłby, ale nigdy nie był zwolennikiem łamania w ten sposób ludzi i potem składania ich od podstaw. Wbrew swojej gadziej naturze, a może właśnie zgodnie z nią, lubił bawić się wolną wolą, wolnością, która nakłaniała innych do lojalności i współpracy.
– Dobrze, najpierw interesy, później degustacja – oznajmił trochę nieoczekiwanie, samemu preferując tę kolejność, więc skoro od razu Thomas nie wyraził wzmożonego zmęczenia po wizycie u Morpheusa, skoro od razu nie chciał jeść pić i wylegiwać się przez pół dnia jak rozleniwione kocisko, to mogli przełożyć rozsmakowanie się w winie, na późniejszy moment, który też idealnie wpasuje się w porę lunchu.
Smukłe palce przejechały po misternych zdobieniach fontanny. Poruszając się po nich, niczym wprawny pianista po klawiaturze, Anthony aktywował odpowiednie listeczki, kwiateczki, sekwencja tego kodu była trudna do odtworzenia, chociaż nie niemożliwa. Nagle woda zaczęła umykać, a pozornie płaskie dno uformowało się w marmurowe schody. Anthony przeszedł nad brzegiem, który nie miał "furtki" aby nie zdradzać położenia serca rezydencji, i zaczął niespiesznie schodzić do podziemi, ruchem różdżki od niechcenia zapalając pochodnie osadzone w kamiennych misach. Nie odwracał się, zakładał, że Thomas idzie za nim.
– Mam pewien pomysł, ale będziesz musiał powiedzieć mi dokładnie jak to działa. Widzisz, słyszałem o takim wspaniałym wynalazku jak WON, które sprawia, że bodaj nieproszone osoby wchodzące w strefę pomieszczenia, zawracają i zapominają o jego istnieniu – w jego głosie pobrzmiewał spokój, gdy trafiali do pięknie zdobionego drugiego holu. Mozaikowe smoki przeplatały się ze sobą, tworząc swoistą mapę świata gatunkami występującymi na określonych terenach. Pomieszczenie rozchodziło się na kilka korytarzy, które prowadziły do różnych, różnych pomieszczeń. Najbliżej była kopia łazienki prefektów i winnica, nieco dalej komnata smocza, komnata lustrzana, skarbiec... – Chciałem zapytać, czy to działa też w drugą stronę. W sensie, jeżeli ktoś dajmy na to, szedł hipotetycznie stamtąd – wskazał na bardzo wąskie przejście, którym nigdy nie przeprowadził Figga. – ... i trafił do pomieszczenia chronionego w ten sposób, to czy zwróciłby nie pamiętając o tym, że się tu znalazł? Szczególnie jeśli ten ktoś, już raz został zaproszony i ewidentnie musiał przejść tędy, aby dotrzeć tam. Hipotetycznie rozmawiając. – Ani mimika, ani głos, ani dobór słów - nic nie zdradzało zdenerwowania. I właśnie może ten spokój, łagodność polityka, maska opanowania, może to mogło podpowiedzieć jak wiele może się czaić za tym prostym pytaniem.